czwartek, 23 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

12 zabytkowych lamp naftowych kupiło muzeum w Łomży

Po wielu latach przygód i tułaczek i po przeżyciu kilku wojen przybyły na koniec do Łomży, choć pochodzą z Paryża, Berlina, Wiednia albo i Nowego Jorku. Ważą od około 3 do 5 kilo, mają zwykle około metra wysokości, składają się z wielu elementów, projektowanych przez artystów i fachowo wykonanych przez rzemieślników kilku profesji: odlewników, metalurgów, szklarzy i zdobników. - Niegdyś nie było telewizorów ani komputerów, więc życie rodzinne skupiało się wokół stołu, nad którym wisiała lub na którym stała lampa naftowa, oświetlająca wnętrze salonu, pokoju czy kuchni – opowiada Tomasz Czyżewski z Muzeum Północno-Mazowieckiego w Łomży, które do zbiorów zakupiło 11 lamp naftowych stojących i jedną wiszącą. Nie ma takich pięknych nigdzie w mieście.

Kolekcja muzealna lamp naftowych w Łomży liczy około 170 eksponatów, ale żaden nie może datą być starszy niż rok 1853, kiedy chemik Ignacy Łukasiewicz we Lwowie zbudował pierwszą lampę naftową w świecie. Był to kolejny „efekt” destylacji i rafinacji ropy naftowej. - Chodziło o to, żeby uzyskać paliwo tańsze niż w lampach na olej, a takim była właśnie nafta – tłumaczy historyk sztuki i adiunkt muzealny w pracowni na drugim piętrze przy Dwornej 22. Lampa naftowa zwykle składa się z podstawy, do której przymocowany jest trzon z głowicą, na której opiera się klosz. Poniżej ma zbiornik na naftę z palnikiem. Przez palnik w dół przechodzi knot, czerpiący włoskami naftę, z góry wystaje kawałek na płomień. Pierwsze lampy dawały światło jasności kilkunastu świec, późniejsze miały siłę rozświetlania mroku wielokrotnie większą. Tomasz Czyżewski nie sprawdzał, czy lampy z muzeum świecą jasnym i równym blaskiem, z obawy o to, żeby nie uszkodzić palników, kloszy i wkładanych do ich środka szklanych rur, z obu stron otwartych, prowadzących płomień. Czasami na ich szczycie znajdowały się tzw. kopciuchy, nakładki zbierające sadzę, podobne do odwróconego spodka. Jednak opowieści o technice uzyskiwania światła ustępują miejsca pięknu lamp naftowych. Muzeum mogło sobie na nowe eksponaty pozwolić, dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 12 lamp zakupiono od kolekcjonera za 43 tysiące złotych. Ciekawostkę stanowi fakt, że 7 z nich zbieracz sam nabył od księdza Józefa Stankiewicza. Nieżyjący proboszcz parafii Łoje Awissa był wielkim miłośnikiem lamp naftowych, będących dziełami sztuki użytkowej. Kolekcja muzeum w Łomży pochodzi w większości ze zbiorów, odkupionych partiami od kapłana.

Rozkoszne dziecko i postawny młodzieniec
Artyści, mecenasi sztuki i kolekcjonerzy od tysiącleci zdawali sobie sprawę z tego, że można czas oszukać tworzeniem przedmiotów, mogących przetrwać twórców. Rzeźbiarz włoski Luca Madrassi (1848 – 1919) dotarł ze swoją dawno minioną sławą do Łomży wraz z projektem figury na jednej z lamp: Włoch w Paryżu spersonifikował Fortunę ze stopu cynkowego. Alegoria szczęścia, bogactwa i dostatku pochodzi prawdopodobnie z lat 80. XIX w. i podtrzymuje na cokole róg obfitości, zaś na nim klosz z rozchylonymi płatami jak u tulipana... Klasyczny wygląd drugiej lamp ciut przypomina dosyć smukłą kolumnę jak w świątyni greckiej z ozdobną głowicą kompozytową. Trzon kolumny i zbiornik na naftę zostały wykonane z mlecznego szkła (nie widać), a na powierzchni pomalowano ceglasto-czerwoną farbą. Na gładkiej, lekko lśniącej fakturze powtarzają się obrazki prostej chatki z zarysem góry w obłoku. - Znakiem rozpoznawczym może być szarotka, zapewne zboczu alpejskim – historyk pokazuje kwiat z centralnie układającymi się listkami. - Klosz jest najprawdopodobniej oryginalny, ze szkła rubinowego. Z zewnątrz gładka kula ma od środka jakby siatkę setek rombów: dawała efekt ozdobny i światło kameralne. Elegancka lampa powstała w warsztacie, firmie Rudolfa Ditmara w Wiedniu, być może, w latach 1870 – 1910. Zdaniem Tomasza Czyżewskiego, zrządzenie losu sprawiło, że do naszych czasów zdołała przetrwać lampa z majoliki, pełna delikatnych zdobień korpusu; na nim centralnie różowa figurka dziecka na tle lśniących promieni. Jasny, neorokokowy wazon korpusu, przypominający wazę grecką, z lampą jest dziełem z warsztatu Hugo Schneidera w Lipsku, datowanym na lata 1863 – 1900. Natomiast w Berlinie stworzono w pracowni Carla Holly neorenesansową, masywną lampę z ciemnego metalu: ornamenty, zawijasy, głowy kobiet i główki jak maszkarony: bardzo ozdobny i ponury w wymowie przedmiot do oświecania mroków pokoju i może cierpiącej duszy (okres powstania: 1884 – 1890)... Z firmy Loevsky & Loevsky w Nowym Jorku pochodzi wysoka jak lichtarz barokowy z mosiądzu złoconego lampa, nieprzedstawiająca nic oprócz samej siebie (1937 - 1960). Zupełnie odwrotnie jest z berlińskim, pełnym symboli i zagadek młodzieńcem (Car Holly, 1884 – 1895). Wdzięczny i zgrabny młodzian trzyma w lewej ręce długie pióro, łagodnym łukiem przebiegające przez plecy nad głowę; głowa smutno pochylona, pod nogą mini taran bojowy i hełm hoplity. To Apollo? Bohater? Albo piewca odwagi i heroicznej walki...? Każda z tych lamp ma historię, urodę i opowieść, jakiej mogą zazdrościć elektryczne następczynie. Co widziały różyczki z białego, kopulastego klosza lampy wiszącej Rudolfa Ditmara, 1880 – 1920?

Mirosław R. Derewońko

Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto: Tomasz Czyżewski
Foto:

 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0