Pod numerem 1. Felieton literacki
Bywa, że samotność ma twarz starszego człowieka. Ten idzie powoli przez Stary Rynek, kurczowo trzymając w dłoniach pełne reklamówki - jakby niósł w nich cały pozostały mu czas. A niesie je z wysiłkiem.
Spacerując ulicą Długą, a potem spoglądając na rozłożony między kamienicami szary blat Starego Rynku, obserwuję starszych ludzi. Manewrują między drzewami i donicami z kwiatami, niosąc zakupy. Czas ich nie pogania. Mają go tyle, ile potrzeba, żeby dotrwać do wieczora. Jedni idą ze spuszczoną głową, inni energicznie przeciskają się między przechodniami. Są i tacy, którzy zatrzymują się przy stojakach z plakatami MDK-DŚT, pochylają głowy i długo czytają zapowiedzi kolejnych wydarzeń. Starsi panowie rozmawiają z tymi, których życie zepchnęło na margines. Ktoś zaczepił, ktoś poprosił o drobne na piwo i rozmowa sama się potoczyła.
Może część z nich jest samotna, a może nie. Może należą do Klubu „Senior+”, od czasu do czasu jadą razem nad morze, tańczą na bulwarach nad Narwią i śmieją się jak dawniej. Potem wracają kamiennymi schodami przez Stary Rynek, ulicą Rządową, rondo i do domu. Zapala się światło w przedpokoju. Potem w salonie. Jeszcze kilka minut telewizyjnych wiadomości i sen.
Samotność ma swój rytm. Potrafi mieć swoje odpływy, ale i wysokie fale, które rozbijają się o puste ściany. Dla mnie i w moim odbiorze pozostaje okrutnie bezlitosna.
Mam w bloku sąsiadkę. Bardzo miłą starszą panią. Porusza się powoli, jakby jej stawy zaczęły rdzewieć, a każdy schodek wymagał krótkiej narady z kolanami. Jeszcze jeden, a teraz drugi – tylko z odwagą!
Czasem pytam ją o zdrowie. Czasem to ona zaczepia mnie.
- Pan Rafał do pracy idzie?
- Zgadła sąsiadka – odpowiadam z uśmiechem.
- Ja zawsze dużo pracowałam. Ale to kiedyś były zakłady. Fabryka Mebli, Odlewnia – tam pracował mój mąż, Bawełna i się żyło. Dobrze się żyło. Lepiej niż dzisiaj. Ludzie pracę mieli. A teraz?
- Teraz jest inaczej.
Po chwili mówi cicho:
- Mam prośbę. Niech pan do mnie przyjdzie. Dostałam taki telefon... Jak go ustawić, żeby dzwonił do Aśki? Naciskam i tylko pika.
Przychodzę. Jej mieszkanie pachnie sosnowym lasem. Zawsze tak samo. Zaprasza mnie do dużego pokoju. Proponuje kawę, herbatę, ciastka i cukierki. Dziękuję, ale mimo to wszystko po chwili ląduje na stole.
Okrągły blat przykrywa gruba tafla szkła, pod którą widać panele przypominające drewniane deski. Na środku leży zielony dywan z ledwie widocznym roślinnym wzorem. Na komodzie stoją równo ustawione fotografie uśmiechniętych ludzi. Przez żółte firany wpada światło, które staje się niemal pomarańczowe. Za lśniącymi oknami widać sąsiedni blok. Zasłonięte rolety. Żadnego ruchu.
- Przecież wszystko jest ustawione – mówię. – Proszę zobaczyć. Pod 1 jest Aśka, pod 2 pogotowie, pod 3 córka.
- Niemożliwe. Naciskam i nic.
- Najpierw jedynka, potem zielona słuchawka.
- O widzi pan... A ja robiłam odwrotnie.
Podaje mi telefon, ale oddaję go z powrotem.
- Teraz sąsiadka spróbuje sama.
Naciska jedynkę. Potem zieloną słuchawkę.
Po chwili kiwa głową.
- No słuchaj, dzwonię tylko powiedzieć, że telefon już działa. Tak... Jest pan Rafał. Naprawił. Dobrze, Aśka. Muszę kończyć, bo gościa mam. Oddzwonię.
Patrzę na nią i myślę, że chyba od początku wiedziała, jak zadzwonić. Być może telefon nigdy nie był problemem. Być może chodziło o to, żeby ktoś przyszedł. Posiedział chwilę. Zjadł ciastko. Wypił kawę. Powiedział, że w tym mieszkaniu pachnie lasem.
Nie będzie to odkrywcze stwierdzenie, że w naszym mieście wielu starszych ludzi żyje w blokowych terrariach. W mieszkaniach z otwartymi drzwiami, przez które nie wychodzi się daleko. Jedzenie przynosi się z pobliskich sklepów. Po świeże warzywa i owoce idzie się na rynek, powoli, z wózkiem. Potem zostają już tylko telewizor, cztery ściany i cisza. Rozmowy z sąsiadem kiedyś się kończą. W Biedronce jest tłok. Z wiadomości trudno wyłowić prawdę. Powietrze w pokoju zastyga, a słońce ucieka z firan, zostawiając za sobą długi cień.
A kiedyś przecież i ja będę w takim wieku. Może powinienem już dziś wymyślić siebie na starość. Wiedzieć, dokąd pójść po wyjściu z domu. Znać kalendarz wydarzeń kulturalnych w Łomży. Wiedzieć, kiedy są potańcówki w porcie, a kiedy w Hali Kultury. Wiedzieć, jakim ruchem nacierać stawy Amolem, żeby z uśmiechem pokonywać kamienne schody i udawać, że wcale się nie zmęczyłem.
A jeśli pod numerem 1 nikt nie odbierze, wybrać 2.
Jeśli nie odbierze pod 2, nacisnąć 3.
Tam, gdzie zapisane jest jedno słowo: córka.
I bardzo chciałbym wtedy usłyszeć:
- Cześć, tato! Zaraz u ciebie będziemy.
Rafał Mikołaj Krasucki