Ciało Chrystusa kontra oko kamery
- Podczas mszy świętej najważniejsze jest, żeby dzieci w spokoju słuchały księdza, a nie pozowały do kamery i aparatu – mówi Mama dzieci, które przystępowały do Pierwszej Komunii Świętej. Jak co roku, w maju do sakramentu Eucharystii przygotowali się trzecioklasiści, 9- i 10-latki, jak przed laty czynili ówcześni drugoklasiści, dzisiejsi rodzice, dziadkowie, chrzestni. W kościołach Diecezji Łomżyńskiej odbywały się uroczystości komunijne, ważne dla dzieci i rodzin, czemu towarzyszyli operatorzy kamer i fotografowie. Niestety - bo przeszkadzali natrętnym zachowaniem w I Komunii.
W niedzielę Wniebowstąpienia Jezusa w Katedrze była msza św. dla dzieci, idących do I Komunii. Zaczęła się w południe i trwała pięć kwadransów. Sprawował obrzęd wikariusz ks. Tomasz Grala, a ponieważ życzliwie, wyrozumiale, z szacunkiem i humorem traktował wcześniej dzieci, otrzymał w zamian nieraz wyrazy sympatii. Było to widoczne podczas mszy, gdy trzecioklasiści, m.in., ze szkół podstawowych nr 1, 2, 4, 7 i „Katolika”, śmiało i rezolutnie odpowiadali chórem lub pojedynczo do mikrofonu na pytania duszpasterza. Goście komunijni do Katedry przybyli z Łomży, Polski, Europy i świata. Wypełnili tłumnie wszystkie ławy, zwłaszcza w nawie głównej, więc orientacyjnie można ich liczbę szacować na około 500 (o ile nie więcej, z racji osób uczestniczących w liturgii w nawach bocznych). Było podniośle, uroczyście, elegancko, śpiewał chór, brzmiały organy. Przejęte dzieci w białych tunikach ze złożonymi nabożnie rękami przeszły w dwóch długich rzędach z nawy głównej do prezbiterium. Zebrani dowiedzieli się, że dziewczynek i chłopców do I Komunii przystępuje 54. Pociechy widział / słyszał odświętny wzruszony tłum bliskich w sukienkach, żakietach, garniturach.
Kamerzysta przeszkadza w koncentracji na liturgii
W tym samym czasie pomiędzy dziećmi w nawie głównej i później na prezbiterium poruszało się kilkoro dorosłych z aparatami i kamerami. Łatwo i szybko można było zorientować się, że przybyli do 500-letniej Katedry nie dla jednego kochanego dziecka, tylko dla większej grupy lub wszystkich. Świadczyło o tym zachowanie: nieustannie filmowali i fotografowali 9- i 10-latki w wianuszkach z kwiatów i białych pelerynkach. Wchodzili daleko między rzędy dziewczynek i chłopców, podnosili do góry i w różne strony kamery i aparaty, zbliżali się do dzieci bliżej, niż na wyciągnięcie ręki, aby wycelować oko obiektywu w upatrzony cel, nastawiać ostrość, pstryknąć i przejść dalej, do nowego obiektu. Na prezbiterium kamerzysta przystąpił do ataku, metodycznie krążąc wzdłuż rzędów dzieci i filmując z bliskiej odległości (ok. metra czy bliżej). Obserwujący z kościoła ludzie mogli odnieść wrażenie, że mężczyzna z kamerą jest ważniejszy dla przebiegu uroczystości od księży za ołtarzem, bo stale poruszał się wte i we wte z lewej na prawu i było go widać, a duchowni siedzieli albo stali, ukryci za ołtarzem. - Trudno było się skupić – opowiadała po mszy 10-latka, kiedy zapytaliśmy, jak się czuła podczas nieustannego filmowania przez 5 kwadransów. - Pan podchodził do twarzy blisko.
Gdy kilkoro dzieci dziękowało przed ołtarzem, wysoki pan z kamerą stał na prezbiterium tyłem do wszystkich w świątyni. Podczas filmowania „od twarzy do twarzy” zasłonił je rodzicom i obecnym.
Pierwsza Komunia to nie jest casting do TV ani film
Pan z kamerą nie odpuścił nawet podczas przyjmowania przez dzieci opłatka – komunikanta, który ze słowami „Ciało Chrystusa” podawał ks. Grala. Było ich trzech – Chrystus, ksiądz i kamerzysta, ale tylko dwóch widzieli naocznie zebrani w świątyni i klęczący na klęcznikach przed prezbiterium. Pierwsze ważne egzystencjalnie i emocjonalnie doświadczenie dzieci, związane z przyjęciem Ciała Chrystusa – przemienionego chleba na pamiątkę obecności i misji Zbawiciela sprzed 2 tysięcy lat – zostało połączone z natrętnym, wszędobylskim, konkurującym z powagą obrzędu religijnego okiem kamery. Dorośli może i mają świadomość, że Pierwsza Komunia to nie casting do programu TV ani plan z filmu, ale 9- / 10-letnie dzieci dopiero poznają zasady obrzędów Kościoła katolickiego. Uczą się na swoich doświadczeniach i obserwowaniu dorosłych, czym jest modlitwa, odpowiedni strój i zachowanie w kościele, szacunek dla miejsc. Nauczyciele w podstawówkach wiedzą, jak trudno jest utrzymać uwagę i zainteresować dzieci, które są zdekoncentrowane, rozproszone, na różnym etapie rozwoju intelektualnego i z obciążeniami rodzinnymi i społecznymi. Poziom edukacji w kształceniu spada tak, że absolwenci z trudem klecą poprawnie zdania w ojczystym języku. Jednak język religii jest jeszcze bardziej skomplikowany, metaforyczny, metafizyczny. Prawdy wiary, etyki i moralności są trudniejsze do opanowania niż ortografia i matematyka z podstawówki. Gdy na samym początku drogi dziecka do przyjaźni z Chrystusem wszędobylskie ślepia kamery i aparatu odciągają od myśli pobożnych w kościele, bez wrzasków w klasie i na przerwie, to nie dziennikarze, tylko księża 100-letniej Diecezji Łomżyńskiej powinni zastanowić się, „guo vadis?”, aby rozmawiać z rodzicami, na czym polega wiara, która bez uczynków martwa jest. Chrystus nie poznał kamery, a przeżył do dziś.
Czytelniczki i Czytelnicy Portalu 4lomza.pl zapewne zorientowali się, że I Komunia 17. maja 2026 r. w Katedrze w Łomży jest przykładem, bo licząca 5 wieków świątynia nie jest jedyną w Diecezji... Zapytaliśmy znanych w Łomży i Diecezji księży, co myślą o tej praktyce upamiętniania I Komunii.
Mirosław R. Derewońko
tel. red. 696 145 146
