ŁKS bez punktów. Weszło wygrało w Łomży
ŁKS Łomża przegrał przed własną publicznością z KTS Weszło Warszawa 0:1. Gospodarze przez pierwsze pół godziny mieli więcej z gry i długo utrzymywali się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało pod bramką rywala. O zwycięstwie beniaminka zdecydował gol Fabiena Luvale w 39. minucie.
Początek spotkania mógł dawać kibicom ŁKS-u powody do optymizmu. Łomżanie częściej operowali piłką i próbowali narzucić rywalom swój sposób gry. Trener Maciej Tarnogrodzki dobrze oceniał zwłaszcza pierwsze pół godziny, zwracając jednak uwagę, że przewagi nie udało się przełożyć na sytuacje bramkowe.
– Jak się gra pressingiem, dominuje z piłką i nie udokumentuje tego bramką, to później jest ciężko – oceniał szkoleniowiec ŁKS-u. Jak dodawał, jego zespołowi zabrakło przede wszystkim „jakości z przodu, lepszego dogrania i lepszych decyzji”.
Znacznie konkretniejsi byli goście. Jeszcze przed zdobyciem bramki bardzo dobrej okazji nie wykorzystał Fabien Luvale, posyłając piłkę nad poprzeczką. W 39. minucie już się nie pomylił i jego trafienie, jak się później okazało, rozstrzygnęło spotkanie.
Po przerwie w końcówce ŁKS próbował odrobić straty. Było trochę dośrodkowań, podań w okolice pola karnego i prób konstruowania ataków, ale zbyt rzadko kończyły się one strzałami. Groźniejsze sytuacje stworzyło Weszło, raz gospodarzy uratował słupek. Łomżanie najlepszą okazję do wyrównania mieli dopiero w końcówce, kiedy przed szansą stanął Łukasz Kijek, który po zagraniu główką posłał piłkę nad poprzeczką.
– Przeciwnik wygrał zasłużenie, bo miał więcej sytuacji – przyznał Tarnogrodzki.
Szkoleniowiec zwracał też uwagę na młodość i brak doświadczenia części swoich zawodników. Dla takich graczy jak Kijek czy Jakub Moćkun regularne występy na trzecioligowym poziomie dopiero się zaczynają. – Wcześniej grali po 5–10 minut, a teraz 30–40. Mam nadzieję, że za kilka tygodni będzie to lepiej wyglądało – mówił trener.
Po dwóch kolejkach ŁKS pozostaje bez punktu. Na inaugurację łomżanie przegrali na wyjeździe z Pelikanem Łowicz 2:3, a teraz po raz pierwszy w sezonie musieli uznać wyższość rywala na własnym stadionie.




































