Znowu drożej za śmieci
Rada Miasta, głosami większości prezydenckiej, poparła wniosek prezydenta Łomży i o 13–14% podniosła opłaty za śmieci. Z obliczeń radnego Wojciecha Michalaka wynika, że ponownie mieszkańcy zabudowy wielorodzinnej zapłacą za śmieci więcej, niż wynoszą „ich” faktyczne koszty gospodarki odpadami.
Od kwietnia osoby zamieszkujące zabudowę wielorodzinną za odbiór i zagospodarowanie odpadów zapłacą 26 zł za osobę, a w zabudowie jednorodzinnej – 35 zł za osobę. W pierwszym przypadku podwyżka wyniosła 14% (z 22,80 zł), a w drugim 13% (z 31 zł). Podwyżkę poparli radni klubów: Prawa i Sprawiedliwości, Prezydenta Mariusza Chrzanowskiego oraz Łomżyńskiego Klubu Samorządowego. Przeciw były kluby Przyjaznej Łomży i Koalicji Obywatelskiej.
Powtarzająca się przy niemal każdej podwyżce dyskusja pokazała, że rządzący miastem Łomża, z prezydentem na czele, nie mają pomysłu na gospodarkę śmieciową. Niemal jedynym działaniem są kolejne podwyżki opłat, które mieszkańcy z pokorą płacą. W obecnym układzie miejskiej władzy, tj. prezydenta i jego większości w Radzie Miejskiej, trudno spodziewać się zmian. Układ rządzący jest stabilny i przegłosuje wszystko, co mu zostanie podsunięte, co było widać po dzisiejszej dyskusji i głosowaniach.
Radny Wojciech Michalak przypomniał, że w minionym roku pozbawiono mieszkańców wykonujących remonty kontenerów, co miało przynieść oszczędności, a jednocześnie podniesiono podatki. Obecna podwyżka opłat za śmieci – według jego obliczeń – sprawi, że mieszkańcy bloków zapłacą o około 1,5 mln zł więcej, niż wynoszą faktyczne koszty ich gospodarki odpadami. Z kolei mieszkańcy zabudowy jednorodzinnej niedopłacą do swojego systemu ponad 100 tys. zł. Jego zdaniem „nie można się na to zgodzić”.
Co ważne, dane zaprezentowane przez radnego Michalaka dotyczą faktycznych wydatków, ponieważ ratusz wie, ile kosztuje transport odpadów z bloków, a ile z domów jednorodzinnych. Wie także, ile zapłacono w ZGO za ich zagospodarowanie. Zastępca prezydenta Piotr Serdyński zapewniał, że przez najbliższe dwa lata – o ile nie zdarzy się nic nadzwyczajnego – podwyżek nie będzie. Nie dziwne, ponieważ wg szacunków, w 2026 roku „górka” w opłacie śmieciowej może wynieść około 1,5 mln zł.
Polityka blokuje Radę Miejską w Łomży i o ile prezydent Chrzanowski nie da sygnału do jakiejkolwiek zmiany, nic się nie zmieni. Jego większość będzie odrzucać propozycje tzw. opozycji, a ci drudzy odwdzięczą się krytyką władzy.
Przykłady dała dzisiejsza dyskusja, choć – w opinii samych radnych z różnych opcji – było to dreptanie w miejscu. By ruszyć naprzód, potrzeba chęci zmian, a przynajmniej analizy i refleksji, czy takie zmiany miałyby sens. Takich chęci nie widać. Zresztą obecny na dzisiejszej sesji prezydent Mariusz Chrzanowski nie odezwał się ani słowem. Milczał.
Radny Marcin Mieczkowski, wiedziony przedsiębiorczym instynktem, zaproponował, że skoro przewóz odpadów do Czartorii kosztuje (17 km w jedną stronę), a tam dopiero odbywa się segregacja, to papier i szkło można by segregować w Łomży, w PSZOK-u, oszczędzając na paliwie. Odezwali się radni popierający prezydenta Chrzanowskiego, twierdząc, że takie instalacje miałyby się znajdować przy uczelni łomżyńskiej i planowanej kolei, i pytając, jaką „reklamę miasta” chce im zafundować. Nie przeszkadzają im opony, które również są tam zbierane, jednak argumentację tę podważyła odpowiedź naczelnika, który stwierdził, że urząd owszem, wie o tym, i papier już jest segregowany w PSZOK-u, a oszczędność na paliwie wyniosła w ciągu roku około 7 tys. zł. Żaden z radnych nie podniósł larum, że to właśnie taka brudna „promocja” miasta już się odbywa. To wyraźnie pokazuje, że polityka rządzi, a propozycje opozycji nie mają szans na realizację, niezależnie od ich merytorycznej zasadności.
„Zabrakło odwagi” – mówili radni o przegapionej kwestii spalarni śmieci w Łomży. Brak otwartego podejścia i podporządkowanie polityce sprawiły, że Łomża praktycznie nie ma już szans na taką instalację, podczas gdy Białystok, Suwałki czy Wysokie Mazowieckie mają ją lub będą miały.
Brak konsekwencji w postawie władz miasta radny Wojciech Michalak wskazał także w przypadku kompostowników. Jak mówił, prezes ZGO na komisji gospodarki komunalnej apelował, by jak najwięcej bioodpadów trafiało do instalacji, ponieważ powstaje z nich nawóz, a przede wszystkim poprawia to bilans obowiązkowego recyklingu miasta. Tymczasem miasto Łomża, w swojej niekonsekwencji, zapowiedziało nagradzanie i premiowanie zakładania kompostowników, co jednocześnie pogarsza poziom obowiązkowego recyklingu i naraża miasto na kary. Urzędnicy bronili się, że jest to obowiązek ustawowy, jednak – według radnego – nie jest on obligatoryjny.
W zabudowie wielorodzinnej opłatę śmieciową płaci ponad 36 tys. mieszkańców, a w zabudowie jednorodzinnej ponad 11 tys. Naczelnik Przemysław Chełstowski wykazywał, że podlegli mu dwaj urzędnicy, bo tylu zajmuje się gospodarką śmieciową, rocznie prowadzą około 600 spraw z tego zakresu. Od 2022 roku, odkąd pełni on tę funkcję, miasto Łomża skurczyło się o 999 osób, a liczba płacących opłatę śmieciową wzrosła w tym czasie o 843.
Między innymi zastępca prezydenta Piotr Serdyński wskazywał, że system kaucyjny podnosi koszty gospodarki odpadami, ponieważ wyjmuje z niego najłatwiejsze w odzysku frakcje. Mimo to założono wzrost poziomu tych frakcji w bieżącym roku.
Podwyżka została przegłosowana, więc władze miasta najpewniej odłożą na półkę z napisem „nie dotykać” kwestie refleksji nad systemem, akceptując jednocześnie około 10-tysięczną lukę osób niepłacących tej opłaty.
Podwyżkę opłat za śmieci poparli:
Piotr Chmielewski, Marcin Dębek, Adrian Gołaszewski, Andrzej Janusz Grzymała, Tadeusz Wiesław Grzymała, Marek Kisiel, Leszek Andrzej Konopka, Anna Najda, Marek Hubert Norowski, Krzysztof Sychowicz, Karol Sztejno, Mariusz Tarka, Andrzej Wojtkowski, Krzysztof Wykowski.
(Przy innych zmiennych danych, ciągle szacunkowych, wychodzi, że zabudowa jednorodzinna wpłaca ponad swoje koszty około 180 tys zł, a wielorodzinna ponad 0,5 mln zł. Dokładne koszty i wyliczenia poznamy z raportu po zamknięciu roku)