„Jak kot” czterolatka chodziła po balustradzie na piątym piętrze. Spadła na koc rozciągnięty przez świadków
Coraz więcej wiadomo o dramatycznym zdarzeniu przy ul. Sybiraków w Łomży. Z ustaleń policji wynika, że czteroletnia dziewczynka przez około godzinę przebywała sama na balkonie, a później zaczęła poruszać się po balustradzie. Zauważyli to sąsiedzi i przechodnie, którzy natychmiast zareagowali. Czterech mężczyzn stanęło pod blokiem z rozciągniętym kocem. Bez nich, sytuacja mogłaby się skończyć tragicznie.
Do dramatycznych wydarzeń doszło w niedzielne popołudnie przy ul. Sybiraków 32. Policja otrzymała zgłoszenie o godz. 14.14. Jeszcze przed przyjazdem służb dziewczynka spadła z wysokości piątego piętra. Dzięki reakcji świadków upadek został zamortyzowany przez rozciągnięty koc.
Z ustaleń policji wynika, że dziecko miało przebywać na balkonie już od około godziny. W pewnym momencie zaczęło przemieszczać się po balustradzie „jak kot” i w ten sposób przedostało się na sąsiedni, skrajny balkon.
Sytuację zauważyły osoby przebywające w pobliżu. Ciepłe, niedzielne popołudnie sprzyjało spacerom, dlatego szybko zebrało się wielu ludzi próbujących pomóc dziewczynce. Część pobiegła do mieszkania, do którego należał balkon, na którym znalazło się dziecko. Drzwi były zamknięte, a świadkowie rozważali nawet ich wyważenie. Inni próbowali dostać się do mieszkania, z którego wyszła czterolatka.
W tym samym czasie czterech mężczyzn chwyciło koc i ustawiło się pod balkonem. Jak relacjonowała podkom. Karolina Wojciekian, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Łomży, praktycznie wszyscy znajdujący się w pobliżu żyli tym, co działo się na górze, i na różne sposoby próbowali ratować dziecko.
Służby nie zdążyły dotrzeć przed upadkiem dziewczynki. Czterej mężczyźni znaleźli się jednak dokładnie tam, gdzie trzeba. Czterolatka spadła na trzymany przez nich koc, który zamortyzował uderzenie. Strażacy informowali po zdarzeniu, że dziecko było przytomne i nie miało widocznych obrażeń.
Dobijanie się mieszkańców do drzwi miało obudzić matkę dziewczynki. 27-latka zeszła następnie na dół do dziecka, a później razem z córką pojechała do szpitala.
Policja potwierdza, że badanie stanu trzeźwości wykazało u kobiety 0,7 promila alkoholu w organizmie. Jak wynika z policyjnych ustaleń, rodzina już wcześniej znajdowała się w zainteresowaniu dzielnicowego.
Nieoficjalnie mieszkańcy bloku przekazują również, że poprzedniej nocy do późnych godzin z mieszkania miały dochodzić odgłosy mogące świadczyć o odbywającym się tam spotkaniu lub imprezie.
Dziewczynka przebywa w szpitalu, gdzie przechodzi szczegółowe badania. Choć po upadku była przytomna, przy tak dużej wysokości nawet zamortyzowanie uderzenia przez koc nie wyklucza urazów czy złamań.