niedziela, 15 lipca 2018 napisz DONOS@

Kradzież bursztynu w łomżyńskim muzeum

40 lat temu mówiła o tym cała Łomża. W nocy z 29. na 30. kwietnia 1978 roku z siedziby Muzeum Okręgowego skradziono bursztynowe wyroby wycenione na ponad 100 tysięcy złotych i o jeszcze większej wartości artystycznej. – To nie był udany skok! – mówi Jolanta Deptuła, pracownik muzeum pamiętający tę spektakularną kradzież, dodając, że złodzieje przyszli po zupełnie inny, znacznie cenniejszy łup, ale go nie znaleźli, dlatego ukradli bursztyny. Złodzieje mieli jeszcze innego pecha - główny sprawca został schwytany podczas kolejnego włamania, a cenne bursztynowe zbiory po 45 dniach od kradzieży wróciły do łomżyńskiego muzeum, w którym można je podziwiać do dziś.

Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży niemal od początku istnienia było najbardziej znane ze zbiorów bursztynu. Stał za tym Adam Chętnik, który już w roku 1950 przygotował prezentację bursztynu, będącą pierwszą tego typu wystawą w Polsce. Od roku 1958 eksponowano go na wystawie stałej „Jantar – bursztyn z dorzecza Narwi Środkowej” w kolejnych siedzibach muzeum, a w roku 1978 był to już zbiór wyjątkowo cenny, liczący ponad 700 eksponatów, w tym wyroby artystyczne pochodzące z XVIII i XIX wieku. Tym większym szokiem była zuchwała kradzież tych zbiorów. Jak podawała „Gazeta Współczesna” włamywacze w siedzibie Wojewódzkiego Domu Kultury wyważyli kratę w piwnicy, drzwi kotłowni oraz na klatkę schodową, kolejne do sali widowiskowej, a na trzecim piętrze ukręcili kłódkę przy kracie i wyważyli drzwi do sali wystawowej muzeum. 
Tam ich łupem padło 160 przedmiotów z bursztynu o wartości ponad 100 tysięcy złotych. To prawie tyle samo ile kosztowało wówczas „marzenie” większości Polaków, Fiat 126P tzw. „Maluch”.
– Sprawcy wybrali to, co interesowało ich najbardziej, czyli bursztynowe wyroby, które można było ewentualnie spieniężyć – mówi Jerzy Jastrzębski, dyrektor Muzeum Północno-Mazowieckiego. – Zostawili narzędzia i inne obiekty, jakieś półwyroby, niezbyt cenne z ich punktu widzenia.
– Miałam wtedy dyżur i otwierałam muzeum – wspomina  niedzielę 30 kwietnia 1978 roku Jolanta Deptuła. – Klucze miałam w kieszeni, a tu patrzę, krata zabezpieczająca drzwi otwarta, drzwi również, a w środku jeden wielki bałagan! Zadzwoniliśmy na milicję, niczego nie mogliśmy dotykać ani sprawdzić, zresztą od nas, pracowników, też wzięto odciski palców. 
Okazuje się jednak, że włamywacze zabrali bursztyny tylko dlatego, żeby z przygotowanego dużym nakładem sił skoku nie wychodzić z pustymi rękami, bo tak naprawdę chcieli ukraść stare monety. 
– To była duża wystawa ze zbiorów muzeum i kolekcjonerów łomżyńskich, poświęcona monetom od XV wieku do czasów współczesnych – mówi Jolanta Deptuła. – Była u nas dwa miesiące, gabloty stały na korytarzu i nie wiem jak to się stało, ale dzień czy dwa przed włamaniem, razem z koleżanką Wiesią Pawlak, uznałyśmy, że rozbierzemy tę wystawę. Sprawcy przyznali się później, że przyszli po monety, ale jak okazało się, że ich nie ma – zabrali bursztyny.
Milicja Obywatelska wszczęła dochodzenie, ale bez większych efektów, chociaż już 2. maja na dachu szopy nieopodal WDK milicjanci znaleźli, porzuconą  podczas ucieczki włamywaczy, łyżkę do opon; wytypowali też potencjalnych sprawców kradzieży. Był wśród nich również faktyczny sprawca, ale na czas kradzieży w muzeum alibi zapewniła mu dziewczyna. 
Po tygodniu został jednak złapany podczas kolejnego włamania, udowodniono mu też okradzenie sklepu ZURiT, a podczas przeszukania jego domu przy Placu Żeglickiego odkryto bursztyny, zakopane na podwórku w workach po nawozach sztucznych i szmatach.
– Akta tej sprawy nie zachowały się, ale okazało się, że milicja przekazała nam dowody rzeczowe w sprawie, szmatę i fragmenty worka po nawozach – mówi dyr. Jastrzębski. – Do tej pory nie było to upubliczniane, ale okazało się, że pani Bronisława Naleśniak, zajmująca się wcześniej działem bursztynu, zachowała te obiekty. Dzięki temu znamy nazwisko głównego sprawcy kradzieży, bo przypuszczam, że było ich więcej – sam z takim włamaniem by sobie nie poradził.

Bursztyn znowu lśni pełnym blaskiem
Skradzione bursztyny wróciły do muzeum już po 45 dniach, ale w opłakanym stanie. Najbardziej ucierpiał pająk-żyrandol z bursztynu i słomy, ale inne eksponaty też wymagały renowacji.
– Tzw. warstwa zwietrzelinowa, czyli naturalna, nie poddała się działaniu tego chemicznego środka, którego resztki pozostały w workach, natomiast bursztyny szlifowane pod  jego wpływem zmatowiały – wyjaśnia Jerzy Jastrzębski. – Nastąpiła reakcja chemiczna i trzeba było je na nowo szlifować, bo inne zabiegi okazały się bezowocne.  
– Szkody były wielkie, bo pozachodziły jakieś reakcje chemiczne i musieliśmy później te bursztyny czyścić, moczyć, przeszlifować – dodaje Jolanta Deptuła. – Całe szczęście, że sprawcom nie przyszło do głowy zniszczyć tych największych, a zarazem najcenniejszych obiektów, żeby sprzedać je jako surowiec, bo to byłaby niepowetowana strata. Najważniejsze, że niczego nie zgubili, nic nie zginęło i udało się wszystko odzyskać. 
Od roku 1980 odnowiona wystawa „Bursztyn z dorzecza Narwi Środkowej” była prezentowana w  siedzibie muzeum przy ul. Krzywe Koło, a w grudniu 2015 roku otwarto jej nową odsłonę „Bursztyn w dorzeczu Narwi”. Obecnie Muzeum Północno-Mazowieckie posiada prawie 1300 przedmiotów – nie tylko bursztyn w różnej formie, ale też narzędzia do jego wydobywania czy dokumenty i ten zbiór cały czas powiększa się, mimo niewielkich możliwości finansowych. 
– Obecnie mamy jedną z najciekawszych kolekcji bursztynu w zbiorach muzealnych naszego kraju  – podkreśla Jerzy Jastrzębski. – Warto też wspomnieć, że gdyby nie ta kradzież, to w 1978 roku nasze zbiory miały pojechać na międzynarodową wystawę do Wenecji. Z oczywistych względów do tego nie doszło, ale potem były pokazywane w Mediolanie i w innych krajach. Nasz zbiór jest tak wartościowy głównie dlatego, że nie jest oderwany od całej reszty, stanowiąc całość z narzędziami do wydobywania czy obróbki, bo pokazujemy cały cykl: od surowca do gotowego wyrobu, w odniesieniu do terenu dorzecza Narwi.

Wojciech Chamryk

zobacz: Bursztyn z dorzecza Narwi - wystawa stała.

Foto: Dowód rzeczowy otrzymany z milicji obywatelskiej
Foto: fot. MP-M Łomża, B. Deptuła
Foto: Dowód rzeczowy otrzymany z milicji obywatelskiej
Foto: Dowód rzeczowy otrzymany z milicji obywatelskiej
Foto: Wystawa na starych fotografiach
Foto: Wystawa na starych fotografiach
Foto: Dowody rzeczowe

 
180410021817.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę