„Simulacrum Tour 2025” w Łomży
Druzgotor, Setheist i gwiazda wieczoru Aterra zagrały w Hali Kultury. Był to finałowy akcent trwającej od sierpnia trasy, zorganizowanej przez Aterrę, zespół wywodzący się z Ostrołęki i znany z programu „Must Be The Music”. Koncert zainteresował fanów różnych odmian metalu i połączył pokolenia, bo na sali byli nie tylko młodzież i ludzie w średnim wieku, ale też dzieci i seniorzy, podkreślający, że czegoś takiego nigdy jeszcze nie słyszeli.
W Hali Kultury rozbrzmiewa na żywo bardzo zróżnicowana muzyka, wśród której nie brakuje też różnych odmian rocka. W sobotni wieczór, dzień po koncercie w białostockim „Motopubie”, zawitali do Łomży warszawski Druzgotor, lubelski Setheist i formalnie warszawska Aterra, ale z 4/5 składu pochodzącymi z Ostrołęki. Był to ostatni z 13 koncertów w ramach „Simulacrum Tour 2025”, promującej album „Simulacrum” i trwającej od 8 sierpnia – weekendowej, bo te regularne grają już teraz tylko największe gwiazdy. Aterrę wspierało podczas tych koncertowych wojaży łącznie sześć zespołów, w Łomży zagrały grupy prezentujące różne spojrzenie na death metal.
Druzgotor to zespół doświadczony, istniejący blisko 25 lat i hołdujący bardziej klasycznej odmianie metalu śmierci, z odniesieniami do punka i grindu, ale też momentami bardzo ekstremalnej, opartej na blastach, siarczystych riffach i zdublowanych partiach wokalnych. Zespół nie unika w tekstach poważnych tematów, by przywołać antywojenny „Idi na ch…” czy „Dzieci w beczkach”, ale ma też poczucie humoru, wplatając w autorskie kompozycje fragmenty równie ostro podanych evergreenów, jak „Domowe przedszkole” i „Historia jednej znajomości” Czerwonych Gitar. Potrafi też przekonująco zwolnić (mocarna „Godzilla”) oraz okrasić swój siarczysty przekaz pewną dozą melodii („Dystans małej wojny”).
Po tym krótkim i bardzo energetycznym występie scenę opanował Setheist, stylowo grający death metal w bardziej melodyjnej odsłonie, nie tylko za sprawą wokalistki Wiolety Kowalczyk kojarzący się z Arch Enemy. Lubelski kwintet zaprezentował wybór materiału ze starszych wydawnictw, EP „The Flash Of Creation” i debiutanckiego albumu „They” sprzed ośmiu lat. Sięgnął też po trzy utwory z maxi „Tre colori”, będącego dowodem fascynacji włoskimi horrorami („Giallo”, „Rosso”) oraz hołdem dla mistrza suspensu Dario Argento, reżysera, który jest nie tylko prekursorem nurtu giallo, ale też twórcą wielu kultowych filmów, w tym „Suspirii” („Argento”). Nie zabrakło też nowych kompozycji, zapowiadających kolejny materiał: singlowego „1853” oraz premierowego „Doctor Death”, a gorąco przyjęty przez gęstniejącą z każdą chwilą publiczność zespół zagrał też bis, dynamiczny „Bad Meat”.
Grająca nowoczesny groove metal Aterra pokazała się z równie dobrej strony. Pod sceną nie brakowało zarówno tych, którzy poznali zespół niedawno, dzięki wykonanym w programie „Must Be The Music” utworom „Utopia” i „Głaz”, ale też pamiętających początki formacji w Ostrołęce i pierwszy album „All Born From Pain”. Grupa występowała już wcześniej w Łomży, poprzedzając w roku 2019, w klubie PopArt Miejskiego Domu Kultury-Domu Środowisk Twórczych, nieistniejący już The Sixpounder – co ciekawe ta formacja, podobnie jak Aterra, również doszła do półfinału programu „Must Be The Music”. Caruso i spółka ponownie potwierdzili, że ekstremalny zaawansowany technicznie metal może być jednocześnie przystępny, dzięki wyrazistemu groove, dopracowanym aranżacjom i sporej dozie melodii, co doceniła bardzo zróżnicowana wiekowo publiczność – najmłodsi uczestnicy koncertu mieli po kilka lat, najstarszy ponad 80, tak więc muzyka po raz kolejny połączyła w Hali Kultury kilka pokoleń. Aterra również nie unika w swych utworach poważnych tematów, choćby powstańczego zrywu stolicy w roku 1944 („PW”) czy możliwości wybicia się z mniejszego miasta (singlowa „Ostrołęka”), a energetyczny i bardzo udany, również dzięki świetnej realizacji nagłośnienia i oświetlenia, koncert zakończył bis, mroczny „Low”.
Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Rafał Mikołaj Krasucki/Hala Kultury








