środa, 16 października 2019 napisz DONOS@

Niewolnictwo w Łomży na miarę XXI wieku

„Tylko” 202 skargi na łomżyńskich pracodawców zgłosili w tym roku pracownicy do Państwowej Inspekcji Pracy w Łomży. Ponad połowa z nich dotyczy nieprawidłowo wypłacanych albo w ogóle niewypłaconych wynagrodzeń oraz pochodnych. Jedną czwartą stanowią skargi na przedsiębiorców za brak poświadczonej umowy o pracę albo za wystawianie umów „śmieciowych”. Inspektorzy PIP doskonale zdają sobie sprawę, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej w pełnym bezrobotnych mieście, gdzie o zatrudnienie bez znajomości i układów od kilkunastu lat było i jest coraz trudniej.

- Niestety, na „froncie” między pracownikami a pracodawcami spokoju ciągle nie ma – przyznaje bez wahania nadinspektor Stanisław Gołąbecki, kierownik oddziału PIP przy ul. Polowej w Łomży. - Żyjemy w trudnych czasach, gdy hula bezrobocie, a pracownicy są z góry na straconej pozycji w stosunku do swoich pracodawców i dlatego dzieje im się krzywda. Najwięcej skarg na miejscowych przedsiębiorców, jak wynika z kontroli przeprowadzonych w tym roku przez PIP, jest z powodu nieprawidłowości, związanych z wynagrodzeniami, ich nieterminowością lub wręcz ich brakiem. 
Czasem uciążliwa bolączka stałego braku gotówki dotyczy nie tylko zatrudnionych, ale także firm, zwłaszcza w branży budowlanej. Przedsiębiorcy zwykle tłumaczą, że nieterminowość wypłat bierze się z ich trudnej sytuacji finansowej, gdyż na czas nie płacą im kontrahenci. Jednak nierzadko górę nad rzeczywistym stanem – zwykle niejednego – konta bierze złośliwość czy nawet cwaniactwo biznesmena. Tak przynajmniej postrzegają to kontrolujący po skardze i rutynowo inspektorzy PIP.
- Zasadniczo pensje w Łomży są i tak niskie w stosunku do województwa i reszty kraju – zauważa nadinspektor Gołąbecki. - Brak pełnej wypłaty w normalnym terminie nasuwa proste pytanie: jak w Europie w XXI wieku można tak lekceważyć ludzi i traktować ich jak niewolników!
Wśród 114 skarg związanych z wynagrodzeniami 38 oznaczało niewypłacenie pensji lub obniżenie jej już po wykonaniu przez człowieka zadania. Pracownicy skarżyli się 26 razy za niezapłacenie im za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, zaś 14 razy – za pracę w godzinach nadliczbowych. Jest tajemnicą poliszynela, że nieterminowość wypłat u prywaciarzy stała się zjawiskiem nagminnym.
Przedmiotem drugiej grupy skarg jest stosunek pracy, czyli udokumentowanie, czego od człowieka oczekuje szef firmy i co w zamian za to oferuje. Gros z 41 skarg dotyczy braku umów o pracę w ogóle – znają to doskonale wszyscy, którzy pracowali na czarno. Protesty budzą także tzw. umowy śmieciowe. Za tym określeniem kryje się umowa cywilno-prawna: zlecenie lub o dzieło. Zdaniem nadinspektora PIP, są zdecydowanie tańsze dla pracodawcy, a dla pracowników niekorzystne. Dopiero wypadek czy nieuczciwość przy wypłacaniu wynagrodzenia mobilizuje pracowników do złożenia skarg w PIP. Jednak po części martwe i niedające się wyegzekwować przepisy powodują, że inspektorzy mają związane ręce. Nie mają uprawnień śledczych, więc w czasie kontroli słyszą od pracodawcy o skarżącym: „Ja tego pana nie znam”. Formalnie mogliby tego typu sprawy nawet i bez zgody pracownika zgłaszać do sądu, ale wtedy słyszą, że „chcą uszczęśliwiać ludzi na siłę”. 
Oddzielną grupę stanowią skargi o niewydanie świadectwa pracy. Przedsiębiorcy zwykle mają w tym interes: chcą odzyskać nieoficjalną pożyczkę czy zaliczkę albo odzyskać samochód służbowy.
- Pracodawca nie ma prawa uzależniać wydania świadectwa pracy od jakichkolwiek uwarunkowań, na przykład, że karoseria samochodu służbowego została zarysowana – podkreśla nadinspektor PIP. - Świadectwo musi być wydane od ręki lub doręczone w ciągu siedmiu dni pocztą albo kurierem.
Czasem biznesmeni nabierają naiwnych studentów: mówią wstępnie o możliwym stażu, gdy ktoś sprawdzi się po dwóch, trzech dniach „na próbę”. Próba trwa miesiąc czy dwa, a staż się rozpływa.
Oddzielny sektor spraw dotyczy legalności pracy, m.in., wówczas gdy bezrobotny zgłoszony w Powiatowym Urzędzie Pracy podejmuje ją, mimo obowiązku zgłoszenia w celu wyrejestrowania. I tych akurat jest prawdopodobnie najwięcej, bo interesu w zgłaszaniu nie mają ani pracodawcy, ani pracownicy. Dlaczego...? W razie kontroli mandaty PIP dla bezrobotnego wynoszą do 1 000 zł (a praktycznie 500 – 600 zł), natomiast dla firmy – od 1 000 do 3 000 zł. Firmy recydywistki, czyli przyłapane drugi raz na zatrudnianiu na czarno bezrobotnego z PUP, zapłacą mandat do 5 000 zł.

Mirosław R. Derewońko


 
190904015236.gif
180410021817.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę