Dokarmiają zimą koty na skwerze przy alei lipowej
Dwie Łomżynianki od około 4 lat społecznie dokarmiają kilka kotów na skwerze przy alei lipowej, w sąsiedztwie Sądu, Filharmonii i Teatru. - Nie chciałyśmy, aby o nas pisać w Portalu 4lomza.pl, bo nie szukamy rozgłosu i popularności jako opiekunki wolno żyjących kotów – mówi Pani Wioletta. - Pomagamy stworzeniom bożym przetrwać srogą zimę... Panie wzruszają się, kiedy zwierzęta patrzą w oczy, z nadzieją na poranny posiłek, i podnoszą zziębnięte łapki od siarczystego mrozu w lutym...
Swoista życiowa misja humanitarna Łomżynianek zaczęła się 3 czy 4 lata temu latem. Na skwerze z aleją lipową zobaczyły malutkiego, czarnego kotka, mającego miesiąc lub dwa. Od mieszkającej w pobliskim bloku kobiety dowiedziały się, że czarne kotki wcześniej były dwa, ale ich matka zginęła pod kołami samochodu. Jednego kociaka złapały i zabrały dwie dziewczęta. Drugi kociak nie chciał z nimi wiązać swojego losu i dlatego napotkały go spacerujące Panie. Kobieta z bloku dokarmiała sierotę, dopóki się nie przeprowadziła gdzie indziej. - Zdałyśmy sobie sprawę, że ten kotek sam nie przetrwa, więc postanowiłyśmy zacząć go dokarmiać – wspomina Pani Wioletta. Spontaniczny gest współczucia dla malutkiego stworzenia bożego przerodził się w codzienny obowiązek, narzucony z chęcią samym sobie. Z regularnego posiłku zaczęły korzystać coraz to inne zwierzęta, wolno żyjące w okolicy. Kocią stołówkę z miseczkami i pojemnikami odwiedzały, m.in., rudy kot dorosły, młody szary kot, 2 kotki wysterylizowane, co można było poznać po zgolonej sierści na brzuchu. Te i inne dzikie albo wychodzące z domów i mieszkań właścicieli koty przez kilka lat pojawiały się i znikały.
„Miłość do zwierząt, które nam zaufały”
- Oprócz nas, ktoś jeszcze dokarmia koty w tej okolicy, regularnie, po południu lub wieczorem, i w taki sposób nam pomaga – zauważa Pani Wioletta. - Koty teraz są biedne, co mają zrobić...? Kiedyś miały łatwiej, jak śmietniki były otwarte i okienka w piwnicach były uchylone. Dokarmiamy nasze koty z saszetek i puszek, które w kieszeniach grzejemy, w rękach trzymamy, żeby ocieplić chociaż trochę. Zostawiamy kotkom też karmę suchą, bo mokra szybko zamarza. Przyniosłyśmy podkładki, żeby na lodzie i śniegu nie mniej marzły w łapki. Co nami kieruje...? Miłość do zwierząt, które nam zaufały i na nas liczą. Dokarmiamy je codziennie o stałej porze rano, również w soboty, niedziele i święta, Boże Narodzenie i Wielkanoc. Cieszymy się na myśl, że ludzie nie będą wyrzucać z domów kotów i psów, tylko otoczą je troską i opieką. Zapewnią stworzeniom bożym schronienie i jedzenie.
„Człowiek współczuje tym zwierzakom”
Życzliwym obserwatorem podobnych akcji pomocowych jest Pan Mirosław z Łomży. Przygarniał z rodziną psy, znajdy, znalezione lub wzięte ze schroniska. Z uznaniem ocenia postępowanie obu Pań, że dokarmiają koty z dobrego serca, nie dla poklasku ani sławy. Przygarnął bezdomnego kotka, co przesiadywał na balkonie półtora roku temu, tak w kąciku się zadomowił. Nowy właściciel zadbał o to, aby kotka zaszczepić. Drugiego kotka uratowała żona Pana Mirosława: być może, uciekł skądś z kojca i biegał przerażony po ruchliwym skrzyżowania Alei Legionów i ulicy Generała Władysława Sikorskiego. Małżonka szukała właściciela, lecz bezskutecznie. Przygarnęli więc sierotę, natomiast a od syna dostali jeszcze 2 koty, bo nie miał serca zostawić ich samych, kiedy zmieniał mieszkanie.
- Jak jest mróz minus 20 stopni, a widzi się szwendające się koty i psy, to człowiek współczuje tym zwierzakom, aby najgorszy czas mogły przeczekać – opisuje motywację do działania Pan Mirosław. Z jego perspektywy, obie Łomżynianki okazują kotom wielkie serce, a koty odwzajemniają szczere uczucie. Sam tego doświadczył: jego kotek chodzi za nim krok w krok, łasi się, wskakuje na kolana, mruczy szczerze, okazuje zaufanie. Nie obgada Pana za plecami, bo jest bardziej lojalny niż ludzie.
Mirosław R. Derewońko
tel. red. 696 145 146
