Przejdź do treści Przejdź do menu
niedziela, 12 kwietnia 2026 napisz DONOS@

Aktor Marcin Kwaśny pozwala Bogu działać

Łomżę odwiedził odtwórca roli św. Maksymiliana Kolbe w filmie „Triumf serca”, aby spotkać się z osobami, uczestniczącymi w zajęciach Instytutu Trójcy Świętej. Temat „Tylko miłość jest twórcza” to zdanie wiodące świadectwa Marcina Kwaśnego. 47-latek przed spotkaniem wyspowiadał się, aby mówić z czystym sercem o Bogu. Nie przygotowuje się do takich spotkań, zdając się na łaskę Boga, który „co powie, to powie przeze mnie. Ja jestem tylko sługą nieużytecznym, światłem odbitym”.

Aktor Marcin Kwaśny to odtwórca ról teatralnych, filmowych i serialowych. M.in., występował w latach 2003 - 2015 na scenie Teatru Kwadrat w Warszawie, a następnie Teatru Polskiego do 2018 r.  Amerykański film biograficzny „Triumph of the heart” w reżyserii Anthony D'Ambrosio jest oparty na autentycznej historii franciszkanina Maksymiliana Kobe (1894 - 1941), który założył w 1927 r. klasztor w Niepokalanowie. Sam wybrał śmierć głodową w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Na apelu 29. lipca 1941 r. zgłosił się, że odda życie za skazanego więźnia, który miał żonę i dzieci. W piwnicy bloku śmierci dodawał skazanym otuchy. Ojciec Kolbe zmarł 14. sierpnia 1941 po zastrzyku z trucizną, podanym Mu przez Niemca. Ciało zakonnika spalono w krematorium.

W kaplicy Matki Bożej Cudownego Medalika

Marcin Kwaśny opowiadał w sali Szkół Katolickich przy ul. Sadowej w Łomży, że po nawróceniu w 2013 r. „pierwszym snem był Jezus w habicie franciszkańskim”. Jako chłopiec był ochrzczony, u komunii i bierzmowania, ale rodzice nie pokazali mu, kim jest Bóg. Nie modlili się ani nie chodzili razem do kościoła, a modlitwy uczyły Marcinka babcie, które zabierały na msze. Odszedł od Boga w „okresie burzy i naporu”, mając lat 16. Myśli, że odszedł od Boga tak łatwo, na lat 18, bo Go nie znał. Gdyby znał miłość Boga, nigdy by nie odszedł od wspaniałego Ojca. Chciał żyć po swojemu, sam decydować o sobie, jak w „Dzienniku” Witolda Gombrowicza (1904 - 1969): poniedziałek ja, wtorek ja, środa ja... Strącił Boga, postawił siebie jako bożka. - Kochałem siebie dla siebie samego – wyznał Marcin Kwaśny, nawiązując do mistyka św. Bernarda. - Może to była miłość toksyczna...

Siebie nie lubił; Kościoła i księży nienawidził; o Maryi pisał obrazoburcze wiersze, które spalił po nawróceniu; dziewczyny katoliczki działały na nerwy. Zniewolony alkoholizmem, seksoholizmem, próbował narkotyków. Szukał szczęścia, ukojenia, ale czuł się pusty jak dzban. Wlewał doznania, a czuł dojmującą pustkę. Nie dostrzegał w życiu sensu. - Może warto je skończyć...? Wziął ślub (po latach unieważniony), choć nie wierzył w Boga, w przysięgę. Próbował bez skutku różnych terapii i poszedł na miting AA, w podziemiach kaplicy Matki Bożej Cudownego Medalika przy ul. Radnej. Tam sponsor, przeprowadzający alkoholika przez 12 kroków ku trzeźwości, zaczął mówić o Bogu. Słowa sponsora trafiły do aktora, który 21. czerwca 2013 r. wypowiedział zdanie, jakie uratowało i całkowicie odmieniło życie: „Jezusie Chrystusie, jeżeli istniejesz, to mi pomóż, bo sobie nie radzę”. Poczuł, jakby Ktoś przyłożył pochodnię do serca. Płakał tam, wiedząc, że to było dotknięcie Jezusa.

Jeździł do sanktuariów, by poznać wolę Bożą

Zaprzestał picia alkoholu i ma wrażenie uzdrowienia totalnego, ale towarzyszyło mu zniewolenie seksualne, jak św. Augustynowi. Musiało minąć pół roku, zanim poszedł do spowiedzi w kościele Matki Bożej Łaskawej w Warszawie. Po godzinie wyszedł lekki jak piórko, słońce, piękna pogoda. I spojrzał na napotkaną kobietę bez pożądania, bez złych myśli, bo o to poprosił Jezusa, żeby zabrał „to” z serca. Spowiedź zadziałała jak egzorcyzm. Poczuł się wolnym człowiekiem, a nie marionetką własnych słabości. Zaczął mówić Bogu codzienne „tak” na wszystko, co się zdarzy. Przyznał się do poprzedniego życia żonie, która nie wybaczyła i wzięła rozwód, mimo że był 4 lata po nawróceniu. Wpadł w rozpacz. Jeździł do sanktuariów, by poznać wolę Bożą. Na autostradzie jechał 220 km / h. Słyszał podszept, żeby delikatnie skręcić, byłoby po nim, a sięgnął po różaniec. Maksymilian Kolbe mawiał, że modlitwa różańcowa to strzelanie do szatana. Marcin Kwaśny - z pokory - modlił się co dzień na kolanach. Czuł, że Pan Bóg codziennie go wskrzesza. Poznał Klaudię, nie dla seksu, a dla przyjaźni i zakochania. Na stwierdzenie nieważności małżeństwa czekał 3 lata. Poczęła się córka i z Klaudią postanowili żyć w czystości do ślubu za 2 lata. - Pan Bóg nie powołuje uzdolnionych, tylko uzdalnia powołanych – zażartował, że mówi dziś o Bogu, o czym wcześniej nigdy by nie pomyślał. Doznał wielkiej łaski. Wciąż się nawraca. Czuje się słaby w wierze i pozwala mocy Boga zadziałać. Do roli Maksymiliana Kolbe przygotował się na kolanach, prosząc Jezusa o pomoc, by gra aktorska była szczera, prawdziwa, żeby film dotykał ludzkich serc i przemieniał, jak Jezus przemienił aktora. 

Powołanie do świętości można przeżywać na Ziemi

Podczas konferencji ks. Andrzej Święciński omawiał, m.in., tezy traktatu „O miłowaniu Boga” św. Bernarda (1090 – 1153), francuskiego cystersa, mistyka, założyciela kilkudziesięciu klasztorów. Są cztery schodki miłości: kochać siebie dla siebie (postawa egoistyczna); kochać Boga dla siebie (ze względów pragmatycznych, bo może pomóc, uzdrowić, wybawić od problemów); kochać Boga dla Boga (postawa Maksymiliana Kolbe: kochać Boga, bez względu na koszt, osobiste konsekwencje). Piekło Oświęcimia stworzyło wielkie pytanie: gdzie był Bóg? Utworzony w połowie 1940 r. obóz Auschwitz stał się symbolem ludobójstwa Polaków i Holocaustu / Zagłady Żydów. Gdzie jest Bóg w takich sytuacjach, w Palestynie, w Ukrainie, w Iranie? - stawiał uaktualniające pytania prelegent. Prawdziwa wiara to przejście od tego pytania do słów Chrystusa na Krzyżu: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łukasz 23, 46; Biblia Tysiąclecia). Historia Auschwitz i Maksymiliana to przejście od kwestii „Gdzie jest Bóg?” do aktu ufności Bogu, nawet gdy się nie rozumie zdarzeń.

„Polska podzielona, która szczuje na siebie”

Czwartym schodkiem św. Bernarda, trudnym do pojęcia, jest kochać siebie dla Boga. Być może, w tej myśli chodzi o to, że Bóg stworzył człowieka, ukochał i zbawił ludzi, zaś po śmierci ich ubóstwi w Niebie. To rozważanie prowadzi do wniosku, iż powołanie do świętości można przeżyć na Ziemi. Sakralizacja egzystencji (np. przez chrzest, konsekrację świeckich i duchownych) uświadamiają, że sens istnienia Kościoła to budowanie Królestwa Bożego na Ziemi poprzez ewangelizację polityków, ludzi kultury, sztuki, rodziny, szkoły, uczelni. Założyciel ITS mówił, że: - My nie możemy zamknąć się w sali, mamy super zespół i świetnych gości, dbamy o naszą świętość. To ważne, ale ta świętość bez wyjścia, bez budowania nowej rzeczywistości, staje się niewiarygodna... Ks. Andrzej zachęcał, by widzieć w człowieku godność. Martwił się hejtem, „Polską podzieloną, która szczuje na siebie”. 

Mirosław R. Derewońko

tel. red.  696 145 146

251223010513.jpg

 
 

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę