Muzealne upamiętnienie Jerzego Swoińskiego
Twórczość Jerzego Swoińskiego przypomniano podczas spotkania w Muzeum Północno-Mazowieckim. Zmarłego 20 lat temu artystę wspominali córka Katarzyna Swoińska, Karolina Skłodowska, Andrzej Cholewicki i Henryk Serafiński. Można też było obejrzeć nieprezentowane dotąd publicznie prace Jerzego Swoińskiego, w tym wykonane podczas ostatnich Krajowych Targów Jazzowych w roku 1993, udostępnione przez Urszulę i Henryka Serafińskich.
Jerzy Swoiński (1944-2005), absolwent Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy oraz Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, był obok Henryka Osickiego i Jana Boćniewicza jednym z tych artystów, którzy przybyli do Łomży jeszcze w latach 60., odmieniając oblicze prowincjonalnego i jeszcze powiatowego miasta. Początkowo był nauczycielem plastyki w Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki, ale w roku 1974 został kierownikiem oddziału białostockiego Biura Wystaw Artystycznych w Łomży, istniejącego do dziś jako Galeria Sztuki Współczesnej Muzeum Północno-Mazowieckiego. W tym pionierskim okresie, bez własnej siedziby i pracowników, zorganizował aż 23 wystawy, po czym odszedł z BWA, skupiając się na pracy artystycznej. Swoją różnorodną twórczość prezentował podczas licznych wystaw indywidualnych – ostatnia „Pożegnanie z.. .Od powiatu do powiatu”, miała miejsce w roku 1999. – To właściwie historia zamykająca się słowami tytułu wystawy, którą ojciec miał w Galerii Pod Arkadami „Pożegnanie z… Od powiatu do powiatu”, bo to był ten czas, kiedy dopiero miało powstać województwo, a później odeszło – mówiła Katarzyna Swoińska. – Przed moim ojcem przyjeżdżali tu inni plastycy, na przykład Henryk Osicki, a jako dziecko pamiętam takie spotkania, bo odwiedzaliśmy się całymi rodzinami, więc pamiętam kto gdzie mieszkał i jak Łomża się rozbudowywała. Wtedy coraz więcej osób zaczęło współtworzyć to miasto również pod względem kulturalnym, chodziliśmy więc do Sielskich, do Kędzielawskich, bo te wszystkie rodziny mieszkały w blokach koło siebie. Pamiętam też WDK jako taką przestrzeń kultury, gdzie biegałam z kluczem na szyi do biblioteki, bo pracowała tam moja mama.
Jerzy Swoiński miał wszechstronne zainteresowania: od muzycznych (uwielbiał Elvisa Presleya, ale nie tylko), aż do literackich, w żadnym razie nie ograniczając się tylko do sztuk plastycznych.
– Do pewnego momentu mieszkaliśmy wszyscy na Waryńskiego, potem ojciec dostał pracownię i przeniósł się na Krótką – wspominała Katarzyna Swoińska. – Ale wcześniej przez wiele lat pracował w domu, a oglądając zdjęcia z tamtego czasu przypominam sobie, co stało i leżało na stole – na pewno radiomagnetofon Grundig do słuchania przy pracy. Tata pracował głównie w nocy, był takim nocnym Markiem, podobnie zresztą jak ja, bo noc daje przy pracy taki spokój. Pamiętam też magnetofon szpulowy, na który sama nagrywałam później w soboty listę Programu 3 oraz zawsze pokaźny zestaw płyt – jak ktoś wyjeżdżał za granicę, to ojciec zawsze prosił, żeby przywozić mu płyty i troszkę tych płyt jeszcze gdzieś w domu mamy, adapter też został. Poza tym ojciec skończył Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy, które dzieliło internat ze średnią szkołą muzyczną, tak więc jego miłość do muzyki konstytuowała się pewnie wtedy. Mamy w domu pianino i pamiętam, jak ojciec do niego siadał i grał ze słuchu, pomimo tego, że nie odebrał nigdy edukacji muzycznej. (…) Ojciec czytał też bardzo dużo, bo był trochę detektywem, bardzo interesował go świat. Czytał więc wszystko, to nie było tak, że miał jakąś ulubioną dziedzinę, bo był ciekawy wszystkiego. Wiązało się to z tym, że nasz dom był pojemny kulturowo, gdzie było wszystko – co ciekawe i ze strony ojca, i ze strony mamy – życzyłabym teraz młodym ludziom czegoś takiego, bo to jest ogromy potencjał. To była przestrzeń pełna kultury, w której wyrastałam dzięki mamie i ojcu.
– Jerzy Swoiński był z pozoru człowiekiem bardzo otwartym, ale jednocześnie żył w swoim świecie – dodawała Karolina Skłodowska. – Nikomu się nie narzucał i wcale nie było łatwo wydobyć z niego to, czym się zajmował, bo wydawało się, że on to robi tak od niechcenia, mimochodem. I dopiero przy okazji wystawy w 2020 roku otworzyły mi się oczy że stworzył tego aż tyle. Oczywiście znałam jego linoryty, które bardzo cenię, zresztą i w grafice, i w rysunku Jerzy Swoiński mógł być wzorem dla wielu, bo jego rysunek jest bardzo precyzyjny, bardzo finezyjny, szybki, a jednocześnie pełny, podszyty dowcipem, pewną nutką ironii.
Takie są też rysunki, które Jerzy Swoiński wykonał podczas ostatnich łomżyńskich Krajowych Targów Jazzowych w roku 1993, portretując na 23 czarno- białych i kolorowych pracach liczne gwiazdy rodzimego jazzu. – Przysiadał sobie z boku, gdzieś w cieniu, przy barze, bo najbardziej lubił rysować w czasie jam session, kiedy była taka mniej oficjalna atmosfera – wspominał Henryk Serafiński. – Wcześniej przechadzał się po sali, gdzie grali muzycy, wyczuwał ten klimat, a później już tylko siedział i rysował.
Ciekawa, szczególnie z dzisiejszej perspektywy, jest też historia przeniesienia owych Targów z Warszawy do Łomży, czyli do miasta, w którym de facto nie było, poza nielicznymi fanami muzyki improwizowanej, środowiska jazzowego.
– To było tak, że dyrektor Joanna Zwoleńska pojechała w roku 1985 do Warszawy na I Krajowe Targi Jazzowe – opowiadał jej następca Andrzej Cholewicki. – A kiedy wróciła powiedziała mi: słuchaj, trzeba jechać do Warszawy, do „Akwarium”! Więc pojechałem, gdzie porozmawiałem z prezesem Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego Tomaszem Tłuczkiewiczem, a po roku II Krajowe Targi Jazzowe odbyły się już w Łomży.
Dla wojewódzkiego, ale niewielkiego miasta organizacja jednej z największych imprez jazzowych w kraju była sporą nobilitacją, ale jak wspominał Andrzej Cholewicki nie brakowało problemów i przysłowiowych kłód rzucanych pod nogi organizatorom. Jednak Targi, pomimo początkowo niezbyt dużego zainteresowania mieszkańców Łomży, o czym pisano wtedy nawet w ogólnopolskiej prasie, przetrwały i rozwijały się z każdą edycją, aż do roku 1993.
Po zmianach roku 1989 sytuacja instytucji kultury, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, była bowiem coraz trudniejsza, a lokalnych już szczególnie po likwidacji województwa łomżyńskiego, co wybrzmiewało też podczas spotkania. Oglądano też wyeksponowane prace (podziękowania za bezinteresowną pomoc dla Grzegorza Gwizdona z pracowni oprawy obrazów przy ul. Rządowej 9A) oraz przyniesione przez uczestników spotkania, w tym należące do Kazimierza Szczechury obrazy oraz udostępnione przez Marka Maliszewskiego projekty logo portalu 4lomza.pl, w tym w wersji kolorowej. Wspominano jednak przede wszystkim Jerzego Swoińskiego – nie tylko jako nieszablonowego artystę, ale też wspaniałego nauczyciela, udzielającego bezpłatnie korepetycji, potrafiącego też wzbudzić w uczniach zainteresowanie ambitną literaturą i muzyką. Pojawił się też pomysł szerszego upamiętnienia takich osób jak Jerzy Swoiński i stworzenia archiwum dotyczącego Łomży, w formie stacjonarnej lub internetowej – Andrzej Cholewicki wspomniał, że pracując obecnie ze Sławomirem Zgrzywą nad publikacją dotyczącą Wiesława Sielskiego napotkali na ogromne problemy, bo nigdzie nie mogą znaleźć szczegółowych informacji na temat zmarłego tragicznie w roku 1982 artysty.
– Jeżeli my tego dzisiaj nie zrobimy, to nie zrobi już tego po nas pewnie nikt – podkreślała Katarzyna Swoińska, nawiązując nie tylko do wspomnień i historii, ale też do przyniesionych przez uczestników spotkania archiwalnych fotografii, których nigdy wcześniej nie widziała.
Muzeum Północno-Mazowieckie działa już w tym kierunku, tak więc po styczniowym spotkaniu-prezentacji fotografii Agnieszki Zielewicz w lutym obędzie się kolejne, przypominające twórczość zmarłego w roku 2020 wybitnego poety Henryka Gały, dopełnione prezentacją archiwalnych fotografii i pamiątek oraz z udziałem młodych recytatorów z I Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Łomży, przygotowanych przez Dorotę Przestrzelską.
Wojciech Chamryk












