„Wielki wóz” spotkania
Postawa wędrowca uczy nas akceptacji rzeczywistości, otwiera na ludzi i daje, choć trudną, radość życia. Wystawa „Wielki Wóz” autorstwa kuratorki Joanny Klamy opowiada o taborze romskim, który stacjonował pod Łomżą w latach 60. XX wieku. „Chodziło mi o spotkanie dwóch różnych kultur – naszej i Romów. To tylko przykład, bo przecież cały czas spotykamy uchodźców i przedstawicieli innych narodowości. Często traktujemy ich z góry, a potrzebujemy przede wszystkim rozmowy i poznania” – wyjaśnia kuratorka.
„Wielki Wóz” to wystawa Muzeum Północno-Mazowieckiego, na której prezentowane są zdjęcia taboru romskiego, stacjonującego na Grobli Jednaczewskiej w 1963 roku. Fotografie, odnalezione w muzealnych zbiorach, są dziełem Zygmunta Dudy, wieloletniego pracownika jednostki. Te wyjątkowe kadry, ocalone od zapomnienia, stały się inspiracją dla tej niezwykłej wystawy – jak powiedziała Paulina Bronowicz-Chojak, dyrektorka Muzeum Północno-Mazowieckiego w Łomży. Zdjęcia przedstawiają codzienne życie w taborze, od prostych czynności po portrety, które urzekają swoją prostotą. Pochodzą z lat 1958, 1963 i 1964.
„Kadrów było 200, ale po wykluczeniu nieostrych i powtarzających się pozostało ponad 100” – tłumaczy Joanna Klama. Większość tych zdjęć można było zobaczyć na prezentacji wyświetlonej w Hali Kultury. Niestety, tylko część z nich znalazła się na wystawie prezentowanej na Starym Rynku, a wkrótce w Parku Jana Pawła II.
„Jak inaczej opowiadać o tej społeczności, jeśli nie poprzez symbolikę wozu?” – pytała dyrektorka. Z tego względu twórcy wystawy przygotowali instalację z niespodzianką. „Wielki Wóz”, znany nam z „niebiańskiej strony”, podczas otwarcia wystawy zyskał nowe znaczenie. Słupki instalacji o różnej wysokości, zakończone lampkami, z pewnego punktu widzenia układają się w kształt gwiazdozbioru znanego z nocnego nieba.
„Dla mnie wóz to symbol ewolucji człowieczeństwa, która powinna zmierzać w stronę porozumienia” – mówiła Joanna Klama, odpowiedzialna za koncepcję merytoryczną wystawy. „Chodziło mi o spotkanie i pokazanie, że między kulturami potrzebny jest dialog, wzajemne zrozumienie i otwartość, a nie narzucanie komuś wartości czy formatowanie”. Podkreśliła, że inność i różnorodność są niezwykle istotne. Autorami i wykonawcami instalacji są Alicja Kamieniczna-Adamowska i Michał Adamowski.
Romowie czy Cyganie?
W Polsce najczęściej używano określenia „Cyganie”, często w pejoratywnym znaczeniu. Historię, zwyczaje i organizację społeczną Romów przybliżył Andrzej Grzymała-Kazłowski, jeden z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie. Jego wykład był niewątpliwie cennym elementem projektu. Naukowiec przypomniał, a może poinformował zebranych w Hali Kultury, że słowo „Cygan” pochodzi z greki. Pewną sektę manichejską, zajmującą się czarami i tresurą zwierząt, nazywano „Atsinganoi”. Kiedy Romowie pojawili się na Półwyspie Bałkańskim, na terenach Cesarstwa Bizantyjskiego, nazwę tę przeniesiono na nowo przybyłych z powodu ich podobnych umiejętności.
Romowie pochodzą z Indii, a ich wędrówka do Europy rozpoczęła się około 1018 roku, po zdobyciu miasta Kanaudź i wciągnięciu całej populacji w głąb państwa Mahmuda z Ghazny, wielkiego przywódcy Mongołów.
W Polsce pojawiali się w różnych okresach, z odmiennymi doświadczeniami i kulturami. Pierwsze przybycia miały miejsce w średniowieczu, gdy panowała otwartość na inne kultury. Państwa były wielonarodowe, z otwartymi granicami, więc przybycie Romów nie było niczym szczególnym – tłumaczył specjalista. W obliczu zagrożenia tureckiego Romowie zaczęli być prześladowani w Hiszpanii i krajach niemieckich, a bezpieczną przystań znaleźli w Polsce. Dobry okres dla Romów kończy się wraz z upadkiem Rzeczypospolitej, a podczas zaborów obowiązują brutalne prawa, a nawet polowania na Romów. To właśnie wtedy w ich świadomości i pamięci kulturowej wdrukował się strach przed urzędnikiem i człowiekiem w mundurze. Ukształtowała się w nich kultura ucieczkowa, oparta na przekonaniu, że można liczyć tylko na pomoc „swoich”.
Nie brakuje głosów, że eksterminacja Romów podczas II wojny światowej była większa niż Żydów. W Polsce ich populacja po wojnie skurczyła się o trzy czwarte, a w Europie o połowę.
Program „produktywizacji i osiedlenia” z 1952 roku miał pomóc wędrownym taborom przejść na osiadły tryb życia. Państwo komunistyczne uznało, że nie może tolerować swobodnie przemieszczających się, niekontrolowanych grup. Niestety, oferowane warunki często były w bardzo złym standardzie, dlatego Romowie niechętnie się osiedlali. Aby przyspieszyć ten proces, w marcu 1964 roku przeprowadzono zmasowaną akcję. Milicjanci otaczali tabory, a urzędnicy i służby sprawdzały tysiące przepisów. Karano za rozpalanie ognia, rozjeżdżanie rowów melioracyjnych, unikanie służby itp. Te szykany sprawiły, że większość Romów zatrzymała swoje tabory i osiedliła się, gdzie tylko się dało. Zdaniem prelegenta, osiedlenie było wielką próbą dla kultury romskiej. Po 1964 roku tylko najbardziej „zatwardziali” Romowie wciąż wędrowali w taborach.
Łomźiniacy
Dla Romów najważniejsza jest duża rodzina. Następnie są klany i grupy rodowe. Jeden z takich klanów, nazywający się Łomźiniacy, identyfikuje się z grupą Polska Roma. Tabory Łomźiniaków wędrowały od Białegostoku i Siemiatycz, przez Łomżę, w kierunku północno-zachodniej Polski. Gdzie ich „złapano”, tam ich osiedlono. Jak mówił Andrzej Grzymała-Kazłowski, dziś najwięcej Łomżyniaków mieszka w Płocku, Włocławku, Tucholi, Bydgoszczy czy Inowrocławiu. Można ich spotkać także w różnych częściach Europy i świata. Natomiast w samej Łomży mogą mieszkać Romowie z zupełnie innej grupy. Języka romskiego nie powinno się zapisywać, ponieważ jest to język mówiony, a zapisywanie i tworzenie słowników Romowie traktują jako zdradę.
Wystawa „Wielki Wóz. Przynależność wędrowca. Tabor romski na postoju w okolicach Łomży” będzie dostępna od soboty w Parku im. Jana Pawła II – Papieża Pielgrzyma w Łomży. Ekspozycja potrwa do 25 października 2025 roku.
















