Schrony na mapie, chaos w praktyce
Przed świętami Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zaprezentowało aplikację „Gdzie się ukryć”, która – według zapowiedzi – ma pomóc obywatelom w szybkim odnalezieniu miejsc schronienia w sytuacjach kryzysowych. Choć konieczność takiej aplikacji jest bezdyskusyjna, to zaproponowana funkcjonalność i zgodność z obowiązującymi przepisami budzą poważne wątpliwości.
Przed świętami MSWiA zaprezentowało aplikację przygotowaną przez Państwową Straż Pożarną – „Gdzie się ukryć”. Ma ona pomóc w odnajdywaniu punktów schronienia. Zawiera informacje o blisko 70 tysiącach obiektów, w tym około 20 tysiącach dostępnych całodobowo, które – według autorów – mogą zapewnić schronienie nawet 20 milionom osób.
- Weryfikację obiektów przeprowadziła Państwowa Straż Pożarna. Do bazy trafiły wyłącznie sprawdzone lokalizacje, a z czasem mają się w niej znaleźć wszystkie obiekty, które docelowo będą pełnić funkcję schronów i miejsc schronienia. Spośród blisko 70 tysięcy zweryfikowanych obiektów około jedna czwarta to miejsca dostępne całodobowo, w których – niezależnie od pory dnia – można szukać schronienia w razie alarmu lub sytuacji kryzysowej. W tej grupie znajduje się również około 4 tysięcy obiektów wskazanych przez organy ochrony ludności jako docelowe miejsca schronów i doraźnego schronienia – zapewniał minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
W aplikacji, a właściwie w stronie internetowej uwzględniono m.in.: przejścia podziemne oraz tunele piesze i komunikacyjne, stacje metra i węzły przesiadkowe z kondygnacjami podziemnymi, garaże podziemne oraz piwnice.
Aby wyszukać schronienie w swoim mieście, należy w polu wyszukiwania wpisać jego nazwę. Następnie wyświetlana jest lista „punktów schronienia” znajdujących się w promieniu pięciu kilometrów. Jeśli korzystamy z komórki należy włączyć GPS i po kliknięciu w odpowiednią ikonę, na mapie pokażże się nasza lokalizacja.
– To wygląda jak wersja beta, wypuszczona pod koniec roku tylko po to, by móc ogłosić zakończenie projektu – podsumował na antenie TOK FM dr Michał Piekarski z Zakładu Studiów nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego.
Trudno się z tą oceną nie zgodzić. Już na pierwszy rzut oka aplikacja wydaje się mało intuicyjna, a ekspert zwraca dodatkowo uwagę na brak zgodności zastosowanego nazewnictwa z obowiązującą ustawą. Aplikacja posługuje się określeniem „punkty schronienia”, podczas gdy przepisy mówią o schronach, miejscach ukrycia oraz miejscach doraźnego schronienia. Które są oznaczone na mapie? Nie wiadomo, bo rozróżnienia brak.
Przykładowo w centrum Łomży aplikacja wskazuje kilka piwnic w okolicznych starych budynkach wielorodzinnych oraz schron znajdujący się w nieużytkowanym od lat budynku banku przy cmentarzu. Nie podaje jednak informacji o tym, ile osób może pomieścić dana lokalizacja, jakie warunki oferuje ani jaki jest jej aktualny stan techniczny.
Co więcej, aplikacja – a właściwie strona internetowa – nie prowadzi użytkownika automatycznie do najbliższego miejsca schronienia. Wyznaczenie trasy działa dopiero po ręcznym wskazaniu konkretnego „punktu schronienia”, do którego chcemy się dostać.
Choć sama idea stworzenia ogólnopolskiej bazy miejsc schronienia jest potrzebna i od rozpoczęcia wojny na Ukrainie wyczekiwana. Obecna forma projektu pozostawia jednak wiele do życzenia. Bez jasnych definicji, czytelnych informacji i realnej funkcjonalności aplikacja „Gdzie się ukryć” bardziej przypomina demonstrację dobrej woli niż narzędzie, które w sytuacji kryzysowej mogłoby rzeczywiście pomóc obywatelom.
W przyszłości aplikacja ma byc dostępna w mObywatelu.
