sobota, 21 lipca 2018 napisz DONOS@

Kapitan Kazimierz Bazydło spoczął na starym cmentarzu w Łomży

- Odszedł od nas godnie, cicho i spokojnie, tak jak spędził życie w miłości do Polski i ludzi, w szacunku do otoczenia – tak nad grobem śp. Kapitana Kazimierza Bazydło (+95), zmarłego 27. lipca uczestnika kampanii wrześniowej 1939 r. i ostatniego w Łomży żołnierza 33. Pułku Piechoty, mówił podpułkownik rezerwy Ryszard Matuszewski. - Byłeś prawym człowiekiem, a obecność sztandaru 1. Łomżyńskiego Batalionu Remontowego świadczy, że byłeś patriotą i wzorowym żołnierzem Wojska Polskiego. Takim Cię zapamiętamy i takim pozostaniesz w naszych sercach...

Kapitan Kazimierz Bazydło (fot. archiwum)
Kapitan Kazimierz Bazydło (fot. archiwum)

Na mszy świętej i uroczystościach pogrzebowych na starym cmentarzu w Łomży modliło się około 50 osób, w tym jedyny syn Zmarłego Włodzimierz Bazydło (lat 63) z małżonką Grażyną. W imieniu łomżyńskich wojskowych przybyli, m.in., ppłk. Piotr Wolański, dowódca Garnizonu Łomża w latach 2009-2011, por. Karol Nicewicz i st. chorąży szt. Stanisław Żukowski. Zjawiła się wiceprezydent Łomży Mirosława Kluczek i prezydent miasta w latach 2002-2010 Jerzy Brzeziński. Eucharystię, w trakcie której przy trumnie śp. Kapitana Kazimierza Bazydło żołnierze zaciągnęli wartę honorową, sprawował ks. Marcin Loba. 

Sympatyczny piechur z nieodłączną laseczką
- Każdy ma przed oczyma sympatycznego starszego pana, który często w mundurze dbał, aby wszystkie uroczystości patriotyczne były przygotowane jak trzeba, rocznica wybuchu wojny 1. września czy wywózek na Sybir – opowiadał o Zmarłym ks. Marcin Loba podczas homilii pogrzebowej. - Będąc pięć lat w parafii Miłosierdzia Bożego widziałem, jak był u Komunii świętej. Dbał, aby na pierwszym miejscu był Pan Bóg, że jest najważniejszy, na drugim miejscu Ojczyzna... - Wspominał wojenne lata, żył sprawami wojska i jego problemami, nie było tygodnia, żeby nas nie odwiedził – opowiadał o Zmarłym ppłk. Ryszard Matuszewski. - Był krytycznym obserwatorem rzeczywistości społeczno-politycznej. Zawsze był honorowym gościem wojskowych imprez i uroczystości patriotycznych i religijnych. Nie korzystał z komunikacji ani z innego pojazdu. Był piechurem, któremu towarzyszyła nierozłączna laseczka.
Wiceprezydent Łomży Mirosława Kluczek nazwała weterana walk września 1939 r. „wspaniałym rycerzem”, „żywą legendą i lekcją historii dla najmłodszych pokoleń”.
- Nigdy nie odmawiał spotkania, szczególnie z młodzieżą, by opowiadać o trudnych czasach drugiej wojny światowej – stwierdziła wiceprezydent. - Dziękujemy Ci, Drogi Kapitanie, że byłeś z nami. Żegnamy Cię z wiarą, że dzieło Twe nie przeminie, że staniemy się jego godnymi kontynuatorami i przyczynimy się do upowszechniania wartości, które swoją postawą prezentowałeś.
Za wystawienie warty honorowej i odprowadzenie do grobu przez władze cywilne i wojskowe Łomży podziękował syn Zmarłego Włodzimierz Bazydło: - Ojciec miał skomplikowane i niełatwe życie przez wojnę i w latach komunizmu. Zawsze był prawy, miał zasady. To, czego rodzice go w dzieciństwie nauczyli, kultywował do ostatniej chwili: Bóg, Honor, Ojczyzna. I dodam – rodzina.

Kapitan Kazimierz Bazydło wspominał przed trzema laty...
- Zdrowie przez wojnę straciłem – mówił w redakcji 4lomza.pl, do której zachodził czasem z wieścią, na jaką to uroczystość właśnie się wybiera. - Najlepsze młode lata straciłem,  wojnę za drutami przesiedziałem... Ale i tak miałem łut szczęścia: na cmentarzu w Andrzejewie nie leżę... 
Kazimierz Bazydło urodził się w wigilię 1916 r. w domu rodzinnym przy ul. Włościańskiej w Piątnicy jako najmłodszy z sześciorga rodzeństwa. Uczył się w 7-klasowej szkole powszechnej w Piątnicy i 4-letniej szkole handlowej w Łomży („Papierosów nie paliłem nigdy, do kieliszka nie zaglądałem”). Po maturze w 1936 r. ukończył w Zambrowie Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty, podlegającą 18. Dywizji Piechoty, jako plutonowy podchorąży ze specjalnością armaty i ciężkie karabiny maszynowe. Wybuch wojny zastał go w okopach pod Kolnem, dwa kilometry od ówczesnej granicy. Walczył w tragicznej bitwie żołnierzy polskich z Niemcami pod Andrzejewem i Łętownicą. Po krwawej bitwie 12. i 13. września '39 r. trafił do niewoli w Niemczech. Po sześciu latach chłodu i głodu powraca do Łomży. Siwą głowę ma pokiereszowaną przez odłamki pocisków, blizny na prawym udzie i koszulę, pod którą na brzuchu ponad 70 lat temu była jedna krwawa rana.

Mirosław R. Derewońko
Fot.: Marek Maliszewski


 
180410021817.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę