Lodu unikaj jak ognia
W związku z rozpoczynającymi się feriami zimowymi na starorzeczu pod Siemieniem odbyły się ćwiczenia z ratownictwa lodowego. – Sam sprzęt i ekwipunek to za mało. Potrzebne są jeszcze dobre umiejętności – mówił wójt Piotr Kłys, który towarzyszył ćwiczącym.
Silne mrozy mogą dawać ludziom złudne poczucie bezpieczeństwa, że lód jest gruby. Owszem, bywa, ale nigdy nie mamy pewności, jaka jest jego grubość w konkretnym miejscu. Dlatego st. kpt. Kamil Cieślikiewicz, zastępca dowódcy jednostki ratowniczo-gaśniczej w Łomży, podkreśla: – Nie wchodzimy na lód. To pierwsza i najważniejsza zasada. Zwraca uwagę, że na ciekach wodnych, takich jak rzeki, grubość lodu potrafi zmieniać się z metra na metr. Obok 10-centymetrowej skorupy, która jest w stanie utrzymać człowieka, może być cienka warstwa lodu, która po prostu się załamie. Dlatego radzi, by na lód lepiej nie wchodzić.
Osoba wędkująca, zanim wejdzie na lód, powinna wyposażyć się przynajmniej w kamizelkę, ubranie wypornościowe, kolce, gwizdek, rzutkę oraz linkę, aby w razie zagrożenia móc sobie poradzić. Doświadczony strażak radzi, by słysząc pękający lód, położyć się i szeroko rozłożyć ręce oraz nogi. Chodzi o to, by rozłożyć ciężar ciała na jak największą powierzchnię. Jeśli znajdziemy się w wodzie, należy zachować spokój. Można zdjąć buty, a próbując wydostać się na powierzchnię, zawsze kierować się w stronę, z której przyszliśmy. – Skoro ten lód nas utrzymał, kiedy wchodziliśmy, to znaczy, że tam miał jeszcze nośność – zaznacza. Radzi też głośno wołać o pomoc – być może ktoś usłyszy. Jeśli uda się wydostać na lód, nigdy nie stajemy od razu na nogi, tylko czołgamy się albo turlamy w stronę brzegu.
W sytuacji, gdy widzimy osobę, pod którą załamał się lód, zawsze zaczynamy od wezwania pomocy. Pod numerem 112 dokładnie informujemy, co się stało i gdzie, jak najdokładniej, aby ratownicy mogli sprawnie dojechać. Próbę pomocy możemy podjąć, pamiętając o własnym bezpieczeństwie. – Najlepiej robić to przy pomocy czegoś, co mamy pod ręką. Może to być gałąź, kurtka, linka – cokolwiek, co „przedłuży” nam ręce i pozwoli nie wchodzić na lód – tłumaczy strażak. Dodaje, że nawet przy rzucaniu trzeba uważać, bo sami możemy zostać wciągnięci do wody, dlatego do takich działań należy podchodzić bardzo ostrożnie.
Przy 10-stopniowym mrozie około 50 druhów ćwiczyło wyciąganie osoby z lodowatej wody. – Skoro zaczynają się ferie, chcieliśmy przeprowadzić ćwiczenia z ratownictwa lodowego, żeby wszystkie jednostki mogły to sobie przećwiczyć – mówi komendant gminny OSP Gminy Łomża Marcin Ceran. W gminie jest osiem jednostek i każda z nich wystawiła do ćwiczeń pełny zastęp.
– Przez cały rok ćwiczymy ratownictwo drogowe, poszukiwawcze, wodne czy pożarnicze, a dzięki tej pogodzie mamy okazję przećwiczyć też ratownictwo lodowe – dodaje wójt Piotr Kłys. – Sam sprzęt nie wystarczy. Umiejętności są równie ważne. Jako wójt gminy i prezes wszystkich jednostek OSP apeluję do tych, którzy korzystają z pięknej pogody nad akwenami: uważajcie. Nie zabierajcie dzieci na lód, jeśli nie jesteście przygotowani. Lepiej go unikać, a taka ostrożność może nam wszystkim oszczędzić akcji ratowniczych.














