piątek, 19 października 2018 napisz DONOS@
181011100540.png
180924102637.png
181006032236.gif
181008123620.png
181001100146.png
181012054326.gif

60 lat służby Bogu i ludziom

Kapucyn z Łomży o. Jan Bońkowski świętował w tym roku 75-lecie urodzin. Większość jego życia wypełniła, zgodnie z przyrzeczeniem harcerskim, służba Bogu, Ojczyźnie i ludziom. Aż 20 lat spędził na Białorusi, będąc tam duszpasterzem i organizując ponownie polskie harcerstwo. Kilka lat temu powrócił do rodzinnej Łomży i nie myśli o zasłużonej emeryturze, wciąż pracując i wydając kolejne książki. – Dzisiaj po 60 latach, gdyby przyszło mi stanąć ponownie przed wyborem drogi życiowej – też poszedłbym do kapucynów! – podkreśla o. Jan Bońkowski. – Nie żałuję tego wyboru, dostrzegam też, że dużo jest jeszcze do zrobienia – by być jeszcze lepszym i lepiej pracować!

O. Jan Bońkowski
O. Jan Bońkowski

10-letni Jan Bońkowski został ministrantem i harcerzem w 1948 r., nie wiedząc jeszcze, że dzięki temu zostanie w przyszłości zakonnikiem i kapłanem.
– Harcerstwo i służba ołtarza – ministrantura zaczęły się u mnie jednocześnie – wspomina o. Jan Bońkowski. – Z tym, że o harcerstwie myślałem już dużo wcześniej, bo będąc uczniem Szkoły Podstawowej nr 6 w Łomży podziwiałem, jak harcerze idą w szyku do katedry na mszę św. Kiedy zdałem do klasy piątej moja starsza siostra wzięła mnie do siebie na rok do Łodzi. Tam chodziłem do oratorium salezjańskiego gdzie była drużyna harcerska, prowadzona przez jednego z księży. Nie miałem śmiałości, by się do nich zgłosić, ale po powrocie do Łomży, gdzie kontynuowałem naukę w szkole podstawowej nr 1 na Rybakach, zostałem wreszcie harcerzem. Wtedy też zostałem ministrantem, bo większość kolegów z mojej klasy nie tylko należała do harcerstwa, ale byli też ministrantami u kapucynów.
Jednak nie każdy ministrant zostaje zakonnikiem – Jan Bońkowski zdecydował się na ten krok mając lat 17, w 1955r. 
– Będąc ministrantem przy kościele kapucynów przyglądałem się młodym zakonnikom – mówi o. Bońkowski. – Bo na wakacje przyjeżdżali tutaj klerycy, a ministrantów była wówczas duża gromada. Dlatego często graliśmy z nimi w piłkę, były wycieczki. 
I dostrzegłem u tych kleryków taką radość życia, połączoną z kulturą i duchowością. To przemawiało do mojej wyobraźni, bo to byli wspaniali ludzie i chciałem być taki, jak oni. 
Było mu tym łatwiej podjąć decyzję o wstąpieniu do zakonu, że ówczesne harcerstwo miało się nijak do tego, które pamiętał z opowiadań i wczesnego dzieciństwa.
– Były to już lata 50. i nie było to tak piękne harcerstwo, jak kiedyś – opowiada o. Jan. –Władze komunistyczne chciały je zniszczyć, przekształcić na wzór radzieckich pionierów czy komsomolców. Pamiętam swoje przyrzeczenie harcerskie pod pomnikiem Stacha Konwy w Lesie Jednaczewskim, gdzie na komendę mieliśmy przysięgać służbę socjalizmowi, deklarować sojusz ze Związkiem Radzieckim… Tupaliśmy na to nogami, prześmiewaliśmy się. Tak przyrzeczenia się nie składa, dlatego nie było to dla mnie żadne przeżycie i prawdziwe przyrzeczenie harcerskie złożyłem ponownie, będąc już w habicie. 
Kolejne lata o. Bońkowski spędził w różnych miastach, pracując jako katecheta, miał też udział w powstaniu parafii pw. Matki Boskiej Bolesnej przy klasztorze kapucynów w Łomży.
– Po święceniach kapłańskich w 1967 r. w Łomży byłem przez trzy lata katechetą  w Lublinie – wspomina o. Bońkowski. – Kolejne trzy lata spędziłem w Łomży. Wtedy to biskup Mikołaj Sasinowski zorganizował nowy punkt duszpasterski poza katedrą, wówczas jedyną parafią w Łomży, mimo istnienia innych kościołów. Ale biskup nie nazywał tego parafią, bo komunistyczne władze nie zatwierdziły wtedy parafii u kapucynów, dlatego byliśmy, razem z o. Gerardem Iwanickim, jakby proboszczami. Samodzielna parafia powstała dopiero na fali odwilży w 1979 r. z pierwszym proboszczem o. Mieczysławem Kowalikiem, również łomżyniakiem.

Harcerzem jest się zawsze!
– Kiedy wstępowałem do zakonu mając 17 lat, pomyślałem: a co będzie z moim harcerstwem? – wspomina o. Bońkowski. – I odkryłem, że w zakonie jest zupełnie jak w harcerstwie: praca nad sobą, dyscyplina, wszyscy tworzą taką wspólnotę. A prekursorem takiego trybu życia jest św. Franciszek, w którego ślady poszli Andrzej Małkowski i Baden Powell, który powtarzał: gdyby skauting miał być bez Boga, lepiej, żeby go nie było!
Dlatego kiedy tylko pojawiła się możliwość wyjazdu na Białoruś, by ponownie organizować tam wspólnotę kapucynów i polskie harcerstwo, o. Jan nie wahał się ani chwili.
– Na Białorusi przebywałem 20 lat z pomocą duszpasterską – mówi o. Bońkowski. – Pojechałem tam w 1989 r., kiedy tylko pojawiła się taka możliwość, kiedy otworzyły się granice. Zamieszkałem w Międzyrzeczu. Warunki były tam spartańskie, miałem pod opieką trzy parafie i nikogo do pomocy. Wiedziałem, że harcerstwo na Białorusi zostało zlikwidowane, ale miałem dziwny przypadek.
Przy kościele w Międzyrzeczu o. Bońkowski odkrył bowiem mogiłę zamordowanego przez sowietów w 1941 r. ks. Tomasza Kalińskiego, tamtejszego proboszcza i organizatora harcerstwa w przedwojennym Grodnie, a krótko po tym zetknął się z harcerzami. 
– Było to kiedy otwierano seminarium w Grodnie 1 IX 1990 r. – mówi o. Bońkowski. – W kraju, w którym mówiono dotąd, że nie ma Boga, a młodzieży nie można było wchodzić do kościoła, czego pilnowali komsomolcy, na pierwszy rok w seminarium zgłosiło się 40 młodych chłopców! Zauważyłem wtedy na mszy harcerza biegającego z aparatem i robiącego zdjęcia. Od niego dowiedziałem się, że zbierają się w jakimś klubie chemika na korytarzu i tam mają zbiórki. Zacząłem się z nimi spotykać i stworzyliśmy drużynę oficjalnie zgłoszoną władzom przez Związek Polaków na Białorusi. Trwało to jednak bardzo krótko, bo władze uznały, że na Białorusi nie może istnieć coś takiego, jak Związek Harcerstwa Polskiego, bo to jest Białoruś, a nie żadna Polska! Trzeba było zmienić statut i nazwę na Republikańskie Społeczne Zjednoczenie „Harcerstwo”. I harcerstwo pod taką nazwą bardzo tam się rozwinęło, chociaż przechodzi teraz poważny kryzys.
Na Białorusi o. Bońkowski był nieoficjalnym kapelanem polskich harcerzy, lawirując między potrzebami tamtejszych Polaków, łaknących ojczystego języka w czasie nabożeństw, a polityką władz, tępiących wszystko, co polskie. 
– Ludzie chcą  tam słyszeć w kościele polski język! – podkreśla o. Jan. –  Owszem, kilka razy odprawiałem mszę po białorusku, ale nie w swoim kościele – moi parafianie by mnie za coś takiego wyrzucili. Oni chcą polskiej mszy bo czują się Polakami, mimo tego, że nie zawsze po polsku rozmawiają. 
W końcu po 20 latach, naznaczonej licznymi utrudnieniami i szykanami władz, pracy duszpasterskiej i w harcerstwie, został zmuszony do wyjazdu z Białorusi.
– Do dnia dzisiejszego na Białorusi jest taka sytuacja, że kapłani z Polski są stamtąd usuwani, co roku po kilku – zaznacza o. Bońkowski. – Ja byłem tam dłużej, ale w końcu i na mnie padło. Nie dostałem po prostu zgody władz na dalszą działalność i musiałem wyjechać. Biskup mocno interweniował u władz, na jakiej podstawie mnie usunięto, ale niczego się nie dowiedzieliśmy. Od tamtego czasu trzy razy byłem na Białorusi, tak w odwiedziny, tak jak w zeszłym roku, kiedy minęło 100 lat od budowy kościoła w Międzyrzeczu, w którym tak długo pracowałem.
Obecnie o. Jan Bońkowski wciąż aktywnie działa w Łomży, a wspomnienia  z białoruskiego okresu swego życia zawarł w książce „Brązowym Szlakiem przez Białoruś”, wydanej wiosną tego roku przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. 

Wojciech Chamryk

180904082907.png

 
181010092959.png
180925044145.png
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę