„Żegnaj, smutku”, czyli rodzinna opowieść o przyjaźni i poszukiwaniu sensu
Jolanta Święszkowska i Robert Sokołowski stworzyli kolejną książkę. To uniwersalna bajka o Tosi i pluszowej kurze Koko, adresowana do dzieci, chociaż nie tylko. – „Żegnaj, smutku” to bałtycka, spokojna w warstwie tekstowej i ilustracyjnej opowieść, która ma być, dla czytającego ją dziecka lub czytającego dziecku rodzica, chwilą zatrzymania, zastanowienia się, refleksji, co naprawdę jest w życiu ważne – mówi Jolanta Święszkowska.
Pierwszą książką w katalogu Wydawnictwa Merk był efektowny artbook „Kurpie”, ukazujący przeszłość i teraźniejszość Kurpiowszczyzny, niezwykła opowieść na styku reportażu, gawędy, malarstwa i rysunku. Jednak już w momencie jej premiery było wiadomo, że kolejnym dziełem filozofki i malarza będzie nietypowa książka dla dzieci.
– Zaplanowaliśmy z Jolą, że w Wydawnictwie Merk będziemy tworzyć artbooki, jako cykl artystyczno-reportażowy, czyli opowieści o różnych miejscach zamknięte w klasycznym malarstwie, rysunku i słowie – mówi malarz Robert Sokołowski. – Były więc „Kurpie”, a za rok ukaże się książka o Półwyspie Helskim, nad którą obecnie intensywnie pracujemy. Drugą odnogą naszego projektu wydawniczego są bajki, również z elementami etnoregionalnymi, dedykowane dzieciom – takim, które już czytają, ale i tym troszkę młodszym, którym jeszcze czytają rodzice. Bajka jest świetnym narzędziem do przekazywania wiedzy związanej z przyrodą i tradycją. Tym bardziej, że od samego początku tworzymy opowieści w duchu realizmu magicznego, w konwencji, która w założeniu jest oniryczna i baśniowa.
Autorzy podkreślają, że pomysł na „Żegnaj, smutku” narodził się podczas długich, rodzinnych spacerów brzegiem Bałtyku. Pomiędzy Chałupami, Kuźnicą, Jastarnią, Juratą a Helem uważnie słuchali tego, co chce im opowiedzieć polskie morze. Raz ciche i spokojne, innym razem wzburzone, gniewne. Podobno na samym jego dnie mieszka Szalinc - morski diabeł. Gdy zażywa kąpieli... nadchodzi sztorm i zabiera strąd, czyli brzeg. A gdzieś w wysokich wydmach, chociażby na Górze Libek, mieszkają Kraśnięta - inteligentne i psotne kaszubskie skrzaty. – Opowiadaliśmy te etnoregionalne legendy naszej córce, a morze dopowiadało śpiewem najważniejsze detale – przybliża Jolanta Święszkowska. – Czasem przelewało spokojnymi falami smutek, innym razem radość. Bywały też chwile zmęczenia, gdy jednego dnia pokonywaliśmy piaszczysty szlak od Jastarni do Helu. Łowiliśmy wszystkie odcienie błękitu i szafirowej zieleni Bałtyku. Odpoczywaliśmy pod poskręcaną helską sosenką, którą każdego roku podgryza sztorm, a ona trwa na wydmie z licznymi korzeniami zawieszonymi w powietrzu i tylko na jednym korzeniu wpuszczonym głęboko w ląd. Osobliwy symbol Helskiej Kosy i jej mieszkańców. Oswajaliśmy wzrokiem i sercem krajobraz Półwyspu, a to zawsze rodzi przywiązanie.

Książka ma dwie główne bohaterki: córkę autorów Tosię i Koko, kurę marzycielkę, poszukującą zagubionego oka.
– Koko to pluszowa zabawka naszej córki – wyjaśnia Jolanta Święszkowska. – Myślę, że każde dziecko ma taką ulubioną przytulankę, a jej posiadanie jest uniwersalnym doświadczeniem i przywilejem dzieciństwa. Koko towarzyszyła nam we wszystkich wyjazdach i podróżach, choćby podczas długich spacerów plażą, od Jastarni aż po Hel.
W atmosferze drogi powstawały akwarele, malarskie wspomnienia naszych rodzinnych chwil. – „Żegnaj, smutku” to z jednej strony uniwersalna opowieść o morzu, o przyjaźni, o poszukiwaniu sensu, dopełniona elementami lokalnych legend i z nawiązaniami przyrodniczymi – przybliża Robert Sokołowski. – Jest to zarazem nasz osobisty wehikuł czasu, który przenosi nas do niedalekiej przeszłości, do długich rodzinnych spacerów brzegiem morza.
Tytuł książki jest nieprzypadkowy i może brzmieć znajomo, zwłaszcza jeśli ktoś zna klasykę światowej literatury. – Tytuł książki wymyślił Robert i może on wywoływać skojarzenie do „Witaj, smutku” Françoise Sagan – mówi Jolanta Święszkowska. – Nasza opowieść zaczyna się od poczucia utraty, ulotnego smutku. Smutek jest dostrzegalny również w warstwie ilustracyjnej, bo kiedy przyglądamy się akwarelom Roberta, to są one bardzo nostalgiczne, z klasyczną kompozycją. Formalnie oszczędne, nieprzegadane. Jest w nich dużo malarskiego światła i narracyjnej ciszy. – Wybór techniki artystycznej był podyktowany potrzebą zaakcentowania malarskości naszego projektu wydawniczego. Akwarela jest świetnym narzędziem ilustracyjnym i daje duże możliwości kreowania nastroju, który chcieliśmy osiągnąć w książce – wyjaśnia Robert Sokołowski.

„Żegnaj, smutku” jest już dostępna, zarówno w sprzedaży wysyłkowej, jak też stacjonarnej.
– Książkę można kupić wysyłkowo przez naszą stronę – mówi Jolanta Święszkowska. – Jest też dostępna na Półwyspie Helskim bezpośrednio u artysty w Juracie. Można ją nabyć również w Morskim Warsztacie w Helu i w Parku Nadmorskim Hel, czyli w dwóch kolejnych miejscach prowadzonych przez Stowarzyszenie Alternatywny Cypel, zajmujące się edukacją morską – oceanograficzną i historyczną. Od września będzie ją można kupić także w Galerii Aporia Roberta Sokołowskiego, gdy nasze wydawnictwo powróci z helskiej podróży do Łomży. I zarzuci na dłużej kotwicę w naszym rodzinnym mieście.
Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Wydawnictwo Merk



