Odnowiony cmentarz wojenny w Czartorii
W Czartorii poświęcono po remoncie cmentarz wojenny, na którym spoczywają prochy mieszkańców wioski i bohaterów wojny z 1920 roku. „Pamięć o zmarłych to jeden z najważniejszych elementów naszej cywilizacji” - podkreśla wójt Gminy Miastkowo Rafał Bąkowski.
W ramach Rządowego Programu Odbudowy Zabytków, za 119 tys. zł wykonano remont leśnego cmentarza w Czartorii. Wymieniono ogrodzenie, na głównej alei ułożono płyty, odnowiono: mogiły, krzyże i inskrypcje. W piątek 8 sierpnia o godz. 17. proboszcz parafii w Miastkowie, ks. Czesław Dygan i wspólnie z kapucynem ojcem Janem Bońkowskim odprawili mszę świętą, w której uczestniczyło kilkadziesiąt osób, a po jej zakończeniu poświęcili leśną nekropolię. W homilii ojciec Bońkowski mówił o krzyżu drewnianym, który jest „największym odznaczeniem”, bo na „drzewie krzyża oddał życie Jezus” i o harcerstwie.
Historię cmentarza przypomniała Teresa Pawelczyk, w rodzinie której kultywowana jest pamięć o tym miejscu. Początki cmentarza w Czartorii sięgają 1888 roku, kiedy to we wsi szerzyła się śmiertelna choroba i dziesiątkowała miejscową ludność. Wtedy to jeden z majętnych mieszkańców wioski postawił dwa krzyże, które miały zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby. Jeden stanął na skraju wsi od strony Rybak, a drugi w miejscu w miejscu obecnego cmentarza. W tamtym czasie wokół niego pochowano kilka osób, ofiar zarazy. W 1916 roku pochowano tu także 2 rosyjskich żołnierzy, którzy zginęli na terenie Czartorii.
Podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku w Czartorii szablami ścięto głowy 36 młodym ochotnikom z 205. Pułku Piechoty spod Warszawy, którzy walczyli z sowietami pod Nowogrodem. Byli to młodzi chłopcy 16-18 letni, harcerze i studenci. Obowiązek uprzątnięcia ciał dostał sołtys wsi Adam Korytkowski, a on pochował ich w lesie, obok krzyża z czasu zarazy. „Z informacji przekazanych przez mojego dziadka wiadomo, że dwóch chłopców, spośród ochotników, udało się uciec spod sowieckiej szabli i udało się ukryć na podwórku sąsiadującym z gospodarstwem dziadka Adama” - wspominała Teresa Pawelczyk, z domu Korytkowska. W 1937 roku nieznani ludzie zjawili się we wsi i nikomu nie opowiadając ogrodzili miejsce dzisiejszego cmentarza drewnianym płotem. Miejscowi przypisują to tym ocalałym chłopcom.
Rok 1920 na trwałe związał to miejsce z rodziną Korytkowskich. Adam pieczę przekazał synowi Wincentemu, a on swoim dzieciom, m.in. Teresie. Ze wspomnień córki wynika, że w latach 70-tych XX wieku, jej ojciec Wincenty ustawił na grobach własnoręcznie zrobione brzozowe krzyże, a w 1974 roku wspólnie z innym mieszkańcem Janem Jankowskim wymienili rozpadający się płot na ogrodzenie z siatki. Z czasem w miarę możliwości Wincenty Korytkowski powymieniał te brzozowe krzyże na metalowe, stojące do dziś.
„Mój ojciec wielokrotnie bezskutecznie próbował zainteresować tym miejscem różne instytucje, państwowe jak i kościelne, w tym Instytut Pamięci Narodowej oraz Polski Czerwony Krzyż” - wspominała. Poczucie obowiązku jej ojca i chęć zachowania pamięci o poległych żołnierzach motywowała go do wyświecenia tego cmentarza i uznania za miejsce pamięci. Stało się to dopiero w 1992 roku, a dokonał tego ówczesny proboszcz ks. Marian Filipkowski przy udziale lokalnych władz i wojska.
„Wypełniając wolę mojego taty, dzięki nawiązaniu kontaktu z pasjonatami historii, których zaciekawiły dzieje tego miejsca, jednemu z nich udało się z dużą dozą prawdopodobności ustalić tożsamość 26 spośród pochowanych tu członków 205.PP”. Teresa Pawelczyk, która u różnych władz zabiegała o odnowienie cmentarza wierzy, że pamięć o tym miejscu pozostanie długo żywa, m.in. za sprawą 7. Drużyny Harcerskiej im. Kacpra Wielocha w Miastkowie. „To w was młodzi jest cała nadzieja” - mówiła kończąc swoje wystąpienie.
Przybyłe delegacje: harcerzy, władz gminy, działaczy wolnościowych i społecznych złożyli kwiaty i zapalili znicze. Wartę przy grobie bohaterów pełnili harcerze z Miastkowa i druhowie OSP.





































