Przejdź do treści Przejdź do menu
niedziela, 07 czerwca 2026 napisz DONOS@

Hejt zostawia blizny. To przemoc, której nie widać, ale która odbiera siły do życia

Pełnomocnik Rządu do Spraw Równości Katarzyna Kotula, poseł Alicja Łepkowska - Gołaś i położna Katarzyna Wróblewska
Pełnomocnik Rządu do Spraw Równości Katarzyna Kotula, poseł Alicja Łepkowska - Gołaś i położna Katarzyna Wróblewska

Przez lata zmieniały się formy przemocy. Nie zawsze zostawia ona siniaki, nie zawsze wiąże się z krzykiem, uderzeniem czy fizycznym atakiem. Coraz częściej przychodzi w słowach, komentarzach, wiadomościach, groźbach, ośmieszeniu, uporczywym nękaniu i publicznym upokarzaniu. Właśnie o tej przemocy, mniej widocznej, ale dotkliwej rozmawiano w Łomży podczas spotkania kobiet doświadczających hejtu.

Spotkanie, zorganizowane z inicjatywy Magdaleny Wdziekońskiej, odbyło się w auli MANS. Jak podkreślała organizatorka, hejt nie jest zwykłą krytyką. Osoba publiczna, urzędnik, polityk czy  działacz społeczny muszą liczyć się z oceną swoich decyzji. Czym innym jest jednak krytyka poglądów, a czym innym język, którego celem nie jest rozmowa, lecz poniżenie, zastraszenie, odebranie godności i wypchnięcie człowieka z życia publicznego.

W spotkaniu uczestniczyły m.in. Pełnomocniczka Rządu do spraw Równości Katarzyna Kotula, poseł Alicja Łepkowska-Gołaś oraz kobiety, które same mierzyły się z nienawiścią w internecie. Z ich wypowiedzi wyłaniał się obraz przemocy, którą społeczeństwo wciąż zbyt często bagatelizuje. Bo skoro „to tylko słowa”, skoro „każdy może coś napisać”, skoro „taki jest internet” — to łatwo nie dostrzec, że po drugiej stronie ekranu jest żywy człowiek.

Katarzyna Kotula przypominała, że przemoc ma wiele twarzy i się zmienia. Może być fizyczna, ale też bardziej subtelna: psychiczna, ekonomiczna, wolnościowa. Niektóre jej formy nawet dla najbliższej rodziny czy znajomych bywa niedostrzegalna, że ktoś od miesięcy żyje w strachu, upokorzeniu albo poczuciu osaczenia. Przemoc nie musi zostawiać śladów na ciele, aby zostawiała blizny.

Pełnomocniczka mówiła również o kontroli osobistej, zakładaniu lokalizatorów partnerce, ograniczaniu dostępu do pieniędzy czy izolowaniu od otoczenia. Zwracała uwagę, że w specjalistycznych ośrodkach wsparcia najczęściej schronienia szukają kobiety, ale ofiarami przemocy bywają także mężczyźni. Ważne było również jej zastrzeżenie dotyczące języka: zamiast mówić „ofiara”, lepiej mówić „osoba doświadczająca przemocy”. Słowo „ofiara” może odbierać sprawczość. Tymczasem opowiedzenie o przemocy nie jest przegraną, lecz aktem odwagi.

„Reagujcie na przemoc, zapytajcie, poproście” — apelowała Katarzyna Kotula. Wskazywała też, że w takich sytuacjach ogromne znaczenie mają sojusze koleżeńskie, wsparcie bliskich oraz kontakt z profesjonalnymi organizacjami, które mają doświadczenie w pomaganiu osobom doświadczającym przemocy. Przypominała, że przemoc psychiczną, groźby, stalking czy uporczywe nękanie należy zgłaszać. Państwo, szkoła, policja, organizacje społeczne i bliscy nie mogą odwracać wzroku tylko dlatego, że przemoc wydarza się „w sieci”.

Poseł Alicja Łepkowska-Gołaś mówiła, że każdy, kto decyduje się na działalność publiczną, musi liczyć się z ostrą oceną. Ale hejt nie jest ceną, którą człowiek powinien płacić za aktywność społeczną. Z czasem, jak mówiła, można obrosnąć „grubszą skórą”, ale nie oznacza to, że słowa przestają ranić. One odkładają się „z tyłu głowy”, wracają, dotykają rodziny, partnerów i dzieci.

Posłanka przywołała własne doświadczenia, m.in. z czasów pracy z dziećmi czeczeńskimi. „Wszyscy mieli ogromną potrzebę wylania pomyj na mnie” — mówiła. To pokazuje mechanizm hejtu: człowiek nie jest już człowiekiem, lecz ekranem, na który inni projektują swój lęk, gniew, uprzedzenia i frustracje. Podobne fale nienawiści pojawiały się przy kontrowersyjnych tematach politycznych, m.in. po pracach nad ustawą o statusie osoby najbliższej. „Łatwiej jest nienawidzić anonimowo” - zauważyła Magdalena Wdziekońska.

Internet przez lata przedstawiano jako przestrzeń wolności. Każdy może zabrać głos, każdy może skomentować, każdy może wejść do debaty publicznej. W teorii to wielka demokratyczna obietnica. W praktyce jednak ta wolność coraz częściej staje się narzędziem bezkarności.

Katarzyna Kotula mówiła o potrzebie odpowiedzialności platform internetowych. Zwracała uwagę na znaczenie unijnego Aktu o usługach cyfrowych, czyli DSA, dyrektywy antyprzemocowej, rozwiązań dotyczących patostreamingu, a także dyskusji o podatku cyfrowym. Wspólny mianownik tych tematów jest prosty: cyfrowi giganci zarabiają ogromne pieniądze na naszej uwadze, emocjach i konflikcie, ale zbyt często unikają realnej odpowiedzialności za skutki tego modelu.

Bo problemem nie jest już tylko pojedynczy hejter. Problemem jest system, który nauczył się zarabiać na gniewie. Badania nad mediami społecznościowymi pokazują, że treści wzbudzające oburzenie, złość, wrogość wobec „drugiej strony” czy poczucie zagrożenia potrafią generować większe zaangażowanie niż spokojna informacja. Algorytm nie pyta, czy komentarz buduje wspólnotę, czy niszczy człowieka. Pyta, czy zatrzyma użytkownika na platformie. Czy kliknie. Czy odpowie. Czy wróci. Czy zobaczy kolejną reklamę.

Właśnie dlatego hejt bywa dziś nie tylko tolerowany, ale pośrednio nagradzany. Im bardziej brutalny komentarz, tym większa szansa na reakcję. Im większa reakcja, tym większy zasięg. Im większy zasięg, tym większy zysk. W takim świecie „wolność w internecie” staje się karykaturą wolności. Bo wolność słowa nie może oznaczać wolności do niszczenia drugiego człowieka, a wolny rynek nie może oznaczać, że chęć zysku staje się ważniejsza niż czyjeś życie.

Do tego dochodzi problem botów, fałszywych kont i zorganizowanych kampanii manipulacji. Nie zawsze boty stanowią większość rozmowy, ale potrafią nadać jej ton. W niektórych badanych obszarach automatyczne konta generowały ogromną część aktywności: rozpowszechniały linki, wzmacniały określone narracje, powtarzały hasła, tworzyły złudzenie masowego oburzenia. Człowiek wchodzący w taką przestrzeń może mieć wrażenie, że „wszyscy tak myślą”, choć w rzeczywistości część tej presji została sztucznie wyprodukowana.

To jest szczególnie groźne, bo hejt nie działa tylko na osobę atakowaną. Działa także na obserwatorów. Uczy, że agresja jest normą. Że opłaca się krzyczeć. Że empatia jest słabością. Że przeciwnika nie trzeba przekonywać, wystarczy go upokorzyć. W ten sposób ludzie wyzwalają swoje najniższe emocje, a jednocześnie sami są sterowani przez mechanizmy, których często nie rozumieją. Nie jest to już wolna debata. To rynek impulsów, na którym złość została zamieniona w produkt.

Szczególnie niepokojące jest to w przypadku dzieci i młodzieży. Jak mówiła pełnomocnik rządu Katarzyna Kotula w 2025 roku w Polsce odnotowano 1067 prób samobójczych wśród dzieci i młodych ludzi. Nawet jeśli nie każda z tych tragedii ma bezpośredni związek z internetem, nie wolno lekceważyć wpływu cyfrowego świata na psychikę młodych osób. Hejt, przemoc rówieśnicza, ośmieszanie, presja wyglądu, porównywanie się z innymi, patotreści i uzależniające mechanizmy aplikacji tworzą środowisko, w którym dziecko może czuć się samotne nawet wtedy, gdy przez cały dzień jest „online”.

Trzeba wzmacniać rodziców i nauczycieli, bo wielu dorosłych nie nadąża za światem, w którym ich dzieci spędzają codziennie wiele godzin. Trzeba też poważnie rozmawiać o granicach korzystania z telefonów i tabletów przez najmłodszych. Katarzyna Kotula mówiła wprost, że osobiście chciałaby zakazu używania tabletów i telefonów przez dzieci do drugiego roku życia. Wskazywała też na plagę problemów z rozwojem mowy, z której jako społeczeństwo wciąż nie do końca zdajemy sobie sprawę.

W tym kontekście pojawił się również przykład Australii i rozwiązań ograniczających dostęp dzieci do mediów społecznościowych. Poseł Alicja Łepkowska-Gołaś mówiła, że kibicuje takim zmianom i jest zwolenniczką jak najpóźniejszego dopuszczania dzieci do świata platform społecznościowych. To głos w toczącej się debacie: gdzie kończy się wolność korzystania z technologii, a gdzie zaczyna obowiązek ochrony dziecka przed mechanizmami, których nie jest ono w stanie świadomie ocenić?

O nienawiści, której sama doświadczyła, mówiła także Katarzyna Wróblewska. Odpowiedzią na te doświadczenia stała się inicjatywa „Odważnik” — przypominająca, że trzeba ważyć słowa, zanim się je wypowie lub napisze. To ważny symbol. Bo słowo może być narzędziem rozmowy, ale może być też kamieniem. Może komuś pomóc, ale może również kogoś złamać. Prawniczka radziła, aby w przypadku przemocy zbierać dowody: screeny, wiadomości, SMS-y, ślady gróźb czy nękania. W cyfrowym świecie dowód często znika jednym kliknięciem, dlatego trzeba reagować szybko.

Platformy społecznościowe nie są neutralną przestrzenią, w której każdy po prostu mówi, co chce. To środowisko zaprojektowane przez konkretne firmy, według konkretnych interesów, z konkretnym modelem zarabiania. Jeśli model ten premiuje konflikt, oburzenie i agresję, to przemoc nie jest wypadkiem przy pracy. Jest przewidywalnym skutkiem systemu.

Dlatego wolność w internecie trzeba przemyśleć na nowo. Wolność bez odpowiedzialności staje się bezkarnością. Anonimowość bez granic staje się maską dla przemocy. Algorytm bez nadzoru staje się narzędziem sterowania emocjami. A zysk bez etyki może prowadzić do sytuacji, w której czyjeś kliknięcie, komentarz i reklama są ważniejsze niż czyjeś zdrowie psychiczne, bezpieczeństwo, a czasem nawet życie.

Nie chodzi o to, by zakazać krytyki. Krytyka jest potrzebna demokracji. Nie chodzi o to, by zamknąć ludziom usta. Chodzi o to, by odróżnić debatę od linczu, opinię od nękania, wolność słowa od przemocy słowem. Bo prawdziwa wolność nie polega na tym, że silniejszy, głośniejszy albo bardziej anonimowy może bezkarnie niszczyć słabszego. Prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie człowiek może zabrać głos bez strachu, że za chwilę zostanie zaszczuty.

Hejt nie jest naturalną ceną internetu. Jest skutkiem decyzji: technologicznych, biznesowych, politycznych i społecznych. Skoro został przez ludzi wzmocniony, przez ludzi może zostać ograniczony. Potrzebne są prawo, edukacja, odpowiedzialne platformy, szybka reakcja instytucji, wsparcie dla osób doświadczających przemocy i zwykła ludzka odwaga, by nie przechodzić obojętnie obok krzywdy.

Jeśli naprawdę chcemy wolnego internetu, musimy najpierw sprawić, by był on miejscem, w którym wolność nie zabija.

251223010513.jpg

 
 

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę