Przejdź do treści Przejdź do menu
czwartek, 10 września 2026 napisz DONOS@

Nic wyjątkowego. Felieton literacki

Fot. Rafał Mikołaj Krasucki
Fot. Rafał Mikołaj Krasucki

Łomża, choć nie jest miastem bez końca, potrafi codziennie wyglądać inaczej. Wystarczy wyjść z aparatem, zwolnić krok i spojrzeć uważniej. Uprawiam fotografię uliczną, z domieszką fotografii humanistycznej. Staram się łagodnie i bez pośpiechu zamieniać swoje patrzenie na miasto w fotograficzną dokumentację aktualnej rzeczywistości.

Spacery z aparatem określa i porządkuje sama przestrzeń miasta. Zmianą może być tylko pora dnia, która też narzuca swoją „ludzką objętość”. Wychodzę na ulicę, jakbym wychodził z siebie, ze strefy komfortu, tylko po to, aby spotkać się z czymś, co wielokrotnie widziałem, ale z nadzieją na coś zupełnie innego.

Bardzo lubię łomżyński dworzec. Jest najciekawszym miejscem do fotografii nieoczywistej. Wynika to z tego, że pełno tam osób przyjeżdżających i odjeżdżających. Działa perystaltyka autobusowego ruchu. Wszystko na czas albo z małym opóźnieniem. Widać oczekiwanie wśród ludzi, radość z powitania i smutek z odjazdów. Dodatkowo architektura dworca, ze swoim falującym dachem i wielkimi, świetlistymi cyframi oznaczającymi przystanki, tworzy miejsce wydzierające się z oczywistości. Wszystko tam się  jakoś komponuje odnajdując balans między dniem, a nocą.  Tylko moja częsta obecność może budzić niepokój.

Strażnik na dworcu autobusowym zaczyna coś podejrzewać. Łazi za mną, ale jeszcze trzyma dystans. Może brak mu odwagi, żeby zapytać, po co tak często tu spaceruję. Zerka na aparat i na mnie. Widujemy się dość często – prawie za każdym razem, gdy tam przychodzę. Ciekawe, co sobie myśli? Że jestem jakimś pomyleńcem, ruskim szpiegiem, a może kimś, kto statystycznie wyłamuje się z „persony” przeciętnego bywalca dworca autobusowego? Bo taki tam bywa, a ja zawsze wracam.

Ostatnio nie było też kierowcy autobusu do Wizny. Ten również ma pretensje, że fotografuję – krzyczy, że muszę mieć jego zgodę. Strasznie go to irytuje. Może po prostu nie lubi swoich zdjęć? A ja nadal to robię, wierząc, że ten anarchistyczny czyn ujdzie mi płazem i zrobię ciekawe zdjęcie.

Fotografuję pośpiech i oczekiwanie w poczekalni. Śmiech pijanych i krzyk radości tych, którzy dawno się nie widzieli. Nie oceniam, nie szukam kontrowersji. Przyglądam się. Dworzec w Łomży nigdy nie jest nudny.

Lubię też obserwować kolejki przed sklepami. Ogólnie zjawisko zapomniane, ale jeszcze jest. Jedną bardzo lubię. Kolejkę przed sklepem z tanią odzieżą na ulicy Wyszyńskiego. Ludzie przychodzą wcześniej, stają za sobą, rozmawiają. Działa przyciąganie między zakupami a prostą rozmową człowieka z człowiekiem. I nikt nie patrzy w telefon. Wszyscy mają sobie coś do powiedzenia. Mógłbym przysiąc, że słyszę opowieści o minionym weekendzie, o chorobie męża, historię o dziecku, które wypadło z piątego piętra i zostało bohatersko uratowane, o zaćmieniu słońca. Robię zdjęcie z daleka. Dokumentacja, z której jestem zadowolony, ponieważ postacie i sytuacja wydają się bardzo ludzkie. Wręcz przyjacielskie. Bliskie mojemu widzeniu naszej łomżyńskiej społeczności. Aż chciałbym widzieć ich więcej… więcej ludzkich kolejek.

Lubię też Al. Legionów. Młodych ludzi w kolorowych spodniach. Wakacyjne rozbawienia, krzyki, napięcia spowodowane burzą hormonów. Fotografuję ukradkiem i z tyłu. Lepiej być niezauważonym niż narazić się na nieprzyjemne sytuacje. A takowe bywają. Jak na przykład ta.

Widzę przed sobą chłopaka, którego mam za chwilę minąć. Pali papierosa. Robi to szybko, jakby się gdzieś spieszył. Pali do filtra. Pewnie ma żółte palce. Wygląda jakby nie miał ich więcej i musi wypalić ostatniego do cna. 

Dobry kadr – myślę. I robię zdjęcie. Dym z jego ust zasłania mu twarz. Sylwetka jest w ruchu. W tle żółte neony Media Expert.

– Ej (…) – dodatkowo pada przekleństwo typowe, pospolite, nierzadkie. – Czy ty mi zrobiłeś zdjęcie? Ej!

– Tak, zrobiłem – odpowiadam.

– Ej, a to tak można (…)?

Przekleństwo jest przerywnikiem, wyznacznikiem emocji, słowem zastępczym dla innych. Czasem może nawet dla tych miłych, tylko zależy od tego, czy wypowie się je czule.

– To fotografia uliczna, taka artystyczna – rzucam.

– Jaka?

– Artystyczna, uliczna fotografia – powtarzam.

– To znaczy jaka?

Pytanie, które daje szansę na wytłumaczenie. To dobrze. Z tego można się wybronić.

– To taka… jakby to powiedzieć… niecodzienna. Inna niż takie, jakie robisz telefonem swojej dziewczynie.

– Co ty gadasz? Pokaż.

I pokazuję.

Chłopak pachnie alkoholem i tytoniem. Masą tytoniu. Pachnie jak paczka papierosów. Jak mój nałóg sprzed 18 lat.

– I to jest artystyczne? Przecież ja tu idę.

– Idziesz, ale ciekawie palisz papierosa. I to mi się spodobało.

– To nie jest fotografia artystyczna. To wcale nie jest ładne. I nie jest to… jak ty powiedziałeś… jakaś fotografia niecodzienna.

– Dlaczego? – pytam, aby załagodzić sytuację, aby nie dostać w pysk.

– Dlatego, że ja (…) chodzę tędy codziennie. Rozumiesz? Codziennie. A to nic wyjątkowego!

Rafał Mikołaj Krasucki


 
 

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę