Banerowa walka o kolej
Rzesza robotników uwija się, by na sobotę perony w Łomży były gotowe na przyjęcie pierwszych pasażerów. Co chwilę jakiś przechodzień zatrzymuje się i z niedowierzaniem kręcąc głową odczuwa satysfakcję niemal zbliżoną do momentu odkrycia „a jednak się kręci”. Jak tylko oderwie wzrok od pomarańczowych strojów robotników, z lewej strony od parkingu z baneru uśmiecha się posłanka, z prawej strony, nieco dalej odpowiada druga, a biedny obywatel zostaje z pytaniem, czy to pociąg wraca do Łomży, czy może kampania wyborcza wjeżdża na tory.
A tory, trzeba przyznać, są tu pojęciem nie tylko technicznym, lecz także polityczno-metafizycznym. Bo kolej do Łomży nie wraca po prostu. Ona wraca „dzięki”, „za sprawą”, „z inicjatywy”, „w wyniku”, „po latach starań”, „z programu”, „z determinacji”, „z decyzji”, „z podpisu”, „z przetargu” i oczywiście „bez nas to byście państwo nadal stali w miejscu”. Gdyby dało się zasilić lokomotywę samym poczuciem zasługi, pierwszy skład do Białegostoku ruszyłby bez pantografu, paliwa i maszynisty, a wystarczyły posłanki.
obok powstającego peronu
Nieopodal powstającego peronu w Łomży z dużego baneru uśmiecha się posłanka Alicja Łepkowska-Gołaś z Koalicji Obywatelskiej. Jest radośnie, szeroko, nowocześnie i hasztagowo: #KolejnaŁomżę. Po 33 latach kolej wraca do miasta. Człowiek patrzy i myśli: no tak, Łomża przez dekady była miastem, do którego koleją można było dojechać głównie w rozmowie sentymentalnej z dziadkiem albo w strategii rozwoju zapisanej drobnym drukiem. Teraz ma być inaczej.
Kawałek dalej, na płocie przy ulicy Kolejowej, skromniej, ale z odpowiednim ciężarem politycznym, odpowiada baner posłanki Bogumiły Olbryś z Prawa i Sprawiedliwości. Tu już nie ma tak dużo miejsca na uśmiech wielkoformatowy, ale jest za to komunikat o zasadniczym znaczeniu: „Bez PiS Łomża nadal stałaby w miejscu”. I wyliczanka: Andrzej Adamczyk, Artur Kosicki, Marek Olbryś. Kolej ma więc nie tylko rozkład jazdy, ale i listę płac wdzięczności.
W ten sposób zanim łomżyński peron przyjął tłum pasażerów z walizkami, musi wsłuchać się z polityczną licytację i drobną złośliwość.
Najzabawniejsze jest jednak to, że w tej banerowej wojnie obie strony mają po kawałku racji, choć obie chciałyby, żeby ten kawałek wyglądał jak cała lokomotywa. Jedni mogą powiedzieć: to za naszych rządów ruszył program Kolej Plus, zapadły decyzje, powstały dokumenty i podpisano umowę z województwem. Drudzy odpowiedzą: to za naszych czasów ogłoszono przetarg, wybrano wykonawcę, podpisano kontrakt i realnie ruszyła budowa.
A mieszkaniec Łomży słuchający tego wszystkiego, może podczas wsiadania do pociągu zapytać „czy w cenie biletu będzie cisza i miejsce na czystą radość?”
Bo dla normalnego pasażera najważniejsze nie jest to, kto pierwszy przeciął wstęgę w swojej wyobraźni. Najważniejsze jest to, czy pociąg przyjedzie, czy odjedzie, czy nie będzie jechał tempem roweru pod wiatr i czy da się nim dojechać do Białegostoku, Warszawy i dalej bez wrażenia, że bierze się udział w rekonstrukcji historycznej.
Łomża zbyt długo była poza kolejową mapą Polski, by dziś ten sukces przykrywać polityczną kłótnia przekupek. Tory mają nad polityką tę przewagę, że prowadzą dokądś konkretnie. Polityka często krąży po pętli i to bez rozkładu.
Cieszmy się z pierwszej jaskółki, by wiosnę czyniła. Pamiętajmy o tych, którzy faktycznie wnieśli swój wkład w ten i inne projekty infrastrukturalne. Duże inwestycje ze swej istoty potrzebują więcej czasu, często wykraczając poza kadencję czy dwie. Ciągłość państwa wymaga kontynuacji, i dziś Łomża pokazuje, że mogą być z tego dobre owoce.



