Czytelnik o łódkach MOSiR: najpierw bezpieczeństwo, później fotowoltaika
Problemy z elektrycznymi łódkami MOSiR, które traciły zasilanie na Narwi i musiały być holowane, wywołały dyskusję nie tylko o jakości baterii. Po naszym artykule do redakcji napisał Czytelnik, który zwraca uwagę na znacznie szerszy problem: sposób zakupu i odbioru sprzętu, sens instalowania paneli fotowoltaicznych oraz – przede wszystkim – zabezpieczenie użytkowników na wypadek awarii napędu.
W ubiegłym tygodniu opisaliśmy problemy z elektrycznymi łódkami Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Łomży. Dziewięć jednostek kupionych rok wcześniej za około 150 tys. zł wyposażono ostatnio w panele fotowoltaiczne. Tymczasem użytkownicy opowiadali m.in. o szybko rozładowujących się bateriach, czy łódkachholowanych przez motorówkę WOPR.
Po publikacji do redakcji napisał Czytelnik, który spojrzał na sprawę przede wszystkim od strony technicznej i organizacyjnej. Jego zdaniem przypadek łomżyńskich łódek powinien być potraktowany jako lekcja dotycząca nie tylko konkretnego sprzętu, ale również zasad jego zakupu i późniejszej eksploatacji.
Taniej przy zakupie nie zawsze znaczy taniej w użytkowaniu
Pierwszą kwestią, na którą zwraca uwagę Czytelnik, jest jakość zastosowanych podzespołów.
Jego zdaniem w przypadku urządzeń pracujących intensywnie i przeznaczonych do publicznego użytkowania nie należy patrzeć wyłącznie na cenę zakupu. Początkowa oszczędność może zostać szybko pochłonięta przez awarie, naprawy, konieczność wymiany akumulatorów czy problemy z dostępnością sprzętu.
Czytelnik wskazuje szczególnie na przypadek dwóch identycznych łódek opisany wcześniej przez 4lomza.pl. Podczas wspólnego rejsu wskazanie baterii w jednej jednostce praktycznie nie spadało, podczas gdy druga szybko traciła energię. Jej użytkownicy ostatecznie połączyli obie łodzie i wrócili razem do portu.
Zdaniem Czytelnika tak duża różnica między teoretycznie identycznymi zestawami powinna skłonić zarządcę floty do dokładnego sprawdzenia baterii i całej instalacji elektrycznej.
Jako krok w dobrym kierunku ocenia zapowiedź korzystania w przyszłości z lepszej jakości akumulatorów. Dyrektor MOSiR sama przyznawała, że pierwotne baterie pochodziły z Chin, natomiast później zakupiono drugi, „porządny zestaw”, a kolejnych akumulatorów Ośrodek nie zamierza już szukać w Chinach.
Słońce pomoże, ale łódki nie napędzi
Czytelnik odnosi się również do zamontowanych na jednostkach paneli fotowoltaicznych.
Jego zdaniem panele na niewielkich łodziach mogą pomagać w uzupełnianiu energii, szczególnie podczas postoju, ale nie należy traktować ich jako pełnowartościowego źródła energii dla napędu.
Powód jest prosty: powierzchnia dostępna na małej łódce ogranicza moc, którą można uzyskać ze słońca, natomiast silnik podczas płynięcia – szczególnie pod prąd Narwi – potrzebuje znacznie więcej energii.
W takim ujęciu fotowoltaika może wydłużać czas między ładowaniami albo zmniejszać pobór prądu z sieci, ale – jak zauważa Czytelnik – nie rozwiązuje podstawowego problemu, jeśli akumulator jest niesprawny, niedoładowany lub ma znacznie mniejszą pojemność od zakładanej.
Zwraca również uwagę na ciężar i sposób montażu dodatkowego wyposażenia. Umieszczenie paneli wysoko nad pokładem oznacza zmianę rozkładu masy jednostki. Jego zdaniem powinno to być uwzględnione przy ocenie stateczności łodzi, szczególnie gdy na pokładzie znajduje się maksymalna dopuszczalna liczba osób.
Nie przesądza to oczywiście, że obecna konstrukcja jest niebezpieczna. Zdaniem Czytelnika jest to jednak jeden z parametrów, który powinien zostać sprawdzony, a nie pominięty tylko dlatego, że same panele są lekkie.
A jeśli zabraknie prądu?
Najwięcej uwagi Czytelnik poświęca bezpieczeństwu.
I tu jego argument jest bardzo prosty: łódź z silnikiem elektrycznym powinna mieć możliwość awaryjnego manewrowania również wtedy, gdy przestanie działać elektronika.
W relacji opisanej przez 4lomza.pl użytkownik łódki mówił, że po rozładowaniu akumulatora nie miał nawet czym „pomachać”, ponieważ na jednostce nie było wiosła. Zdaniem Czytelnika wyposażenie łodzi choćby w awaryjny pagaj byłoby rozsądnym zabezpieczeniem.
Czytelnik, który napisał do redakcji, idzie dalej. Jego zdaniem brak takiego prostego, niezależnego od prądu sposobu poruszania łodzią jest słabym punktem całego systemu bezpieczeństwa.
Na jeziorze utrata napędu może oznaczać dryfowanie. Na rzece dochodzi jeszcze nurt.
Ma to znaczenie szczególnie w Łomży. Turysta wypływający rekreacyjnie z prądem Narwi może bez większego wysiłku oddalić się od portu. Problem pojawia się przy powrocie, kiedy łódka musi przez dłuższy czas pokonywać nurt i zużywa więcej energii.
System elektroniczny może zabezpieczać akumulator przed całkowitym rozładowaniem, ale dla pasażerów najważniejsze jest coś innego: możliwość bezpiecznego powrotu.
Zielsko, kamienie i za duży ciężar
Akumulator nie jest zresztą jedyną rzeczą, która może zatrzymać łódkę.
MOSiR wskazywał wcześniej na przypadki wpływania przez użytkowników w roślinność, która wkręca się w śrubę napędową. Dochodziło także do uszkodzeń na kamieniach, a przy dużym obciążeniu łodzie mogły nabierać wody.
Czytelnik uważa więc, że wraz z zakupem sprzętu powinny powstać bardzo jasne zasady jego użytkowania. Proponuje m.in. dokładną kontrolę dopuszczalnego obciążenia jednostki, bezwzględne przestrzeganie limitów i rozważenie mechanicznego zabezpieczenia śrub przed roślinnością. Trudno bowiem zakładać, że wypożyczający mają odpowiednie doświadczenie.
Łódki mają służyć rekreacji, a nie dostarczać emocji podczas powrotu
Czytelnik nie kwestionuje samego pomysłu rozwijania rekreacji na Narwi. Przeciwnie, uważa, że elektryczne łódki mogą być ciekawą atrakcją Łomży.
Zwraca jednak uwagę, że wraz z popularnością sprzętu rosną wymagania dotyczące jego utrzymania i bezpieczeństwa.
Dlatego zamiast skupiać się przede wszystkim na kolejnych technicznych dodatkach, warto najpierw zadbać o rzeczy podstawowe: dobre akumulatory, kontrolę ich rzeczywistego stanu i pojemności, procedury odbioru łodzi przed wypożyczeniem, przestrzeganie dopuszczalnego obciążenia oraz prosty awaryjny sposób manewrowania, niezależny od instalacji elektrycznej.
Bo panel fotowoltaiczny może dołożyć trochę energii. Nie zastąpi jednak sprawnej baterii ani wiosła wtedy, gdy elektryczny silnik na środku rzeki nagle zamilknie.