100-letnia Sybiraczka jest szczęśliwą mamą i babcią
- Jestem zaskoczona bardzo. I bardzo szczęśliwa, że tak pamiętają o mnie w dniu moich urodzin... – mówi z uśmiechem Regina Cichocka, z domu Strenkowska, która urodziła się 1. marca 1926 roku w Łomży. Na 100. urodziny napisali do Łomżynianki piękne listy: premier Donald Tusk, wojewoda podlaski Jacek Brzozowski, prezydent Mariusz Chrzanowski i Nina Żyłko ze Związku Sybiraków: „100 lat to nie tylko liczba, ale świadectwo siły i mądrości. Twoje życie to inspiracja dla wszystkich wokół.” Na znak wdzięczności za wspólne lata i poświęcenie Regina Cichocka otrzymała wiązanki kwiatów.
W kościele Ojców Kapucynów przed południem w intencji Reginy Cichockiej została odprawiona msza jubileuszowa, a po południu w dwa razy młodszym od Jubilatki Hotelu Gromada (d. Polonez) zorganizowano uroczyste przyjęcie urodzinowe. Przybyli: syn Jan Cichocki z Małżonką Grażyną i synem Marcinem, najbliższa Rodzina, Przyjaciele ze Związku Sybiraków: Henryka Rykowska (lat 90), Danuta Pieńkowska – Wolfart (lat 88), Marian Paliwoda (lat 88) i Nina Żyłko (lat 85). Stulatka powiedziała nam, że było jej bardzo przyjemnie, że pamiętali o niej: przewodniczący Rady Miasta Wiesław Grzymała i wiceprezydent Łomży Piotr Serdyński. - Byłam zaskoczona, że tak pamiętają o takiej starej babci stuletniej. Jestem naprawdę szczęśliwa – powiedziała nam po sesji fotograficznej z Sybirakami i Rodziną, autorstwa Marka Maliszewskiego / Agencja Reporter. - Moje szczęście, że mam kochanego syna: on kocha mnie, a ja jego. Kochamy się nawzajem. Jan słowo matki szanuje, że naprawdę możemy go podziwiać. Nie spodziewałam, się, że będę mieć taką starość szczęśliwą. Nie jestem w żadnych kłopotach, zmartwieniach. Nic mi nie brakuje. Mam wszystko, czego pragnę.
100 lat to dopiero początek przygód
„Jesteś żywym dowodem na to, że każdy dzień jest darem” – napisała Reginie Cichockiej na karcie z życzeniami Nina Żyłko. „Dziękujemy za wszystkie piękne chwile, które nam ofiarowałaś. Niech Boża Opatrzność darzy Cię kolejnymi latami życia w zdrowiu i spokoju. My, Sybiracy, życzymy Ci, żebyś była młoda duchem i miała tyle emocji co nastolatka. Twój wiek to nie liczba, lecz powód do świętowania. 100 lat to dopiero początek przygód. Jesteś Mistrzynią. Gratulujemy, że przeżyłaś cały wiek i wciąż masz chęć na więcej”. W „Kronice Oddziału Związku Sybiraków w Łomży. 1989 – 2025. Dzieciom Sybiru” (Łomża 2025) na stronie 16. widzimy reprint dokumentu z kwietnia 1989 r., a wśród 15-tki założycieli Związku Sybiraków w Łomży widnieje nazwisko - Reginy Cichockiej. Przy stole urodzinowym, np. z tatarem i sałatką grecką, wspominano wspólne wyjazdy Sybiraków na wycieczki i pielgrzymki do Wilna, Częstochowy, Lichenia i niezapomniane wigilie w Ojczyźnie. Na pamiątkę 1926 r. Jubilatka otrzymała album ze zdjęciami, przygotowany przez Marka Kucisza. Regina Cichocka nieraz była na imprezach, o których pisaliśmy w Portalu 4lomza.pl (linki poniżej).
„Nasze dzieje w czasie wojny, wywózki na Syberię...”
- Poznaliśmy się z Panią Reginą w Związku Sybiraków ponad 30 lat temu – powiedział nam Marian Paliwoda, który podczas obiadu urodzinowego w Hotelu Gromada recytował wiersze na temat losu Sybiraków, ich cierpienia, gehenny, tułaczki, głodu, mrozu, tęsknoty do Ojczyzny. - W Oddziale ZS w Łomży raz w miesiącu albo czasami częściej odbywały się spotkania, na których wspominaliśmy nasze dzieje w czasie wojny, wywózki na Syberię, do Kazachstanu, zbieranie kłosów na polach, aby mieć mąkę na chleb... Moją rodzinę wywieźli w czwartej wywózce w czerwcu 1941 z Janowa koło Kolna, za to, że byliśmy Polakami, a ojciec „kułakiem”, bo miał 25 hektarów ziemi. Zabrali nas 9-oro: mamę Aleksandrę, sześcioro dzieci, dwie ciocie - siostry taty Bolesława, który zdążył się skryć.
Była w Szkole nr 6 i przeżyła nalot w 1939 r.
Regina Cichocka z domu Strenkowska urodziła się 1. marca 1926 roku w Łomży. Jej rodzice (jak i dziadkowie) także pochodzą z Łomży: mama Stefania była gospodynią domową, a tata Mieczysław elektrykiem urządzeń - Rodzinie dobrze się powodziło, bo zarabiał przy maszynach w piekarniach i masarniach. Trzej bracia Mieczysława byli oficerami Wojska Polskiego, którzy po wybuchu wojny we wrześniu 1939 r. poszli walczyć w obronie Ojczyzny i ślad po nich zaginął - Rodzina w Łomży nie wie o losie braci żołnierzy. Pani Regina miała młodszą siostrę Irenę, która w pierwszym nalocie niemieckim na Łomżę została poraniona od wybuchu bomby, gdy szła do Szkoły Podstawowej nr 6 (budynek po SP nr 6 ocalał; mieści się w nim obecnie Muzeum). Irenka po siedmiu dniach zmarła... Pani Regina także uczyła się w SP 6: gdyby na początku września szła z młodszą siostrą, być może, nie dożyłaby 100. urodzin. Była w szkole, więc przeżyła. Po szkole powszechnej nie kontynuowała nauki w gimnazjum, z racji wojny. Z mamą Stefanią i młodszym bratem Waldemarem oraz ciocią Jadwigą i jej dwojgiem dzieci została wywieziona w czwartej wywózce na Sybir w czerwcu 1941 r.
Z dworca kolejowego w Łomży do Dżambułu
Jan Cichocki, syn Pani Reginy, wyjaśnia, że prawdopodobnym powodem wywózki był fakt, że obie siostry i ich dzieci pochodziły z rodziny wojskowej. Rodzice Pani Reginy: Stefania i Mieczysław do wybuchu wojny mieszkali przy placu T. Kościuszki w kamienicy, która została zbombardowana i przestała istnieć (teraz znajduje się tam blok mieszkalny obok d. Domu Partii). Państwo Cichoccy przenieśli się do jednej izby w drewnianym domu państwa Wojewoda, który stał na rogu Dwornej i Szkolnej, naprzeciw klasztoru Panien Benedyktynek. Po wojnie właśnie w tym drewnianym domu urodził się Jan Cichocki. Wywózka w czerwcu 1941 r., po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej, odbyła się z dworca kolejowego w Łomży, który istniał na tyłach obecnego targowiska przy ulicy Dworcowej. Na tułaczkę syberyjską zostały skazane wówczas, m. in., Rodziny Babiel i Paliwoda.

Robiła rękawiczki i skarpety dla Armii Czerwonej
Tragiczne losy Sybiraków są typowe: strach, głód, nędza, choroby, mróz, praca ponad siły, tęsknota do Ojczyzny. Gdy Pani Regina miała około 15 / 16 lat, zakochał się w niej chłopiec, Rosjanin, który swojej matce kradł mleko i przynosił w kubku dziewczynie z Polski. Brat Reginy i Ireny Waldemar (najmłodszy z trójki rodzeństwa) łapał dzielnie na stepie susły, dzięki czemu Stefania Strenkowska z dwójką dzieci (Regina, Waldek) i jej siostra Jadwiga z dwójką swoich dzieci mieli czasem co jeść.
Oprócz tego, odważny chłopiec kradł węgiel, który spadał w pobliżu torów, znajdujących się około czterech kilometrów od kołchozu. Tamtędy jeździły pociągi z wagonami z węglem i Waldek zbierał okruchy czarnego złota. Zesłani na Sybir mieszkali w opuszczonych ziemiankach - dla ich ogrzania musiała starczyć trawa, dająca mało ciepła, a okazjonalnie pojawiał się węgiel. Matka Pani Reginy Stefania pracowała w kołchozie – kolektiwnoje choziaistwo - najpierw w ogrodzie, a potem została kucharką, gdy okazało się, że świetnie gotuje po polsku. Pani Regina nauczyła się robić na drutach rękawiczki i skarpety z wełny dla żołnierzy Armii Czerwonej. Jadwiga z dziećmi przeżyła Syberię, dzięki wsparciu starszej Stefanii, jej zaradności i pracowitości oraz jej dzieci Reginy i Waldemara...
Mieczysław spotkania z Rodziną nie doczekał...
Powrót do Ojczyzny z Kazachstanu na Syberii zaczyna się – jak opowiada Jan Cichocki – jesienią 1944 r. Przed wyprawą w nieznane, na własną rękę, byle na zachód, Stefania piecze chleby i suszą suchary na drogę, którą przemierzają jakby autostopem: pieszo, furmanką, ciężarówką, w wagonie towarowym. - Babcia opowiadała, że dopiero na Ukrainie chleba mieli pod dostatkiem, bo nocami chodzili na pola zbierać kłosy, z których mieli mąkę... Później okazało się, że Mieczysław Cichocki był w wojennym czasie także w Związku Radzieckim, że z Armią Generała Władysława Andersa wyszedł na Bliski Wschód i zmarł w Egipcie 24. grudnia 1944 r. Bliscy dowiedzieli się tego z PCK. Z rodzinnych opowieści wynika, że w listopadzie 1945 r. szóstka Sybiraków dociera do Warszawy, natomiast z fiszki w Oddziale Związku Sybiraków dowiemy się, że Regina Cichocka 15. grudnia 1945 wróciła do Łomży. Miejscem zesłania rodziny był Dżambuł, rejon Martuk, obwód Aktiubińsk.
Miłość z Warszawy i 44 lata pracy w Łomży
15. grudnia 1945 r. Stefania powróciła z Reginą i Waldkiem do tego samego drewnianego domu w Łomży przy Dwornej róg Szkolnej, skąd zabrali ją Rosjanie 4 i pół roku wcześniej w czerwcu 1941 r. Aby zarobić na życie, chodziła na jagody i grzyby. Sprzedawała także wodę w budce, znajdującej się ok. 100 m od klasztoru Panien Benedyktynek w stronę Szosy Zambrowskiej. Wody nie było w kranach - wieża ciśnień powstała w 1954 r. W mieście istniał też co najmniej drugi punkt sprzedaży wody na wiadra - mieścił się na tzw. placu zambrowskim (Plac Niepodległości). Regina zatrudniła się w żłobku przy ulicy Feliksa Bernatowicza (w budynku z czerwonej cegły mieści się WTZ Bona, naprzeciw I LO). Nasza Bohaterka dostała skierowanie, aby kształcić się na kursie pedagogicznym w Warszawie przez rok. Opiekowała się w żłobku małymi dziećmi, mającymi: rok, dwa lub 3 latka, jako przedszkolanka - bo tak podano na fiszce OZS. Pracowała w żłobku miejskim aż przez 44 lata.
- Przez całe życie była bardzo zdrową kobietą – wspomina Jan Cichocki. - Lekarze nie znają mojej mamy, tylko wypisują mi czasem jej recepty... Pani Regina miała ulubione hobby: haftowała obrusy i wyszywała serwety. Dla przyjemności, rodziny, znajomych nadal robi na drutach czapki wełniane. Nuci znane sobie piosenki dla poprawy humoru... Czy wspomina wtedy młodsze lata, gdy podczas kursu w Warszawie poznała Józefa Cichockiego (1923 - 1972), elektryka z Mławy, młodo zmarłego męża, pochowanego na starym cmentarzu w Łomży...? Z ich małżeństwa urodził się Jan w 1955 r. i Mieczysław w 1953 r., który zmarł ponad 20 lat temu... Zacna Jubilatka Regina Cichocka doczekała się dwóch synów i trzech wnuków: Marcina (syn Jana), Pawła i Michała (synowie śp. Mieczysława) oraz sześciorga prawnuków, m.in., Hani i Zosi (córki Marcina).
Mirosław R. Derewońko
tel. red. 696 145 146
-
Piąta łomżyńska Seniorada dla zdrowia i z humorem -
Anki i Funkasanki na Starym Rynku -
Dzień Sybiraka w cieniu wojny na Ukrainie i dronów -
Super Diana z zumbą i didżej Verni z proszkiem dla plemienia -
Wspomnienie o Żydach, których już w Łomży nie ma... -
Triumf III LO z Łomży w konkursie Szkoła Dialogu -
Maryla Rodowicz i Kamil Bednarek rozbujali Gościniec -
Stary Rynek z poświęceniem czeka na 3 maszty z flagami -
Ogromny robot Turek stanął na Starym Rynku -
Sadzą klony wokół Starego Rynku z fontanną i studnią -
Rośnie liczba stulatków w województwie podlaskim




