Czarno-biały świat jako optical art
Na dziesiątki lat przed pojawieniem się animacji komputerowych i kodów QR to artyści: malarze i rzeźbiarze wizjonerzy, stworzyli obrazy i arcydzieła, podczas oglądania których człowiek dostawał oczopląsu. Mózg istot homo sapiens wiedział, że ogląda oczami przedmioty nieruchome, ale zmysł wzroku ludzi mamił, łudził i zwodził, że widzą ruchy. Do pomysłu abstrakcjonizmu w stylu optical art sięgnęła Marzena Turek, aby na Starym Rynku zbudować Fabrykę Op-Art w czarno-białe paski.
Czarno-białe paski ma: na ciele zebra, na kopercie płyta zespołu Grzegorza Ciechowskiego (1957 - 2001) Republika oraz przejście dla pieszych w Polsce i na świecie. Czarno-białe poprzeczne paski na sukience malarki i performerki Marzeny Turek zapowiadały opartowy styl modowy także niżej, na „wirujących” rajstopach w paski, układające się w poprzek zygzakowato i zwężająco. Artystka z Łomży ma mnóstwo sposobów malowniczego i oryginalnego ubierania się, poruszania w taneczny i aktorski sposób, naturalności plastycznego opisywania świata podczas dialogów z publicznością – o czym mogli przekonać się uczestnicy trzech kolejnych sobotnich akcji na Starym Rynku. Widzowie w wieku od latek kilku do 70-kilku z początku byli zdystansowani, nieufni, niepewni, ale - w miarę oswajania się z konwencją performerskich spotkań twórczych i integracyjnych – nabierali śmiałości i pewności siebie. Rozwijająca się empatia społeczna wyrażała się w podejmowanych rozmowach o współpracy w trakcie tworzenia trzech dzieł zbiorowych: najpierw kolorystycznego robota z tektury i barwnych folii; później - pojazdu Piet Mondriana (1872 – 1944; holenderski malarz, rozstawiający na obrazie kwadraty i prostokąty w organizowanej przez linie płaszczyźnie, co podchwycili szybko projektanci tkanin i kreatorzy mody, tak że stawiamy talerze na obrusach we wzory a la Mondrian); zaś w zwodniczą, słoneczno-pochmurno-deszczową sobotę, 23. sierpnia 2025, celem art-akcji stała się fabryka op-art. Prawdopodobnie takiej fabryki na świecie jeszcze nie ma: do produkcji szczęścia i uśmiechu, solidarności i współpracy w zgodnym gronie przyjaznych ludzi, ale na 2 godziny miała w Łomży szansę zaistnieć, co widać na zdjęciach. Rury jak biało-czarne kominy radości, zamiast dymu, i pudełka, oklejone foliami, jako hale produkcyjne, gdzie niewidzialne robotnice i niewidoczni robotnicy pracują na pożytek człowieka i ludzkości. Czy biało-czarny sen dobra, prawdy, piękna egzystencji ma szansę ziścić się kiedyś w realnym świecie...
Opartowa fabryka z guzika
Marzena Turek wyjaśniła uczestniczącym w art-akcji, że stworzą wspólnymi siłami dzieło, które ma oddziaływać nie tyle na intelekt i emocje obserwatorów, co na zmysł ich wzroku, aby oszukać oczy i kazać ujrzeć więcej, niż faktycznie pokazują oklejane foliami pudła z kartonu i rury z tektury. Przy art-tworzeniu każdy mógł podporządkować się pierwotnej wizji „fabryki” Ma-Tu albo w imaginacji kleić transatlantyk, twierdzę, domek wiejski w stylu opart. Artystka w to nie ingerowała, szczęśliwa z uczestnictwa w działaniu dzieci, nastolatków, rodziców, dziadków. Jeśli przyklejony guzik jednym zdawał się ozdobą na ścianie kompleksu fabrycznego, to drugim mógł wydawać się okiem tajemnej ryby, a jeszcze innym otworem strzelniczym, szkłem lunety obserwacyjnej et cetera... W Warszawie przy Alejach Jerozolimskich powstał w 1963 r. dworzec PKP stacja Ochota, którego dach architekci wygięli po przekątnej jak kartkę poziomych pasków, przez co budynek unosi się jak na skrzydłach...

Pojedyncze szczęście w działaniu
Być może, Czytelniczki i Czytelnicy, interesujący się sztuką, pamiętają 2 wystawy Marzeny Turek, do relacji z których sprzed 8 i 7 lat w Łomży wiodą linki poniżej. 54-letnia Artystka wraca w dobrej formie, z angażującymi wizualnie, intelektualnie i emocjonalnie pomysłami, integrującymi rodziny i społeczność, czytającą najnowszą recenzję i oglądającą najświeższe zdjęcia. Trudno wymagać od laików wiedzy: kim jest Węgier Victor Vasarely (1906 – 1997), prekursor abstrakcji geometrycznej; co oznaczają mgliste koła Wojciecha Fangora (1922 - 2015); czy Ryszard Winiarski (1936 – 2006) wyprzedził wyobraźnią kody QR. Podobnie trudno wymagać, żebyśmy wyobrazili sobie, jak z okna pracowni na 10. piętrze w Katowicach Malarka Turek obserwuje w 2000 r. tańczące na śniegu auta, co inspiruje ją, m.in., do fotografii cyklu „Street Swing”, prezentowanych w Krakowie, Warszawie, Tokio i Seulu. Trudno wymagać, byśmy nagle wyobrazili sobie jej ogromne płótno z abstrakcyjnym malowidłem o rozmiarze 10 metrów na 20 metrów z 2006 roku, skoro nasze mieszkania zazwyczaj nie mają 200 mkw. We współdziałaniu na Starym Rynku, jak w tworzeniu indywidualnie, interesuje ją total look, całościowa wizja, aby dzieło traktować synchronicznie z możliwością przyglądania się z zewnątrz jako widz i wejścia do wewnątrz jako postać, co praktykowali łomżyniacy i goście. Kto nie widział wieloryba, ale myśli w XXI wieku, że to ryba, ten nie zrozumie trzech dni w ciemności Jonasza z VIII w. p.n.e. Marzena Turek zaprzęgła zniewolone w rutynie codzienności i konsumpcji umysły współczesnych do rydwanu szczęścia, jakie zrodziło się w swobodnej współpracy twórczej. Praktyka artystyczna to art-akcje, instal-akcje, dokument-akcje, zatem z naturalną swobodą staje się z tworzącej - osoboczęścią dzieła, jak jego postać, aktorka, modelka, archetyp kwitnącej kobiecości.

Umieć wspólnie wykreować rzeczywistość
Plastyczne eksperymenty Ma-Tu w przestrzeni publicznej i chwilowość poczucia szczęścia, jakie to daje uczestniczącym w performensie od A do Z, przypomina wołanie Fausta: „Trwaj, chwilo, trwaj, jakże jesteś piękna... ” Można zaśpiewać to z Elżbietą Adamiak i Adamem Nowakiem, jeśli Horacy z „Carpe diem”, zachętą do celebrowania w radości każdego dnia życia, wydaje się spowszedniały.
- Tworzenie razem „czegoś z niczego” pokazało, że potrafimy wspólnie wykreować rzeczywistość. Udowodniliśmy wspólnym działaniem, jak dużo umiemy zrobić – objaśnia wartość 2 godzin razem 25-letni magister cyberbezpieczeństwa Jakub Jarocki, absolwent Uniwersytetu w Portsmouth z GB, który od 8. roku życia kształcił się w Anglii, zaś przed rokiem wrócił do rodzinnego miasta. - Każdy mógł włączyć się do współdziałania, młody czy starszy. Czarno-biała kolorystyka dodaje „fabryce” iluzji, tajemniczości, sekretu. Jednemu to przypomina zakład produkcyjny, a drugiemu miasteczko. Może „fabryka op-art ” to zamek królestwa łomżyńskiego, w którym wszyscy jesteśmy władcami? Szczęście, kreowane razem przez wszystkich, wyeliminowało złe sentymenty, związane z kolorami.
Diagnozę młodzieńca potwierdza absolwentka Liceum Plastycznego Halina Pieścik – Constantine, łomżynianka, lecz mieszkająca w Londynie. Art_akcja zainteresowała i zaangażowała trójkę dzieci. Sophia, Alex, Michael emanują optymizmem. Każdy, kto widział ich uśmiechy, czuł się szczęśliwy.
Mirosław R. Derewońko
tel. red. 696 145 146











