Pamięć, którą trzeba przekazać. 83 lata od mordu w Lesie Jeziorkowskim
– Chcemy o tym pamiętać i tę pamięć przenieść kolejnym pokoleniom – mówiła Beata Sejnowska-Runo podczas uroczystości w Lesie Jeziorkowskim. 15 lipca 1943 roku niemieccy okupanci zamordowali tam 52 osoby, w większości należące do rodzin łomżyńskiej inteligencji.
W środę, w 83. rocznicę zbrodni, przy zbiorowej mogile spotkali się przedstawiciele Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej oraz osoby, które od lat dbają o pamięć o ofiarach. Do modlitwy za wszystkich zmarłych spoczywających na leśnym cmentarzu zachęcał ks. Szczepan Dobecki, proboszcz parafii w Piątnicy.
– 15 lipca 1943 roku, w południe, zamordowano tu 52 osoby spośród inteligencji łomżyńskiej. Chcemy o tym pamiętać i tę pamięć przenieść kolejnym pokoleniom. Dlatego tu jesteśmy – mówiła Beata Sejnowska-Runo, dyrektor Szkoły Podstawowej w Jeziorku i społeczny kustosz Miejsca Pamięci Narodowej.
Aresztowani o świcie, zamordowani przed południem
Niemiecka akcja rozpoczęła się wczesnym rankiem 15 lipca 1943 roku. Między godziną 4 a 7 w łomżyńskich domach zatrzymano całe rodziny. Aresztowani zostali doprowadzeni do sali więzienia, mieszczącego się za budynku zajmowanym dziś przez szkołę muzyczną. Następnie przewieziono ich ciężarówkami do lasu koło Jeziorka.
Egzekucję przeprowadzono około południa. Zginęli przedstawiciele łomżyńskiej inteligencji, ale także ich żony, dzieci i starsi rodzice. Wśród ofiar było dziewięcioro nauczycieli łomżyńskich szkół, adwokat, pielęgniarka, duchowny oraz wdowa po prezesie Sądu Okręgowego w Białymstoku.
– To była część inteligencji łomżyńskiej. W jaki sposób, jakim cudem Łomża do tej pory nie uczciła tych osób? Przecież to jest potencjał, na którym wyrosły kolejne pokolenia. To jest żyzna gleba naszego patriotyzmu – podkreślała Beata Sejnowska-Runo.
Wspominała, że pierwszą lekcję poświęconą historii leśnego cmentarza przeprowadziła w 2002 roku dla przedszkolaków z Jeziorka i Piątnicy. Od 2006 roku pełni funkcję społecznego kustosza miejsca pamięci, nad którym od lat opiekę sprawuje miejscowa szkoła. Cmentarz obejmuje mogiły ofiar trzech niemieckich egzekucji: pensjonariuszy domu opieki w Pieńkach Borowych, więźniów politycznych z łomżyńskiego więzienia oraz zakładników miasta Łomży. Łącznie spoczywają tam prochy około 170 osób.
Rodziny Lubowidzkich i Komornickich
O zamordowanych nauczycielach i rodzinach związanych z przedwojenną Łomżą opowiadał Zygmunt Zdanowicz, były dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego w Łomży i były prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej.
Wśród ofiar byli między innymi nauczyciele łomżyńskiego gimnazjum, małżeństwo Lubowidzkich z córką, która również była nauczycielką, oraz ksiądz uczący religii.
Zygmunt Zdanowicz przywołał także wspomnienia Anieli Kuczyńskiej, najstarszej siostry swojej żony, która znała rodzinę Komornickich. W Jeziorku zamordowano pięć osób z tej rodziny.
Jak opowiadał, podczas aresztowania pani Komornicka próbowała przekazać Anieli Kuczyńskiej kartkę. Gestapowiec zauważył jednak ten gest i nakazał ją oddać. Mecenas Komornicki, adwokat pracujący podczas okupacji jako tłumacz w łomżyńskim więzieniu, nie przebywał wówczas w domu. Niemcy zabrali więc jako zakładniczkę gosposię rodziny. Kiedy Komornicki pojawił się w więzieniu, kobietę zwolniono, a jego dołączono do zatrzymanych.
– Pamiętam wspomnienia najstarszej siostry mojej żony. Są tu pochowani państwo Komorniccy – aż pięć osób z tej rodziny – mówił Zygmunt Zdanowicz.
Według relacji mieszkańców Piątnicy około godziny 11 aresztowani zostali przewiezieni do lasu ciężarówkami z ciemnymi budami. Egzekucję miał widzieć przypadkowy mieszkaniec jednej z okolicznych miejscowości, który znalazł się wówczas w lesie.
Zbrodnia była elementem niemieckiego terroru i akcji odwetowych prowadzonej latem 1943 roku przez tzw. grupę Müllera. Okupanci zapowiadali zbiorowe represje wobec ludności cywilnej w odpowiedzi na działania podziemia. Dokumenty wskazują, że egzekucję przeprowadzono około południa przy przygotowanym wcześniej dole.
„Zawsze staraliśmy się tutaj przychodzić”
Zygmunt Zdanowicz wspominał także pierwsze powojenne uroczystości na leśnym cmentarzu. W 1946 roku przyjechał tam furmanką razem z rodziną.
– Było ogromne zgromadzenie ludzi. Tłumy stały aż do drogi prowadzącej na Jedwabne. Zawsze staraliśmy się tutaj przychodzić, żeby się pokłonić – mówił.
Jak podkreślał, każda śmierć jest bolesna, jednak zbrodnia w Jeziorku szczególnie mocno dotknęła Łomżę, ponieważ jej ofiarami byli ludzie odgrywający ważną rolę w życiu miasta.
– Tu są ludzie, którzy w mieście coś znaczyli – przypominał.
Pierwsze spotkanie przy grobach ofiar odbyło się już 15 lipca 1945 roku. Z czasem na polanie powstał leśny cmentarz, który stał się jednym z najważniejszych miejsc pamięci o niemieckich zbrodniach popełnionych na mieszkańcach Łomży i okolic.
Pamięć jako przestroga
– Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej skupia ludzi, którzy tę pamięć mają w sercu i traktują ją jako nasze dziedzictwo – mówił prezes TPZŁ Józef Babiel, który z przedstawicielami stowarzyszenia zapalał znicze.
Sam po raz pierwszy przyjechał do Jeziorka jako uczeń Szkoły Podstawowej nr 3. Pamięć o miejscu zaszczepili w nim rodzice i nauczyciele. Podkreślał, że o ofiarach należy pamiętać nie tylko podczas rocznicowych uroczystości.
– Pamiętać na co dzień to znaczy pamiętać o tragediach polskiego narodu, ale też o tych najbliższych, łomżyńskich – jako przestrodze. Ludzie, którzy będą wiedzieli, że spoczywają tu niewinne dzieci i starcy, nikomu przecież niezagrażający, będą wiedzieli, że to nie może się powtórzyć. Jeżeli tej wrażliwości nie wykształtuje się za młodu, później po prostu jej nie będzie – mówił.
Główne uroczystości przygotowywane przez Szkołę Podstawową w Jeziorku odbywają się jeszcze w trakcie roku szkolnego, aby mogły uczestniczyć w nich dzieci i młodzież. Spotkanie dokładnie 15 lipca ma bardziej kameralny charakter, ale przypomina o obowiązku zachowania pamięci o ludziach, których jedyną „winą” było to, że zostali uznani przez niemieckich okupantów za część elity i potencjalne zaplecze polskiego oporu.










