Mogą ogrodzić park miejski i zamknąć na noc
- Rewitalizacja Parku imienia Jakuba Wagi dotyczy nie tylko remontu infrastruktury i drzewostanu. Przede wszystkim, chcemy ponownie ożywić tę przestrzeń, przywrócić ją społeczeństwu. Nie da się skutecznie tego uczynić, dopóki nie rozwiążemy problemu tysięcy gawronów i kawek, które stadami okupują tam drzewa, brudzą odchodami alejki i trawniki oraz uprzykrzają hałasem życie mieszkańcom - przekonywał wiceprezydent Andrzej Garlicki, prowadząc spotkanie około 15 osób o planowanym przedsięwzięciu na prawie 4 hektarach między ulicami: Wojska Polskiego, Ogrodową, Nowogrodzką i Zygmunta Glogera. Zadanie nie będzie łatwe ani tanie. Co się marzy urzędnikom...?
Wiceprezydent Andrzej Garlicki zaczął spotkanie w piątkowe południe w sali ratusza. Najpierw był w maseczce, jak większość uczestników konsultacji, lecz szybko maski pozdejmowaliśmy, aby móc swobodnie oddychać. Masa pomysłów od Sasa do Lasa była złożona ze spontanicznych wyobrażeń i kilkudziesięciu wypowiedzi mieszkańców, jakie zebrał w teczce tematycznej o Parku Jakuba Wagi (1800 - 1872), przyrodnika i autora opracowania o roślinach "Flora polska". Nauczyciel łomżyński, za którego życia w 1842 r. park założono, ma przy centralnym klombie pomnik z 1967. Mógłby się zdziwić, gdyby dyskutanci wprowadzili pomysły w życie - zabrakłoby miejsca na drzewa i kwiaty. Czasem pomysły powtarzały się w wypowiedziach z sali: budowa sceny do występów i koncertów, toalety publicznej, placu zabaw dla dzieci, siłowni dla młodzieży i starszych, fontanny na klombie, oczka wodnego i nawet strumyka, punktów poboru wody, instalacji nawodnienia trawników i rabat.
Wiceprezydent Garlicki zachęcał do dzielenia się pomysłami, powtarzając, że spotkanie nie ma na celu podjęcia decyzji o wyglądzie i inwestycjach w parku, tylko wypracowanie idei do przemyśleń.
Park linowy nad ogrodem japońskim
Z jednej strony, to stary park z historią ok. 180 lat, a z drugiej - zmiany nadadzą mu nowy charakter. Propozycje typu: ogród botaniczny, ścieżki edukacyjne z tabliczkami o drzewach i krzewach, rabaty dla przedszkolaków, aby miały cel spacerów i poletko doświadczalne do uprawy ojczystej ziemi, do nauki sadzenia flory polskiej. Zgłaszano altanki drewniane, ławki z daszkami, alejki zakochanych i zaczytanych. Nie zbrakło miłośnika ogródka w stylu japońskim, podającego przykład z Wrocławia, aż w ratuszu poczuło się majestat gór z kamienia i mórz z marzenia. Nasza Druga Japonia. Dyrektor Bernadeta Krynicka proponowała park linowy, muszlę koncertową i ścieżki z materiału jak w Parku Jana Pawła II na Osiedlu Południe. Jej zdaniem, w mniej widocznych miejscach mogą stanąć toitoi.
Kosmiczne koszty kutego ogrodzenia
W spotkaniu na temat przyszłości parku kilka wątków powracało. Alejki powinny być odnowione, zniszczony asfalt zdjęty, wymieniony na głównych traktach na kostkę, na bocznych w postaci żwiru i z ławeczkami. Kwiatów powinno być więcej, lecz nie mówiono o kosztach sadzonek ani ludziach do nasadzenia i odchwaszczania. Sugerowano kwiaty wieloletnie, nie wskazując gatunków, tak aby wnętrze przestrzeni wypoczynku było różnokolorowe cały rok. Oświetlenie powinno być stylowe, a ogrodzenie może też stylem nawiązać do ceglanego muru z elementami kutych prętów żelaznych. Niektórzy uczestnicy wspominali, że resztki ogrodzenia otaczały park jakieś 40 czy 50 lat temu, co skierowało naradę na ścianę dźwiękochłonną, pochłaniającą spaliny tirów i aut z Wojska Polskiego. Może podobną funkcję spełniłaby długa, mocna pergola bluszczu z odpornymi, gęstymi krzewami. Z braku funduszy - wiceprezydent Garlicki użył słowa "kosmos" na koszt kutego ogrodzenia wokół parku - może nawiązaniem do połowy XIX w. stałaby się brama wejściowa na od strony rogu ulicy WP z Ogrodową. Zastanawiano się nad ewentualnością zamykania parku wieczorem i otwierania rano, nad symboliczną opłatą za wejście na pokrycie kosztów funkcjonowania, siecią monitoringu...
Głos konserwatora zabytków i przyrodnika
P.o. kierownika Irena Iwaniuk z Delegatury WUOZ w Łomży mówiła, że rewitalizacja bliższa jest renowacji, restauracji obiektu w rejestrze zabytków (a nie modernizacji w potocznym rozumieniu), żeby przestrzeń parkowa przywrócić do funkcji społecznej. Zaproponowała analizę dendrologiczną, zbadanie wieku i zdrowia drzew, a dopiero potem projektowanie obiektów budowlanych. Wstępnie wskazała miejsce na ewentualny plac zabaw i siłownię - parcelę z budynkami i podwórkiem ZGM od strony Nowogrodzkiej i Glogera. Dodajmy, że stary park miejski powstał w epoce romantyzmu ok. 1842 r. jako ogród spacerowy. W innej epoce: kamienice przy Wojska Polskiego i Polowej były szykowne, niezrujnowane, od czego szczęśliwie odróżnia się wyremontowany z zewnątrz w 2020 r. budynek WP 15 / 17. Współczesną nazwę ówczesny Trakt Warszawsko-Petersburski nosi od 1956 r. Zabytkowy park miejski w kilkunastu ostatnich latach niszczał w szybkim tempie, bo postarzał się i może chorował drzewostan, zasiedlony przez gawrony i kawki. Odchody z gniazd powodowały, że mało rodziców z dzieckiem decydowało się na spacer. Do tego brudne i popękane alejki, łysiejące trawniki, rachityczny ciąg niegdyś reprezentacyjnych bzów nie przyciągały mieszkańców. Park był "przejściowy" jako skrót dogodny do pokonania dystansu między ulicami, prowadzącymi do I LO i "Wety" oraz ZSS. Wiceprezydent Garlicki zauważył, że choć zabytek, to "ma służyć mieszkańcom".

Półtorej godziny spotkania miało ciekawą warstwę informacyjną, dzięki wiedzy wiceprezydenta o realiach funkcjonowania miasta i wysypiska śmieci w Czartorii oraz wiedzy przyrodnika Mariusza Sachmacińskiego z Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Dyskutowali rzeczowo o trybie życia ptactwa, ograniczeniach prawnych likwidacji gniazd i szansie wyproszenie gości, nim nadejdzie okres lęgowy. Wiceprezydent Garlicki zapowiedział drugie spotkanie z przyrodnikami.
Mirosław R. Derewońko











