wtorek, 25 września 2018 napisz DONOS@

Ania Golędzinowska zamiast jachtu woli kury

- Jestem nikim, tylko narzędziem Boga, aby przekazać Wam to, co On chce wam powiedzieć – mówiła 29-letnia modelka i prezenterka telewizyjna Ania Golędzinowska, która przyjechała do Łomży, aby opowiedzieć o szarym i smutnym dzieciństwie w Warszawie, przepychu życia VIP-ów w Mediolanie i nawróceniu w Medjugorie.

Ania Golędzinowska Fot. Paweł Malesa OFMCap / Kapucyni.pl
Ania Golędzinowska Fot. Paweł Malesa OFMCap / Kapucyni.pl
Fot. Paweł Malesa OFMCap / Kapucyni.pl
Fot. Paweł Malesa OFMCap / Kapucyni.pl
Fot. Paweł Malesa OFMCap / Kapucyni.pl
Fot. Paweł Malesa OFMCap / Kapucyni.pl

Zdarza się tak, że o modelkach - nie tylko polskich - staje się głośno, gdy wejdą w romans z kimś ze świecznika: podobnie było z Anią Golędzinowską, o której zaczęło się mówić, gdy kilka lat temu zainteresował się nią we Włoszech książę Wenecji; zaś potem siostrzeniec Silvio Berlusconiego. Zanim Ania zrezygnowała z zaszczytów, fortun i sławy świata, jej życie było przygnębiająco szare.

Ojciec alkoholik, matka...
- Z Warszawy pamiętam szare cementowe pudła bloków, moi rodzice byli biedni, ale byłam szczęśliwą dziewczynką do czwartego roku życia, kiedy urodziła się siostra, z którą musiałam dzielić się ubraniami, zabawkami i miłością rodziców – opowiadała modelka w kościele Ojców Kapucynów podczas spotkania z cyklu „Kuźnia wiary”. - Ojciec był alkoholikiem, człowiekiem o wielkim sercu, topiącym marzenia w butelkach wódki. Miałam 10 lat, gdy ojciec umiera, matka przyprowadza różnych panów. Jeden z nich zaczął się do mnie dobierać. Matka mi nie uwierzyła.
Zaczęły się ucieczki ze szkoły z paczką kolegów, bili się na ulicach, kradli, brali narkotyki. Babcia chciała dziewczynkę adoptować: „Źle ją potraktowałam, bo bałam się, że ona zostawi mnie jak wszyscy inni....”. Sięga po tabletki, próbuje się truć, ucieka ze szpitala: - Chciałam umrzeć, żeby pokazać, jak kochałam życie.

Wielka sława to horror
- Miałam szesnaście lat, gdy zaproponowali mi wyjazd do Mediolanu, gdzie miałam być modelką, ale dotarłam obok Turynu, zabrali dokumenty, wsadzili do garażu, zamienionego na lokal kategorii trzeciej, i pracowałam jako prostytutka – dawała świadectwo słuchaczom. - Tam był inspektor policji włoskiej, współpracujący z bandytami. Jeden chłopak, mój anioł stróż, pomógł mi uciec.
Nie chciała być ofiarą: wiedziała, że Bóg istnieje i że można przebaczyć. Ale została w Turynie, oczarował ją kolorowy świat pieniędzy, luksusowych samochodów, modnych ciuchów, alkoholu i kokainy. Pokochała Monte Carlo i Saint Tropez. Wyrzuciła do śmieci dotychczasowe szare życie.
Aż nagle... Nagle osiem lat temu przyśnił się jej starzec z białą brodą, przyszedł ostrzec, Aniu, co robisz. Poruszona była sceną po śmierci Jana Pawła II, gdy znajomi z show biznesu na książce z portretem papieża rozsypali kokainę i wciągali, pomyślała z przerażeniem „małpy”. Pół roku temu dostała inną książkę, gdzie zobaczyła starca ze snu. Mogła mu nadać imię. To był Ojciec Pio.

Droga Krzyżowa i głosy, głosy

- Kto potrzebuje Boga, gdy jest mu dobrze? - pytała jakby retorycznie i jakby z powagą modelka, która opisała swoje przejścia i przeżycia w wydanej rok temu we Włoszech książce „Ocalona z piekła”. - Boga potrzebujemy, gdy potrzeba nam łaski, gdy w naszym życiu jest źle.
Przedstawiona dwa lata temu wydawcy „Ocalonej z piekła” historia pięknej Polki, pokiereszowanej przez życie w ojczyźnie i na obczyźnie, sprawiła, że wydawca zaproponował jej pielgrzymkę do Medjugorie, gdzie ukazuje się ponoć Matka Boska i są fenomeny wirującego słońca. Uznała, że to się opłaci, w sumie to niewielkie wymagania za wydanie wspomnień: - Od szóstej do dziewiątej rano nic nie widziałam, nie słyszałam, nie poczułam – wspomina Ania. - Żadnej Matki Boskiej.
Po wahaniach i powątpiewaniach zdecydowała się wejść na pobliską górę Drogi Krzyżowej. I znów słyszy głos wezwania Ojca Pio: - Wybaczam wam, powiedziałam sobie i moje serce z kamienia rozsypało się na tysiące kawałków... I usłyszałam głos, Ania, idź do kościoła. Była pierwsza niedziela po Wielkanocy. Potem dowiedziałam się, że to niedziela Miłosierdzia Bożego...

Szczęście bez jachtu i makijażu
W telefonie ma dwa tysiące numerów znajomych celebrytów. Woli jednak siedzieć sama w domu, zastanawiając się, czy iść do kościoła, niż wybrać na przyjęcie z ludźmi show biznesu. Nie wkłada drogich sukienek, 14-centymetrowych szpilek, nie nakłada na twarz maski kosmetyków.
- Ważę dziesięć kilo więcej, ale jestem szczęśliwa – zapewnia z zapałem Ania Golędzinowska, której wspomnienia ukazały się po polsku. - Miało być dziesięć dni, a od dziewięciu miesięcy żyję u sióstr zakonnych w Medjugorie, gdzie przybywają tysiące pielgrzymów. Modlę się, sprzątam toalety, obieram ziemniaki i daję jedzenie kurom. I słyszę głos: „Musisz zostawić wszystko”.
Więc Ania zostawia służbę, ciuchy, sprzedaje samochód i mieszkanie w Mediolanie. Łomżyniakom przypomina, że trzy są warunki udanej modlitwy: przebaczenie, nieosądzanie i miłość bliźniego.

Mirosław R. Derewońko

180925105048.jpg

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę