Zaskakujące podróże naczyń sprzed trzech tysięcy lat
Łukasz Karczmarek zaprezentował w Muzeum Północno- Mazowieckim efekty badań nad tym, jak zabytki z wczesnej epoki żelaza, znalezione nad morzem lub na Dolnym Śląsku, trafiły do muzeów na Mazowszu. Pracownik Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie opowiedział o drodze cennych obiektów do zbiorów placówek w Łomży, Mławie czy Płocku, podkreślając, że stało się to dopiero w czasach współczesnych i na skutek różnych zawirowań, z trafieniem zabytków na wysypisko śmieci włącznie.
Łukasz Karczmarek, wraz z Tomaszem Rakowskim i Bartoszem Kaczyńskim, odwiedził łomżyńskie muzeum jesienią 2022 roku, odbywając kwerendę przed rozpoczęciem prac wykopaliskowych w Mątwicy i Jankowie-Skarbowie. Zwrócił wtedy uwagę na niewielkie naczynie, bo jak podkreślał, nie ma takich w bliższej i dawnej okolicy. Zgłębiwszy temat przekonał się, że takich niespodzianek w zbiorach mazowieckich muzeów jest więcej.
To przede wszystkim obiekty odkryte stosunkowo niedawno, w większości w pierwszej połowie ubiegłego wieku, które z czasem, szczególnie w okresie II wojny światowej, zostały rozproszone, trafiając na Mazowsze z Pomorza i Dolnego Śląska. Tak było choćby ze słynnym skarbem z Wierzbięcina nieopodal Szczecina, odkrytym w roku 1897, złożonym z obiektów neolitycznych oraz z epoki brązu. Kiedy szczecińskie Pomorskie Muzeum Krajowe zostało uszkodzone w czasie alianckich nalotów Niemcy uznali, że najcenniejsze obiekty zostaną ukryte w bezpieczniejszych miejscach.
Skarb z Wierzbięcina został zdeponowany w pałacu w Mołtowie, skąd po zakończeniu wojny prof. Bolesław Jędrzejewski wywiózł je do Poznania. Stamtąd trafił do Płocka, a w roku 1978 powrócił do Poznania. Podobne peregrynacje stały się udziałem wiadra z brązu z Postomina; również zdeponowanego w Mołtowie, które via Płock i Warszawa wróciło do Szczecina dopiero w roku 1985. Mołtowo było też miejscem zaskakujących wydarzeń przed blisko dziesięciu laty, kiedy to na wysypisku śmieci odkryto zbiory z niemieckiego Pomorskiego Muzeum Krajowego w Szczecinie, które trafiły tam najpewniej w latach 70. ubiegłego wieku – udało się odzyskać ponad 400 obiektów.
Łomża również ma w zbiorach takie nietypowe obiekty, podarowane w latach 2003/2015 przez Alicję Niedźwiecką, opisane enigmatycznie jako dar z Jeleniej Góry. Jednak Krzysztof Demidziuk z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu ustalił, że w roku 1971 Tadeusz Kaletyn prowadził badania na cmentarzysku kultury łużyckiej w miejscowości Grabary, obecnie znajdującej się w granicach administracyjnych Jeleniej Góry i właśnie tam pozyskane naczynia trafiły po latach do Muzeum Północno-Mazowieckiego.
Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej w Mławie również może pochwalić się obiektami, które nie pochodzą z Mazowsza, ani nie trafiły tu przed tysiącami lat, choćby w drodze handlowej wymiany. Otóż w miejscowości Trzebiel w województwie lubuskim, położonej tuż przy granicy z Niemcami, w latach 30. prowadzono najpierw prace budowlane, a później budowano odcinek autostrady Wrocław- Berlin. Natrafiono wówczas na ślady osadnictwa kultury łużyckiej, datowanego na 1400-1000 rok p.n.e., wskutek czego pozyskano sporo cennych wykopalisk. Po zakończeniu wojny zostały one zabezpieczone przez Straż Graniczną na terenie parafii ewangelickiej, po czym trafiły do Państwowego Muzeum Archeologicznego, a latach 60. do Mławy. Łukasz Karczmarek przytoczył w prelekcji „Od gliny do gabloty - historia odkryć naczyń sprzed 3000 lat na Śląsku i ich „wędrówki” do muzeów Mazowsza”. znacznie więcej takich historii, nierzadko o sensacyjno-kryminalnym charakterze, podkreślając, że zabytki trafiają w końcu do muzeów, czyli tam, gdzie jest ich miejsce, po czym mogą cieszyć oczy zwiedzających i stać się przedmiotem badań ze strony archeologów i historyków.
Kolejne piątkowe spotkanie w Muzeum Północno- Mazowieckim odbędzie się 13 marca i będzie poświęcone twórczości Marka Lechowicza, przede wszystkim jego najnowszej książce „Głupologia podana al dente” oraz wznowieniu „Dzieci oceanu”.
Wojciech Chamryk


