poniedziałek, 20 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

Więcej sklepów z alkoholem to większe spożycie i większy problem

- Zwiększenie liczby punktów sprzedaży ułatwi dostęp do alkoholu, a zarazem spożycie, młodzieży – w tym nieletnim, najbardziej podatnym na uzależnienie – mówi Paweł R. Kołakowski, superwizor, specjalista psychoterapii uzależnień i psycholog od ponad 30 lat, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień przy ul. Rybaki w Łomży. - Następstwem jest cierpienie całych rodzin, nie tylko tych, z których młodzi się wywodzą, ale również tych, które przyjdzie im w przyszłości zakładać.

Kiedy dowiedziałem się, że prezydent Mieczysław Czerniawski planuje przekonywać radnych, reprezentujących mieszkańców Łomży, żeby w mieście dwukrotnie zwiększyć liczbę sklepów z mocnymi alkoholami z 50 do 100, postanowiłem skomentować ten fakt nietypowo – paradoksalnie.  Jako dyrektor WOPiTU w Łomży „cieszę się”, że ja i zatrudnieni u nas terapeuci będziemy mieli o wiele więcej pracy. Jeżeli tylko Narodowy Fundusz Zdrowia zechce zwiększyć limity na leczenie alkoholików, to będziemy mieli przez najbliższe lata pełne ręce roboty. Super! Obecnie kolejki dla alkoholików na stacjonarne leczenie odwykowe w ośrodku wynoszą po ok. sześć, siedem miesięcy. Kolejka się wydłuży do ok. roku. Może samorządowcy, przerażeni zjawiskiem degradacji fizycznej, psychicznej i społecznej osób uzależnionych, podejmą decyzję o utworzeniu kolejnego ośrodka, skoro nasz pęka w szwach. Chcę szczerze podkreślić: jako dyrektor WOPiTU jestem wdzięczny prezydentowi i radnym Łomży, którzy w ubiegłym roku (po 20 latach naszych starań) zdecydowali o przekazaniu nieruchomości, co daje szansę na rozbudowę i zwiększenie liczby miejsc WOPiTU. 
To tyle komentarza od strony „plusów”, jakie przyniosłaby decyzja o zwiększaniu liczby sklepów z mocnymi alkoholami. Jednak jako terapeuta, pracujący od ponad 30 lat z osobami uzależnionymi od alkoholu, nie mam o pomyśle zwiększenia dostępności do alkoholu nic dobrego do powiedzenia. Zwiększenie liczby punktów sprzedaży ułatwi dostęp do alkoholu, a zarazem spożycie, młodzieży – w tym nieletnim, najbardziej podatnym na  uzależnienie. Następstwem jest cierpienie całych rodzin, nie tylko tych, z których młodzi się wywodzą, ale również tych, które przyjdzie im w przyszłości zakładać. Wiadomo, że będą to rodziny niestabilne, słabe, w pierwszej kolejności do rozpadu z powodu nadużywania alkoholu przez małżonka lub małżonków. Zjawisko to jest długofalowe i ma konsekwencje przez lata, ale skrótowo można je nazwać destrukcją, degradacją polskich rodzin. 
Po wprowadzeniu w życie decyzji o jeszcze większej dostępności alkoholu - choć w Łomży chyba dziecko wie, gdzie można kupić wino czy wódkę... - nas, terapeutów, czeka mnóstwo roboty, której i teraz nie brakuje. Nadmiar pracy nie smuci, jednak nie cieszy choroba i cierpienie tysięcy ludzi... 
W krajach skandynawskich dalej obowiązują ograniczenia liczby sklepów z mocnymi alkoholami, gdyż po zluzowaniu ograniczeń nie spadła liczba uzależnionych ani przestępstw osób pod wpływem alkoholu. Kwestia ograniczeń na wolnym rynku w kraju demokratycznym zawsze budzi różnorakie emocje, bowiem każdy powinien mieć prawo wyboru, co, gdzie i kiedy sprzedaje bądź kupuje. Ale zapomina się w emocjonalno-polemicznym ferworze, że alkohol wyklucza możliwość wyboru. Alkohol jest towarem szczególnym - jak broń, amunicja, substancje narkotyczne - i jego sprzedaż nieprzypadkowo podlega koncesjonowaniu. Aczkolwiek ograniczenie dostępu jest i tak iluzoryczne, skoro jest on do nabycia całodobowo w wielu punktach miasta oraz z dostawą do domu na telefon...
Nękane plagą nałogów społeczeństwo polskie w zbyt małym stopniu uświadamia sobie, jaką siłę mają tzw. wyzwalacze. Każdy punkt z szyldami i reklamami alkoholu będzie przyciągał wzrok i mamił, kusił, wabił... Stwarza to zagrożenie dla „naszych absolwentów” – pacjentów po przebytej terapii: robiąc codzienne zakupy, wbrew swojej woli, są narażeni na uruchamianie się objawów głodu alkoholowego. To skandal, że w w łomżyńskich supermarketach pakiety z piwem ustawia się między napojami orzeźwiającymi i gazowanymi, między sokami i wodami mineralnymi. Przecież to nic innego jak oswajanie dzieci, że pierwsze i drugie niczym się nie różnią, że jedne i drugie są tam tak samo „normalne”, chociaż wiadomo, że nie są! Najbardziej oburza mnie, gdy w sklepach ze stoiskami wydzielonymi, gdzie sprzedaje się od rana do nocy alkohole pod każdą postacią, zawsze  jest obsługa, a w kasach faktycznie spożywczych – nie...   Przecież w kolejce do kasy, czasem na kilka, kilkanaście minut staje dziecko i patrzy na te butelki..., na reklamy alkoholu... Na przykład, w USA nie wolno sprzedawać i podawać alkoholu osobom poniżej 21. roku życia. Również pracujący w dziale monopolowym kasjerka lub kasjer nie mogą mieć mniej niż 21 lat. I jest to dobre prawo.
Przerażają mnie te zabójcze dla trzeźwości narodu paradoksy wolności po 25 latach od 4. czerwca...  A przecież wygraliśmy tamtą walkę z komuną pod hasłem „Nie pij – w sierpniu w czasie strajków nie pili”. Któż to dzisiaj pamięta... Kiedyś nas rozpijał zaborca, okupant, a teraz... Prezydent Łomży zgłosił projekt, jego prawo, a radni podejmą decyzję, jaką będą uważali za „dobrą dla większości swoich wyborców” - mieszkańców naszego miasta. Może to już jest element kampanii wyborczej, skoro taki szaleńczy pomysł pojawia się jeszcze przed wyborami... Jedno jest pewne: w Łomży wzrost liczby sklepów z wódą i spirytusem do 100 nie zmniejszy liczby filaretów na Starym Rynku. Żebrzących włóczęgów, przestępców i ludzi bezdomnych na ulicach nie ubędzie. A przed sklepami spożywczo-monopolowymi i w wielu innych reprezentacyjnych miejscach miasta przybędzie osób żebrzących o złotówkę i żądających, wiadomo, na co... Nie zmniejszy ilości osób, zgłaszających się do pomocy społecznej po zasiłki, oraz ilości rodzin, cierpiących z powodu alkoholizmu w rodzinie.

Paweł R. Kołakowski
wysłuchał: Mirosław R. Derewońko


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0