Chlorator na ul. Dwornej
Na skrzyżowaniu ulicy Dwornej z ulicą Sikorskiego, dokładnie w tym samym miejscu gdzie jeszcze niedawno podczas ostatniej awarii wpuszczano chlor do sieci wodociągowej, na nowo stanął chlorator. Zapytaliśmy Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji o powód powrotu urządzenia.
„Nie ma powodów do niepokoju - uspokaja prezes MPWiK-u Maciej Borysewicz – to efekt wniosków wyciągniętych po ostatniej awarii”. Z jego wyjaśnień wynika, że chloratory „na ulicach Łomży” będą się teraz pojawiać częściej.
To swego rodzaju „dmuchanie na zimne”, czy też działania profilaktycznie, by do minimum ograniczyć powrót bakterii. Chloratory na krótko mogą stanąć w dowolnych częściach miasta, nie tylko w starej części. Może wynikać z dwóch powodów.
W pierwszym przypadku, gdy poziom stężenia chloru w konkretnej części instalacji spadnie poniżej 0,1. Tzw. chlorowanie odbywa się ciągle na ujęciach, ale jak słyszymy w spółce, w miarę oddalania się od jego źródła, stężenie chloru w wodzie spada. Kontroluje to laboratorium MPWiK-u. Tam, gdzie stężenie będzie poniżej przyjętego progu, chlorator ma go uzupełnić.
W drugim przypadku chlorator ma być ustawiany przy okazji różnych awarii czy prac serwisowych. Po zakończeniu czynności serwisowych na sieci wodociągowej, w obszar między zasuwami ma być wpuszczany chlor po to, aby do minimum ograniczyć ryzyko przedostania się tą drogą ewentualnej bakterii. Jak słyszymy dziś była wymiana zasuwy na ul. Zjazd. Chlorator ustawiony na ulicy Dwornej ma zniknąć jeszcze dziś.
Prezes Maciej Borysewicz tłumaczył, że wniosków po ostatnim skażeniu jest więcej. Zdecydowano odseparować od siebie dwie sfery działania spółki, tzn. wodociągową od kanalizacyjnej. Na stałe przydzielono koparki do jednej i do drugiej części działalności. Ekipy serwisowe nie mogą łączyć obu tych prac. Zanim zajmą się instalacją wodociągową muszą się przebrać. Jak podkreśla, wszystkie te działania mają wykluczyć ewentualność skażenia wody.