Polska Liga Wraków wróciła do Piątnicy
Dym, kurz, zderzenia, wypychanie z toru i dachowania – po kilkuletniej przerwie na Forty w Piątnicy wróciła Polska Liga Wraków. W niedzielę, 19 lipca, rozegrano tam trzecią rundę sezonu 2026. Dla jednych była to kolejna walka o punkty, dla innych pierwszy w życiu start i spełnienie motoryzacyjnego marzenia.
Zawody pierwotnie miały odbyć się tydzień wcześniej, jednak z powodu intensywnych opadów i trudnych warunków na torze zostały przesunięte na 19 lipca. Tym razem pogoda dopisała, podobnie jak publiczność. Zmagania kierowców obserwowało kilkuset widzów – od dzieci po seniorów.
Specjalnie przygotowany tor na Fortach liczył około 600 metrów. Był krótki, kręty i wymagający, a jego boki zabezpieczono ziemnymi bandami. Takie warunki nie pozwalały na rozwijanie dużych prędkości, ale zapewniały to, czego oczekiwali kibice: ciasną walkę, kontakt między samochodami i częste awarie.
Na torze nie brakowało dymu, kurzu, odpadających części, wypchnięć poza trasę i dachowań. Samochody, które w normalnych warunkach zakończyłyby już swoją motoryzacyjną karierę, w Piątnicy dostały ostatnią szansę, by pokazać, ile jeszcze zostało w nich mocy.
Rodzinna ekipa mechaników
Przemysława Moczydłowskiego, mechanika z Biskupca, do startów w Polskiej Lidze Wraków przyciągnęły dobra zabawa i atmosfera panująca wśród zawodników. Ważny jest także cel, ponieważ wyścigom często towarzyszą zbiórki charytatywne.
W zawodach startuje wspólnie z dwoma synami, którzy również są mechanikami. Rodzinna ekipa przywiozła do Piątnicy trzy samochody, a w Polskiej Lidze Wraków ściga się drugi sezon.
– Podczas wyścigu urwała nam się półoś, ale to się naprawi – mówił bez większego przejęcia Przemysław Moczydłowski.
Awarie są nieodłączną częścią tej rywalizacji. Pomiędzy przejazdami zawodnicy spawają, prostują blachy, wymieniają koła i próbują przywrócić samochody do stanu pozwalającego na kolejny start.
Jak tłumaczy mechanik, wraki można kupić za niewielkie pieniądze. Ich sytuacja formalna musi być jednak uporządkowana, a pojazdy przeznaczone do wycofania z użytkowania są później legalnie przekazywane do demontażu.
Przygotowanie samochodu do wyścigu nie polega przy tym wyłącznie na pomalowaniu karoserii i umieszczeniu na niej numeru startowego. Z wnętrza usuwa się zbędne wyposażenie i siedzenia poza fotelem kierowcy. Osłaniana jest miska olejowa, która może pęknąć podczas przejazdu przez hopę, a chłodnica bywa przenoszona na zewnątrz w bezpieczniejsze miejsce. W mocniej modyfikowanych pojazdach wzmacnia się także konstrukcję.
Samochód dopuszczany do startu musi spełniać określone wymagania bezpieczeństwa. Organizatorzy wymagają między innymi sprawnych pasów, światła stop i odpowiedniego zabezpieczenia wnętrza. Kierowca musi mieć prawo jazdy oraz kask z szybą albo gogle ochronne.
1500 złotych i 20 godzin pracy
Dla 18-letniego Sylwka z Zambrowa niedzielny wyścig był pierwszym startem w życiu. Prawo jazdy otrzymał w listopadzie, ale o jeździe wrakiem marzył znacznie wcześniej.
– Zawsze miałem takie marzenie, żeby pojechać wrakiem, trochę go porozwalać i dobrze się bawić – opowiadał. – Była dobra zabawa i spotkałem fajnych ludzi, którzy sobie pomagają – podsumowuje start w Piątnicy.
Kilka dni przed zawodami wymienił sprzęgło, które zaczęło się ślizgać, i osłonił miskę olejową. Większość prac wykonał sam. Pomogło mu doświadczenie zawodowe – 18-latek jest spawaczem.
Przygotowanie samochodu kosztowało go około 1500 złotych i 20 godzin pracy. Po jednym z przejazdów próbował zamknąć zdeformowaną maskę młotkiem.
– Tylko to miałem pod ręką – tłumaczył z uśmiechem.
Historia Sylwka pokazuje, dlaczego wyścigi wraków zdobyły popularność. W przeciwieństwie do wielu innych dyscyplin motoryzacyjnych nie wymagają zakupu kosztownego samochodu ani rozbudowanego zaplecza technicznego. Potrzebne są jednak umiejętności, czas i gotowość do częstych napraw.
Kontrolowany kontakt
– Stawiamy na bezpieczeństwo – podkreślał Mariusz Nicewicz, organizator Polskiej Ligi Wraków.
Jak mówił, ściganie się wrakami jest przede wszystkim odskocznią od codzienności i formą zabawy. Jednocześnie kierowcy mogą w kontrolowanych warunkach przekonać się, jak zachowuje się samochód podczas poślizgu, zderzenia czy utraty panowania nad pojazdem.
– Kierowcy wiedzą, co się dzieje w trakcie kontrolowanego wypadku, poślizgu czy uderzenia samochodu o samochód. To jest sport kontaktowy – tłumaczył Nicewicz.
Jego zdaniem nawet dachowanie, choć z perspektywy widzów wygląda widowiskowo, ale roźnie, przy niewielkiej prędkości, na zabezpieczonym torze i w obecności ratowników pozwala kierowcom zdobyć doświadczenie, którego nie można bezpiecznie uzyskać na drodze publicznej.
Organizator zaznacza jednak, że nie chodzi o celowe niszczenie samochodów za wszelką cenę. Najważniejsze pozostają przestrzeganie regulaminu oraz takie przygotowanie pojazdu, by ograniczyć ryzyko dla kierowcy i innych uczestników.
– To może być samochód, którym jeździliśmy na co dzień, ale nie przeszedł już badania technicznego. Zanim zostanie przeznaczony do demontażu, może jeszcze przyjechać na zamknięty tor. To auto pewnie się „ucieszy”, że kończy żywot z takimi fajerwerkami – żartował Mariusz Nicewicz.
Forty mają ponownie przyciągać ludzi
Polska Liga Wraków pojawiała się już w Piątnicy. Wyścigi na Fortach organizowano między innymi w 2017 i 2018 roku, kiedy na starcie stawały dziesiątki pojazdów, a zawody oglądały setki kibiców. W 2023 roku liga powróciła w okolice Łomży, organizując rundę pod Konarzycami.
Teraz wydarzenie na Fortach reaktywował wójt gminy Piątnica Krzysztof Kozicki.
– Cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Publiczność dopisała, są dzieci, dorośli i seniorzy – mówił wójt. – Rozkręcamy to miejsce, chcemy je ożywić.
Jak podkreślał, okolice toru mają naturalnie ukształtowaną przestrzeń przypominającą amfiteatr. Forty posiadają więc zarówno walory historyczne, jak i terenowe, które można wykorzystywać do organizacji wydarzeń plenerowych. Krzysztof Kozicki zapowiada, że gmina chce stopniowo przywracać temu miejscu życie i przyciągać tam mieszkańców całego regionu.


















































