(Nie)groźny pożar w Browarze Łomża
Sześć wozów strażackich i 27 strażaków gasiło przez kilkanaście minut pożar, który „wybuchł” w samo południe na olbrzymim placu magazynowym, gdzie przetrzymywane są skrzynki na butelki ze złocistym produktem łomżyńskiego browaru. Kiedy nad placem z działka wodnego lały się potężne bicze wody, załoga w sześć minut bezpiecznie przez bramę główną opuściła zakład.
- Taki epizod miał na celu sprawdzenie sprawności miejskiej sieci hydrantowej i wydolności wodnej hydrantów na ul. Poznańskiej oraz szybkości ewakuacji załogi – wyjaśnia starszy brygadier Jan Chludziński, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Łomży. - To ćwiczenia, które prowadzimy rokrocznie w największych zakładach w Łomży i w najbliższym regionie, m.in., w Gaspolu, Pepeesie i OSM Piątnica oraz w chłodniach w Jeziorku i Chojnach.
Ćwiczeniami w Browarze Łomża dowodził mł. bryg. Piotr Chentoszko, mający doświadczenie 15 lat gaszenia pożarów nie tylko w Łomży, ale także gigantycznych pożarów bezkresnych lasów w ubiegłym roku w Rosji.
- Wtedy mieliśmy warunki naprawdę ekstremalne i niebezpieczne, naprawdę na najgorszym odcinku – opowiada mł. bryg. Piotr Chentoszko, ocierając pot z czoła pod kaskiem. - A teraz trochę się zziajałem, bo musiałem wszystkiego dopilnować. Ale i tak nie było najgorzej, bo nie trzeba było odcinać linii wysokiego napięcia. Nasi strażacy błyskawicznie poradzili sobie z rozwinięciem węży i ich szczelnym podłączeniem, więc akcja przebiegła szybko i sprawnie. Dziękuję za służbę kolegom z PSP w Łomży i z OSP w Konarzycach, Piątnicy i Nowogrodzie.
- Ćwiczenia tego typu w terenie są nam bardzo potrzebne, bo pozwalają skutecznie przygotować się do rozmaitych zdarzeń, które mogą wystąpić w rzeczywistości – ocenia st. bryg. Ireneusz Denysiuk, komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Łomży. - Podczas takich ćwiczeń możemy wychwycić błędy, aby w realnej sytuacji ich nie powtórzyć.
Akcji gaśniczej w browarze przyglądali się przedstawiciele wszystkich służb, odpowiedzialnych za podejmowanie działań w groźnych sytuacjach, na czele z Krzysztofem Wróblewskim, kierownikiem Biura Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miejskiego w Łomży. Oni z kolei przed dwa dni odbywali ćwiczenia dowódczo-sztabowe, analizując hipotetyczny wyciek amoniaku z instalacji browaru. Określali zasady współpracy ze strażakami: policji, pogotowia ratunkowego, szpitalnego oddziału ratunkowego, delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, a nawet... powiatowego lekarza weterynarii. Z tym ostatnim dlatego, że wariantem rozwoju wydarzeń był zraniony koń, który zatarasował z wozem wjazd bramą główną browaru.
Mirosław R. Derewońko
Fot.: Marek Maliszewski















