Szeryf z bagien
W poniedziałek, kilka minut po godz. 23, po Starym Rynku w Łomży przechadzał się łoś. – Jakby sprawdzał, czy wszystkie lokale są już zamknięte na noc – śmieje się Marcin Mieczkowski, który sfilmował zwierzę. Spokojny krok, czujne spojrzenie, brakowało mu tylko gwiazdy szeryfa na kopycie.
Łoś do miasta przyszedł dużo wcześniej. Po godz. 21 zwierzę widziano w rejonie ulic Łukasińskiego i Korczaka. Po jakimś czasie nietypowego spacerowicza policjanci i mieszkańcy zauważyli także w rejonie ulic Partyzantów i Nowogrodzkiej. Zwierzę wchodziło na działki, przeskakiwało ogrodzenia – słowem poznawało miejską dżunglę.
O godzinie 23:06 – jak relacjonuje Marcin Mieczkowski, miejski radny i mieszkaniec Starego Rynku – łoś pojawił się pod Ratuszem. Szedł spokojnie wzdłuż pierzei wschodniej, by następnie skręcić w ulicę Senatorską. – Zajrzał do jednego z okien, być może sprawdzał, czy wszystko pozamykane. Jak kiedyś szeryf – mówi z uśmiechem Marcin Mieczkowski. Taki, to nie potrzebuje radiowozu ani syreny.
„Szeryf z bagien” swoją obecnością wzbudził ogromne zainteresowanie mieszkańców, którzy nocą przyszli zobaczyć igloo. Choć to nie renifer, bo takich zwierząt w okolicy nie ma, tołoś w środku miasta także niezła gratka.
Jak informuje oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Łomży, podkomisarz Karolina Wojciekian, łoś spokojnie opuścił miasto, nie robiąc krzywdy ani mieszkańcom, ani sobie.
Można zatem podsumować, że misja nocnego patrolu zakończyła się pełnym sukcesem.
Poniżej przypomnienie legendarnego łomżyńskiego szeryfa, który nie tylko nocami pilnował porządku w mieście.
