niedziela, 19 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

Jak pod wiatą na targowicy wiało i lało, tak wieje i leje

- Zamontowaliśmy na jednym z przęseł plandekę, na której zawieszenie wyraził zgodę projektant hali targowej i wiaty przy ulicy Sikorskiego – informuje Arkadiusz Kułaga, dyrektor Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Łomży, które jest administratorem targowicy. - Zamontowaliśmy tę płachtę na razie na próbę, żeby sprawdzić, jak to będzie działało... Na prezydencie Łomży i urzędnikach kupcy nie zostawiają suchej nitki. Sami też są przemoczeni.

Elżbieta Kopańska
Elżbieta Kopańska
Woda na skrzynkach
Woda na skrzynkach
Woda na skrzynkach
Woda na skrzynkach

Dyrektor MPGKiM jest, w pewnym sensie, nawet zadowolony, że nadeszły chłody jesieni i zaczęło trochę więcej padać, ponieważ pozwala to jemu i jego pracownikom zobaczyć oraz posłuchać opinii użytkowników: zarówno sprzedawców, jak i kupujących. Zawieszona na próbę płachta kosztowała półtora tysiąca złotych, natomiast instalowanie podobnych wynalazków z trzech stron na obrzeżach wiaty mogłoby – według wstępnych kalkulacji – kosztować około 20 tysięcy złotych. - Ale decyzję podejmiemy dopiero w następnym tygodniu, pod warunkiem, że już zawieszona płachta przyniesie efekt. To znaczy: jeśli będzie chroniła przed zbyt silnym wiatrem i zacinającym z boku deszczem.

„Plandeka wisi, a woda na towar leci...”
Najgorsze przeczucia i obawy dyrektora spełniają się co do joty, jak w laboratorium. We wtorek, 23. września od poranka do godz 13. wiatr hulał na całego, a deszcz zacinał strugami przy temperaturze poniżej 10 stopni. Przemarznięci i przemoczeni kupcy odwiedziny dziennikarza z fotoreporterem 4lomza.pl wykorzystują jako okazję do wylania żalów i pretensji. Większość nie chce przedstawiać się z nazwiska, tłumacząc, że „Łomża jest mała i można komuś nadepnąć na odcisk...”. Jednak nie pozostawiają suchej nitki na prezydencie miasta Mieczysławie Czerniawskim, który obiecywał im przy różnych okazjach „ludzkie warunki do handlowania”. Narzekają, że wiatr zwiewa im towar ze stoisk, a strugi zacinającego ukosem deszczu dolatują nawet do drugiego rzędu od obrzeża wiaty, czyli około ssześciu metrów w głąb. Elżbieta Kopańska (lat 55) od ponad trzech dekad utrzymuje się z rodziną z handlu na targowicy warzywami. - Ja jestem dzisiaj już w trzeciej kurtce, bo dwie mi zmokły – narzeka, nie tracąc rezonu ani humoru, w odróżnieniu od pełnego wymówek sąsiada. - Na mój rozum, plandeka powinna jakieś pół metra, może nawet do metra być dłuższa i przezroczysta, żeby pod wiatą nie było za dnia jak w pieczarze. Deszcz wlewa się też między dachem a przęsłami. 
- To nic nie daje, to jakieś nieporozumienie, katastrofa – narzeka sąsiad pani Eli. - Oni robią to, co im się żywnie podoba, nawet jak to nie ma sensu. Nie potrafią zorganizować z nami zebrania, żeby ludzie razem zastanowili się, co jeszcze można tu zrobić przed zimą. Za moim stoiskiem plandeka wisi, a woda na towar i na mnie leci. Plandeka powinna mieć najmniej dwa metry i pleksi u góry. Nerwowy kupiec pokazuje metalową konstrukcję pod samym dachem wiaty, gdzie - jego zdaniem - można by przymocować przezroczyste tafle pleksi. Do nerwowej wymiany zdań zziębniętych ludzi dołączają się rolnicy, m.in., z Drozdowa, Niewodowa, Piątnicy, Żelechów, Bud Czarnockich oraz Łomży. - Niech pan napisze, że gospodarze rolni z Łomży i okolicy, handlujący w ostatnim rzędzie od torów, stawiają pod wiatą parasole, żeby chronić siebie i towar – prosi jedna z odważniejszych kobiet. - My tu od rana mamy i na straganach, i pod nogami mokro. Ciągle trzeba wodę wycierać...

„Trafiłam z deszczu pod rynnę...”
Kupcy nie znają jeszcze opinii, zamiarów ani decyzji dyrektora Kułagi z MPGKiM. Nie wiedzą, że żałosny skrawek szarej plandeki kosztował półtora tysiąca złotych, a okrążenie wiaty podobnymi po obrzeżach może kosztować około 20 000 zł. Tym bardziej, że „eksperymenty” z plandekami dzieją się za wiedzą i zgodą projektanta hali i wiaty, o którym kupcy targowicy mają jak najgorsze zdanie. Tak dobitne i dosadne, że nie sposób i nie wypada konkretnych sformułowań przytaczać. Janina Przestrzelska (lat 58) warzywami handluje od ponad ćwierć wieku: - Trafiłam z deszczu pod rynnę.  Zdaniem dyrektora, wymagania aerodynamiczne i meteorologiczne – żeby nie wiało i nie padało - sprzedawców spod wiaty spełnić mogłaby dopiero budowa ścian, wypełniających pustą przestrzeń pomiędzy filarami i przęsłami. Jednak to wymagałoby stworzenia nowego projektu budowlanego, zakładającego zabudowanie wiaty, czyli faktycznie przeprojektowanie jej na budynek hali. Koszty, takiego przedsięwzięcia mogłyby wzrosnąć, szacunkowo, przynajmniej dziesięciokrotnie do ponad  200 tysięcy złotych. Przypomnijmy, że to nie MPGKiM, lecz Urząd Miejski jest tam inwestorem...

Mirosław R. Derewońko
wsp. Mariusz Śliwka


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0