"Czytam książkę, oglądam film i siedzę w internecie, albo oglądam film, siedzę w internecie i czytam książkę, albo siedzę w internecie, czytam książkę i śpię. Moje życie jest szare i nudne..." - ironicznie podsumowuje swoje urozmaicone wakacje w Łomży nastoletnia Monika. Takie stwierdzenie trudno jest uznać za wyjątkowe. Wśród odpoczywających w tym mieście uczniów, z pewnością znajdą się tacy, którzy przynajmniej raz doświadczyli wakacyjnej apatii.
Standardową formą rozrywki są spotkania towarzyskie. Chyba najczęściej odwiedzane przez młodzież (nieco starszą oczywiście) miejsca to dyskoteki, kluby i ogródki piwne. Alternatywnymi lokalami, okupowanymi w równym stopniu, są pizzerie i jedyny w mieście McDonald, gdzie w godzinach szczytu trudno jest nie natknąć się na kogoś znajomego. Na końcu tej krótkiej listy znajduje się miejsce każdemu znane aż nadto dobrze - plaża miejska. W pochmurne deszczowe dni, co prawda zupełnie bezużyteczna, ale wypchana po brzegi nawet w największe upały, mimo wszelkich niewygód, na jakie można tam natrafić. Warto zaznaczyć, że ostatnio miasto serwuje Łomżanom nową formę spędzania wolnego czasu. "Nowo otwarte supermarkety Lidl i Kaufland oferują raj dla zakupoholików, prześcigając się w promocjach i specjalnych ofertach dla stałych klientów... Cóż za wyborowa metoda na zajęcie czasu mało wymagających starszych pań i panów, którzy mogą teraz w łomżyńskim Lidlu zakupić wędkę za jedyne 29.99." - mówi osiemnastoletnia Justyna, po czym dodaje: "Nic więc dziwnego, że większość młodych Łomżan decyduje się na opuszczenie tego pięknego nadnarwiańskiego miasta...". Może rzeczywiście nic w tym dziwnego, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę tutejsze życie kulturalne. "Ani koncert Eweliny Flinty, ani Alicji Janosz nie spełniły moim zdaniem oczekiwań łomżyńskiej publiczności... a raczej skłoniły do stwierdzenia, iż władze miasta oszczędnie traktują budżet przeznaczony na wydarzenia kulturalne." - sceptycznie wnioskuje Justyna. "Kulturalni", liczący na wielkie wydarzenie mogą zatem zadowolić się tym, co jest, przyłączyć się do większości rozsianej po pubach, lub zaszyć się w domowym zaciszu, rekompensując sobie sezon ogórkowy dobrą książką albo filmem DVD.
Wszystkim, którzy mogą czuć się przybici wakacyjnym marazmem miasta, należą się krzepiące słowa, dające do myślenia: nie musi być nudno. Bierne czekanie na coś ciekawego i monotonię ciągle tych samych, oklepanych miejsc warto zastąpić własnymi, kreatywnymi pomysłami – wszystko tylko zależy od dobrych chęci.
SA