Rockowy weekend w MDK-DŚT
Rock w różnych odsłonach zabrzmiał w miniony weekend w MDK-DŚT. W piątkowy wieczór w klubie PopArt zagrały, parające się ekstremalnym metalem, Insidius i Yfel1710. W niedzielę było zaś coś dla starszej publiczności, dzięki występowi cover bandu Old Breakout Tadeusza Trzcińskiego, przypominającego kultowe utwory Tadeusza Nalepy i Breakout.
Reaktywacja rockowej sceny w Miejskim Domu Kultury-Domu Środowisk Twórczych stała się faktem. Dzięki temu Łomżę odwiedzają bardzo różne zespoły, tak jak w miniony weekend. W piątek zagrały dwa olsztyńskie zespoły, blackowy Yfel1710 i deathowy Insidius, czyli coś dla zwolenników ekstremalnego metalu.
Yfel1710, prowadzony przez znanego z Non Opus Dei i Narrenwind wokalistę i gitarzystę Klimorha, zaprezentował siarczysty black drugiej fali, niesiony blastową nawałnicą i oparty na mocarnych riffach. Grupa promowała najnowszy album „Black Metal Gnosis”, wybierając z niego zróżnicowane utwory „Witchcraft Commandemnt”, „Klatka na ludzi”, „Walka ludzi z człowiekiem, ilości z jakością” oraz tytułowy. Nie zapomniała też jednak o niedawnym splicie z Dominance „Zakon nienawiści” oraz wcześniejszych albumach „Willa wisielców” i „Zlatują się ćmy”, sięgając choćby po „Barczewskie noce”, „Bramę czaszek (ostatniego pacjenta zakładu)” oraz „Zbieracza ciał”.
Insidius, funkcjonujący krótko już na początku lat 90., zagrał bezlitosny, ale jednocześnie zaawansowany technicznie death metal; również oparty na piekielnie szybkiej i zarazem niezwykle precyzyjnej pracy perkusisty (znany również z Vader oraz innych zespołów Michał Andrzejczyk), intensywny i surowo brzmiący. W setliście przeważały utwory z najnowszego, doskonałego albumu „Vulgus Illustrata”, dostępnego na zespołowym stoisku, podobnie jak i wcześniejszy materiał, na LP i CD. Nie zabrakło jednak również kompozycji z drugiego, równie udanego albumu „Infamia”, program dopełnił „The Final Journey” z debiutu „Shadows Of Humanity”, a świetnie przyjęty zespół bisował.
W niedzielę zabrzmiała zupełnie inna muzyka, bo dzięki zespołowi Old Breakout można było cofnąć się o ponad 50 lat, do początków polskiego bluesa i blues rocka. Koncert pod hasłem „Tribute To Nalepa” przypomniał największe przeboje i najbardziej wartościowe utwory ojca polskiego bluesa. Ponad 55 lat temu można je było usłyszeć tutaj w oryginale, kiedy w październiku 1970 roku Breakout promował na koncertach drugi album „70a”, nie zapominając o materiale z debiutu „Na drugim brzegu tęczy”. W ostatnich latach Łomża ma zaś szczęście do cover bandów Breakout, ponieważ wcześniej ponadczasowe kompozycje Tadeusza Nalepy przypomnieli tutejszej publiczności Breakout Night, a w roku ubiegłym jego nowa odsłona Break Night. Tym razem pojawili się Old Breakout, zespół mający w składzie 82-letniego harmonijkarza Tadeusza Trzcińskiego (zagrał na czterech albumach Breakout i Miry Kubasińskiej, w tym na kultowym „Bluesie”) oraz basistę Macieja Bogusława Kubickiego, znanego z ostatniego wcielenia Breakout z przełomu lat 70. i 80.
Wsparci młodszymi, nieznanymi szerzej muzykami, weterani sprawnie zagrali szereg ponadczasowych utworów Nalepy, wybranych przede wszystkim z LP’s „Kamienie”, „Karate” i „Blues”, którego 55 rocznicę wydania Old Breakout celebrują podczas obecnej trasy koncertowej. Były też repertuarowe niespodzianki, w postaci solowych utworów Mistrza, wybranych z płyt „Sen szaleńca” oraz nagranej z Dżemem „Numero Uno” oraz z albumów Breakout, „NOL” i „ZOL” z drugiej połowy lat 70. Publiczność najżywiej reagowała jednak na te najbardziej znane utwory, jak „Oni zaraz przyjdą tu”, „Pomaluj moje sny” oraz zagrane na bis: evergreen nad evergreeny „Kiedy byłem małym chłopcem” i „Modlitwa”. Szkoda tylko, że Tadeusz Trzciński przedstawia wiele spraw w innym świetle i przeinacza/przemilcza fakty, opowiadając w zapowiedziach, że on zaczynał z Tadeuszem, a basista kończył, co w części pierwszej mija się z prawdą, ponieważ nie grał ani w Blackout, ani w pierwszym składzie Breakout. Twierdził również, że „Blues” jest pierwszą płytą Breakout, pomijając albumy wydane w latach 1969-1970 bez jego udziału, a klasyczne numery Nalepy nagrał z Old Breakout na nowo, żeby wreszcie zabrzmiały jak należy. Dziwnie wyglądało też wyświetlane na kotarze logo Old Breakout, gdzie pierwszy człon nazwy w scenicznym oświetleniu był właściwie niewidoczny i w oczy rzucał się tylko duży napis Breakout – to wszystko w połączeniu z wykonanym repertuarem sprawiło, że część uczestników koncertu była przekonana, że jest na koncercie Breakout, a nie cover bandu z udziałem jego dawnych, będących krótko w składzie muzyków, przypominającego kompozycje niepowtarzalnego twórczego duetu Tadeusz Nalepa – Bogdan Loebl.
Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Jerzy Chaberek/MDK-DŚT








