poniedziałek, 20 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

Marika zaśpiewa w rodzinnej Łomży

Pochodząca z Łomży piosenkarka Marta „Marika” Kosakowska od lat odnosi sukcesu w polskim show-biznesie. Nagrywa płyty, występuje na największych festiwalach oraz w programach telewizyjnych, np. „The Voice Of Poland”. W Łomży, poza gościnnym występem w ramach projektu Panny Wyklęte i kilkoma piosenkami zaśpiewanymi podczas spotkania z młodzieżą w swej dawnej szkole, Marika nigdy jednak nie koncertowała. Za dwa tygodnie ma się spełnić to jej marzenie. - Dla mnie to będzie coś wielkiego. Trudno mi będzie powstrzymać wzruszenie. To będzie prawdziwa premiera… w domu – mówi Marika z którą rozmawiamy o koncercie, najnowszej płycie, i o tym czy jest trema przed występem przed najbliższymi.

Marta „Marika” Kosakowska (Fot. Formusic Management)
Marta „Marika” Kosakowska (Fot. Formusic Management)

Wojciech Chamryk: Jak dziwnie by to nie zabrzmiało, to koncert 29. stycznia będzie pani pierwszym pełnoprawnym występem w rodzinnym mieście.
Marta „Marika” Kosakowska: To prawda, wprawdzie sześć lat temu byłam bardzo blisko, grałam w Twierdzy Łomża. Tylko, że administracyjnie to jeszcze Piątnica, a nie Łomża, więc de facto szykuję się na debiut w rodzinnym mieście.

 Wreszcie! Czasem, kiedy mnie pytano, dlaczego nie śpiewam u siebie, śmiałam się, że mnie tu nie znają i nie chcą, że najtrudniej być prorokiem na własnej ziemi.

W. Ch.: Trudniej śpiewa się ze świadomością, że na sali są też członkowie rodziny, przyjaciele,  znajomi, dla których również będzie to wyjątkowy koncert?
Marika: Inaczej. Bo nie wchodzisz w buty divy, kogoś uwięzionego w jakimś przerysowanym wizerunku. W obecności rodziny jest się po prostu sobą. Nikogo się nie udaje, bo zostałoby się momentalnie zdemaskowanym i zawstydzonym, wystarczyłoby jedno spojrzenie w oczy mamy lub taty.

W. Ch.: Takie emocje i nawiązanie wręcz intymnego kontaktu ze słuchaczami mają pewnie duży wpływ na 
ostateczny rezultat tego, co udaje się pani wraz z muzykami stworzyć na scenie?
Marika: O tak, gdyby ludzie, którzy idą na koncert nie pragnęli intymnego kontaktu, włączyliby sobie DVD z koncertu albo zobaczyli go na YouTube. Tu chodzi o chemię między grającymi i słuchającymi. Obie strony bardzo się potrzebują i działają na siebie nawzajem. Poza tym na koncercie dzieje się tu i teraz. Każdy jest inny i wydarza się tylko raz i tylko tu i tylko z tymi, a nie innymi ludźmi. W tym tkwi siła żywego grania.

W. Ch: Okazja będzie tym bardziej szczególna, że najnowsza płyta „Marta Kosakowska” to materiał odmienny od wcześniejszych: muzycznie idący w kierunku nowoczesnego popu, tekstowo zaś bardzo liryczny. Skąd ta zmiana i na ile jest ona wynikiem zmian zachodzących w pani życiu?
Marika: Zmiana stylistyczna i wizerunkowa jest naturalną konsekwencją zmian duchowych i światopoglądowych, dojrzałości przystającej trzydziestopięciolatce. Dziś inne sprawy niż pięć czy dziesięć lat temu są dla mnie istotne. Ale kluczowa zmiana jest taka, że przestałam się bać, że bez krzykliwego wizerunku przestanę być widoczna. Przeciwnie, dopiero teraz wiadomo, co mam do powiedzenia.

W. Ch.: Elektronika, kwartet smyczkowy Fair Play Quartet, gościnny udział choćby Skubasa czy Grubsona – ciągły rozwój i poszukiwania zdają się wciąż być pani nadrzędną dewizą?
Marika: Człowiek uczy się całe życie. Wciąż odkrywam, jakie możliwości ma instrument, który mam wbudowany wewnątrz. Od kilku lat regularnie chodzę na lekcje śpiewu. Nie wyobrażam sobie jak, uprawiając ten zawód, mogłabym się bez tego obyć. To jest niezbędne, jak BHP. Poza tym, bez tego nie ma rozwoju, a jak nie ma rozwoju to można się położyć i umrzeć. Staram się lepiej pisać. Składać słowa i myśli w piękne pary, żeby dokładniej wyrazić to, o czym piszę i żeby poruszyło to tego, kto posłucha. Co do elektroniki i towarzystwa na płycie. Kiedy zaczynałam śpiewać, w czasie studiów w Poznaniu koncertowałam z kolektywem didżejskim specjalizującym się w elektronicznych brzmieniach - z Breakbeat Propagandą. To było 13 lat temu i od tamtej pory dużo się w muzyce elektronicznej zadziało. A ja w tym nie uczestniczyłam, bo siedziałam po uszy w reggae. Najpierw, wspominając moje drum’n’bassowe czasy, zrealizowałam projekt Marika Elektronicznie - zagraliśmy taką trasę koncertową i okazało się, że ludzie bardzo dobrze przyjmują mnie w tym wydaniu. To mnie dodatkowo zainspirowało, żeby wrócić do takich brzmień, ale współczesnych. Nawiązałam współpracę z ludźmi, którzy robią to dziś. Stąd m. in. Kwazar, Xxanaxx, Brainfreezer, Patryk Kraśniewski na moim albumie. Ze Skubasem i Grubsonem przyjaźnimy się od lat i wreszcie udało nam się zarejestrować razem trochę myśli i energii.

W. Ch.: Nowe piosenki będą pewnie podstawą programu koncertu w Łomży, ale czy zaśpiewa też pani wcześniejsze przeboje - „Piosenkę o Wojtku”?
Marika: Przede wszystkim przywieziemy jeszcze ciepły, nowy album w kompletnej formie. Smyczki brzmią tam pięknie, szlachetnie. Elektronika daje przeciwwagę, dzięki której koncert będzie miał elegancki, ale nowoczesny charakter. Zabrzmi saksofon, perkusja, instrumenty klawiszowe, elektroniczny bas. Pewnie zagramy „Moje serce”. Piosenki patriotyczne były ostatnio. Jeszcze nie opadł kurz.

Dziękuję za rozmowę.

Koncert Mariki odbędzie się w piątek 29 stycznia o godz. 19.00 w Centrum Kultury przy Szkołach Katolickich. Przedsprzedaż biletów prowadzą: MDK-DŚT, ul. Wojska Polskiego 3 i Galeria Pod Arkadami na Starym Rynku. Bilety w dniu koncertu: 50 zł (KDR: 40 zł) Bilety w przedsprzedaży: 40 zł (KDR: 30 zł)


 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0