czwartek, 23 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

Łomżynianki jechały rowerami ponad 1400 km w upałach Azji

- Jak ten czas szybko leci: od chwili startu ponad trzy tygodnie temu mamy na liczniku ponad 1400 km – opowiada przez Internet z Kazachstanu Anna Łapińska, która z przyjaciółką Aleksandrą Zajk odważyła się wyruszyć na drogi i bezdroża Azerbejdżanu, Rosji i Kazachstanu. Przyjaciółki od 7 lat i absolwentki I LO w Łomży podróżują rowerem w Azji, ponieważ biorą udział w Światowym Bike Jamboree. Ich czwarty etap jest częścią 3-letniej 34-etapowej podróży dookoła świata. - Jesteśmy około 120 km od mety naszego etapu w Atyrau, miasta w zachodnim Kazachstanie. Będziemy tam jutro wieczorem i nocujemy w parafii chrześcijańskiej. Pojechaliśmy w 8-osobowej grupie wzdłuż pięknych brzegów Morza Kaspijskiego. Wytrzymujemy w potwornych upałach. Kąpiel bez strojów kąpielowych jest zakazana, czasami w długich spodniach i koszulach. Cóż, takie kraje i taka wiara...

Czwarty etap Bike Jamboree zaczął się w stolicy Azerbejdżanu Baku; przez Rosję w ok. 25 dni ma dotrzeć do Atyrau w Kazachstanie. Anna Łapińska (lat 23) z Kupisk Starych i Aleksandra Zajk (24) z Kozła koło Kolna jadą rowerami w składzie mieszanym: etapy z Polakami pokonują rowerzyści z krajów, w których odbywa się wyprawa. To sposób na przeżycie życiowej przygody i promowanie Polski w świecie, a przy tym polskiego harcerstwa i zdrowej formy aktywności. Turystyki, która nie niszczy spalinami Ziemi i nie zatruje ludziom środowiska, tak że nawet w małych miejscowościach nie ma czym oddychać. - Na pewno przekażemy pałeczkę sztafetową, mapę i rowery w najbardziej reprezentacyjnym miejscu Atyrau, a jeszcze nie wiemy, gdzie to będzie – mówi Ania. - Przekazanie rowerów będzie miało miejsce w sobotę. W niedzielę mamy lot powrotny do Polski przez Moskwę.

Gościnni i uprzejmi mieszkańcy Kaukazu.
Azerbejdżańska część projektu dobiegła końca i zostawialiśmy za sobą to piękne państwo i naszych świetnych kompanów szprychowych wojaży. Tofiq, Natiq, Ayxan, Ola: dziękujemy za towarzystwo, wsparcie w organizacji wszystkiego - Tofiq,  poczucie humoru - Ayxan, wspólne posiłki i gotowanie - Natiq, cenne porady i doświadczenie - Ola. Azerbejdżan zachwycił pejzażami, niesamowite, że w jednym państwie są tak odmienne, zachodami słońca, górami, ciepłym morzem, jeziorami... W tym kraju jest wszystko, co każdy może zapragnąć zobaczyć. Urzekł nas  ludźmi - dorośli i dzieci żywo zainteresowani naszą wyprawą i tym, kim jesteśmy, pozdrawiający nas nieustannie z samochodów, okien domów i poboczy dróg. To niezwykle miłe uczucie przybijać piątki w tracie jazdy z dziećmi stojącymi na skraju ulicy lub przemierzać wioski w eskorcie gromadki roześmianych maluchów na rowerach. Będziemy tęsknić za tym wszystkim i wiemy, że będziemy nieraz wracać do tych chwil w pamięci. Azerbejdżan, dziękujemy Ci za te wszystkie chwile i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś do Ciebie wrócimy i spotkamy się całym 8-osobowym składem Etapu 4. Pod koniec wyjazdu część z nas miała przyjemność nocować w ośrodku wypoczynkowych ochrony prezydenta Azerbejdżanu, a przed samą granicą z Rosją mieliśmy solidny maraton łapania gum. 6 gum, 4 rowery. Po walce z niewdzięcznymi oponami w dniu przekraczania granicy przekonaliśmy się, jak gościnni i uprzejmi są mieszkańcy Kaukazu. Po dotarciu do Dagestanu, republiki Federacji Rosyjskiej, dostaliśmy posiłek bez możliwości zapłaty, mimo wielu nalegań i próśb. Był to początek miłych doświadczeń! 

W hamaku wśród zieleni drzew nad Wołgą
W Derbencie, mieście z ponad 2000-letnią historią, czekał na nas Руслан Ордуханов. Nasz host Rusłan, przewodnik i powiernik rowerów KROSS. Nie spodziewaliśmy się tak ciepłego przyjęcia. Mieliśmy dach nad głową i mogliśmy poczuć się przez chwilę jak w domu, ale też pierwszy raz od dawna mogliśmy robić normalne pranie, nie takie w morzu czy rzece. Dostaliśmy przepyszny obiad i śniadanie, przygotowane przez wspaniałą żonę Rusłana, zwiedziliśmy miasto w jego towarzystwie i cieszyliśmy się rozmową z jego bystrymi synami. Dagestan okazał się przyjaznym i przychylnym miejscem: przez kilka dni z rzędu nie rozstawialiśmy namiotów. Każdego wieczoru znajdowała się osoba, która proponowała sama z siebie przenocowanie. Zastanawialiśmy się, czym zaskoczy Rosja i zaskoczyła - temperaturą i przeciwnym, silnym, stawiającym duży opór wiatrem. Tak gorąco nie było chyba nawet na azerbejdżańskiej półpustyni. To właśnie na dagestańskich, rosyjskich stepach przekonaliśmy się w pierwszych dniach po przekroczeniu granicy azersko-rosyjskiej, co to znaczy prawdziwa „żarka”. 10 km jazdy wydawało się męczące tak jak 100 km w normalnych warunkach. Zabudowania na horyzoncie niczym fatamorgana zdawały się tkwić nieubłaganie w tym samym punkcie, co wiele obrotów kół wcześniej, a czas dłużył się nielitościwie. Jedyne, co pomagało przeć do przodu, to widoki, zmienne jak nasze humory. Przez pierwsze 3 dni po granicy cieszyliśmy się widokiem gór Kaukazu z lewej i morza z prawej strony, majestatycznymi wschodami i zachodami słońca. Na kolejne kilka dni Rosja zmieniła oblicze na stepowe. Jak okiem sięgnąć, po horyzont nie było nic, tylko piasek, delikatnie, bardzo oszczędnie porośnięty niską roślinnością i prosta droga na Kazachstan - co też miało swój urok. Takiej przestrzeni dawno nikt z nas nie miał okazji poczuć. W ostatnich dniach wjechaliśmy w tereny rozlewisk i ujścia Wołgi. Tu Rosja zmieniła się w miejsce z mnóstwem zieleni i drzew, które witaliśmy z radością. Nareszcie: pierwszy raz mieliśmy możliwość wykorzystać hamaki, które niestrudzenie wozimy ze sobą w sakwach od trzech tygodni, w nadziei, że kiedyś je rozwiesimy. W końcu się udało!

Mirosław R. Derewońko

Foto: Anna Łapińska (lat 23) z Kupisk Starych i Aleksandra Zajk (24) z Kozła koło Kolna uczestniczki Bike Jamboree.
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0