SzantygRaj zacumował w Nowogrodzie. Nad Narwią zabrzmiała „mokra muzyka”
Po jednej edycji zorganizowanej w Łomży i trzech kolejnych w Rajgrodzie Festiwal Piosenki Żeglarskiej SzantygRaj po raz pierwszy zawitał do Nowogrodu. Przez dwa dni amfiteatr nad Narwią, położony w sąsiedztwie Skansenu Kurpiowskiego, wypełniały szanty, żeglarskie ballady i publiczność, która chętnie włączała się do wspólnej zabawy.
Festiwal odbył się w sobotę i niedzielę, 25 i 26 lipca. Pogoda dopisała, a wybrane przez organizatorów miejsce szybko pokazało swoje zalety. Rzeka, skansen i nadnarwiański krajobraz stworzyły naturalną scenerię dla piosenek o morzu, jeziorach, żeglowaniu i życiu na pokładzie.
Pierwszego dnia na scenie zaprezentowały się zespoły konkursowe. Wieczorną część programu wypełniły koncerty Kaszalotów z Koszalina, laureatów konkursu, Chóru Szantowego Majtki Prezesa, zespołu Zejman & Garkumpel oraz Mietek Folk. Niedzielę rozpoczął przygotowany dla najmłodszych koncert Zejman & Garkumpel. Później wystąpili Kill Water, Majtki Bosmana, Zrefowani, Cztery Refy i The Pioruners. Łącznie, poza uczestnikami konkursu, na nowogrodzkiej scenie zaprezentowało się dziesięć formacji.
Publiczność nie ograniczała się jedynie do słuchania. Były wspólne śpiewy, tańce i zabawa przed sceną. Burmistrz Nowogrodu Grzegorz Palka, który również bawił się przy „mokrej muzyce”, nie krył zadowolenia i podkreślał, że tak roztańczonych ludzi w tym miejscu nie widział od kilku lat.
Specjalnie na festiwal przyjechała z Oslo Helena Mockało. Jak opowiadała, w Polsce bywa często, a do odwiedzenia Nowogrodu została zachęcona podczas festiwalu szantowego w Białymstoku.
– Jest rewelacyjnie. Dopisała pogoda, muzyka i mieszkańcy – oceniała Helena Mockało. Szczególnie dobre wrażenie zrobiły na niej dzieci. – Są bardzo grzeczne. Pozdrawiają obcych na ulicy i wołają „dzień dobry”. To bardzo miłe.
W Norwegii mieszka od 45 lat. Wyjeżdżała tam już wcześniej, znała język, a gdy zastał ją stan wojenny, zdecydowała się pozostać. Sama również ma żeglarskie doświadczenia.
– Kiedyś pływałam po Mazurach, mając patent żeglarza jachtowego, ale w tamtych czasach szant za bardzo się nie śpiewało. Może „Hej, sokoły” – wspominała.
Jej zainteresowanie muzyką żeglarską zaczęło się przypadkowo, po spotkaniu w Warszawie z zespołem Zrefowani. Później zaczęła coraz częściej odwiedzać festiwale. Chwaliła między innymi imprezę organizowaną w norweskim Langesund, na której występują także polskie zespoły. W Nowogrodzie bardzo wysoko oceniła dobór wykonawców.
Nie trzeba być żeglarzem ani znawcą szant, by dobrze bawić się podczas takiego wydarzenia. Szanty to bowiem nie tylko rytmiczne pieśni pracy, przy których załogi wybierały liny. To także spokojne ballady, folk i szeroko rozumiane „mokre piosenki”, jak określa je Przemysław Lisek ze Zrefowanych, który obok Bogdana Piorunka z The Pioruners odpowiadał za dobór wykonawców.
Z pierwszej nowogrodzkiej edycji zadowolony jest również Przemek Wojewoda, jeden z organizatorów festiwalu. „Nowogród zdał festiwalowy egzamin. Lokalizacja spodobała się artystom, publiczności i władzom samorządowym” - dlatego jak mówił, za rok SzantygRaj ponownie zacumuje w Nowogrodzie nad Narwią.


























































