W środku żniw zostali bez najważniejszych maszyn
Dwa ciągniki Fendt, przyczepy samozbierające i sieczkarnia – to część sprzętu, który rodzina Kowalczyków z Popiołek straciła w nocnym pożarze. Straty przekraczają milion złotych, ale dla rolników równie poważnym problemem jest to, że do pożaru doszło w samym środku żniw, kiedy maszyny są najbardziej potrzebne.
Ogień pojawił się w nocy z poniedziałku na wtorek, 4 sierpnia, około godz. 1.48. Paliła się wiata, pod którą znajdowały się maszyny rolnicze. Daniel Kowalczyk jeszcze przed przyjazdem strażaków próbował ratować sprzęt. Udało mu się wyprowadzić m.in. ciągnik z przyczepą, kombajn zbożowy i beczkę. Części maszyn nie było już jednak możliwości uratować.
– Dwa Fendty – największe, najlepsze, przyczepy, sieczkarnia. Na chodzie wszystko było – wylicza Krzysztof Kowalczyk, ojciec Daniela.
Dla rodziny strata maszyn oznacza dziś bardzo konkretny problem. Gospodarstwo jest jej źródłem utrzymania, a pożar przyszedł w okresie najbardziej intensywnych prac polowych. Sprzęt, na który pracowano przez lata i który jeszcze kilka dni temu wykonywał codzienną pracę, w ciągu jednej nocy został zniszczony.
Pożar był trudny do opanowania. Jak tłumaczył mł. bryg. Paweł Leszczyński, zastępca komendanta miejskiego PSP w Łomży, na miejscu znajdowało się dużo materiałów palnych. W sumie w trwającej kilka godzin akcji łącznie brało udział 11 zastępów i ponad 50 strażaków.
Przyczyna pożaru jest ustalana. Daniel Kowalczyk chciałby również skontaktować się z osobami, które jako pierwsze zauważyły ogień i alarmowały służby.
Mimo ogromnych strat rodzina zapowiada, że będzie próbowała odbudować gospodarstwo. – Tyle lat na to pracowaliśmy, każdy grosz w to wkładamy, także innego rozwiązania nie widzę – mówi Ewelina Kowalczyk.
Rodzina uruchomiła również internetową zbiórkę na pokrycie części kosztów związanych ze skutkami pożaru. Jeśli ktoś chciałby ją wesprzeć.
