Początki Deep Purple przez Mandrake Route przypomniane
Mandrake Route, tribute band przypominający pierwszy okres działalności legendarnego Deep Purple, zagrał w pubie „Pod ratuszem”. Złożona z wirtuozów grupa stylowo wykonała kilkanaście kompozycji Purpli oraz nagranych przez nich przeróbek, z „Kentucky Woman” i „Hush” na czele, improwizując i bawiąc się muzyką. Kolejne koncerty w pubie na Starym Rynku, nie tylko rockowe, już niebawem.
Deep Purple są utożsamiani z drugim i najbardziej znanym składem, którego frontmanem był występujący w nim do dziś Ian Gillan, ale grupa funkcjonowała z powodzeniem już wcześniej z jego poprzednikiem Rodem Evansem, nagrywając płyty, w tym przebojowy singiel „Hush” oraz koncertując. I właśnie do pierwszego okresu jej funkcjonowania w latach 1968-1969 odwołują się Mandrake Route, zespół tworzony przez doświadczonych muzyków, znanych z grup Anny Rusowicz, Jacka Dewódzkiego czy Natalii Sikory, wykonując wyłącznie repertuar z trzech pierwszych płyt Deep Purple: „Shades Of Deep Purple”, „The Book Of Taliesyn” i „Deep Purple”. Zespół nie był wtedy jeszcze jednoznacznie hardrockowy, czerpiąc również z pop music i psychodelii oraz przerabiając cudze kompozycje w stylistyce zapoczątkowanej rok wcześniej przez amerykańską grupę Vanilla Fudge.
Na trzecim, pożegnalnym i zarazem najciekawszym albumie tego składu znalazła się już tylko jedna przeróbka, „Lalena” Donovana i właśnie ten materiał stał się podstawą koncertowej setlisty Mandrake Route, bowiem grupa wykonała aż pięć utworów z „Deep Purple”. Zaczęła jednak od spopularyzowanego przez Cream „I’m So Glad” Skipa Jamesa, który w wersji płytowej Ritchie Blackmore wzbogacił cytatem z „Szeherezady” Rimskiego-Korsakowa. Ritchie Palczewski postąpił podobnie, a takich cytatów i nawiązań, również do późniejszej Purpurowej klasyki, jak „The Mule” czy „Perfect Strangers”, polskich filmowych evergreenów z tematem z „Janosika” Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza na czele oraz muzyki klasycznej, choćby „W grocie Króla Gór” Griega było później w partiach gitarowych oraz organowych Tomasza Zienia znacznie więcej. Dynamicznie i stylowo zabrzmiały też autorskie kompozycje Deep Purple, „Why Didn’t Rosemary”, balladowy „Blind” i „Chasing Shadows”, ale prawdziwym popisem czteroosobowego składu, z sekcją rytmiczną Marek Marchewicz/ Tomasz Kacprzak na czele, był 17-minutowy, rozbudowany „Wring That Neck” z licznymi partiami solowymi, który w wykonaniu Deep Purple potrafił trwać nawet ponad pół godziny.
Mandrake Route przypomnieli też przeróbkę hitu Neila Diamonda „Kentucky Woman” oraz singlową piosenkę „Emmaretta”, ostatni efekt pracy składu Deep Purple z Evansem i basistą Nickiem Simperem, ale zespół znacznie ciekawiej brzmiał w długich, swobodnych wersjach „Bird Has Flown” oraz „Mandrake Root”. W tym ostatnim, kiedy wokalista Michał Czaplicki zszedł ze sceny, jego koledzy instrumentaliści popisali się prawdziwym mistrzostwem, improwizując na całego i dodając też, dzięki wykorzystaniu przez Palczewskiego buzuki, również folkowe akcenty. Szkoda, że z powodu słabej frekwencji zespół okroił swój set o trzy autorskie kompozycje Deep Purple, ale świetnie przyjęty zagrał bis, czyli utwór oczywisty, „Hush” autorstwa Joe’go Southa, wielki przebój Deep Purple w Stanach Zjednoczonych, wykonany z wokalnym udziałem publiczności.
W lutym i w marcu w pubie „Pod ratuszem” odbędą się kolejne koncerty. 20 lutego CZZK
zaprezentuje covery Kultu i KNŻ. 28 lutego zagra łomżyński, szantowy Bond. 7 marca wystąpi pop-rockowy Anher.
Wojciech Chamryk








