Każdy ma swoją Łomżę. Felieton literacki
Jak opowiadać o naszym mieście? To bardzo ciekawe i zarazem trudne dla mnie pytanie. Pewnie dlatego, że patrzę na Łomżę z perspektywy człowieka, który się tu urodził, wychował, pracował i pewnie przyjdzie mi tu umrzeć. Z drugiej strony bardzo szybko nasuwa się prosta podpowiedź: opowiadać dobrze czy źle?
Analiza wewnętrznej struktury miasta byłaby pewnie taka sama jak w wielu innych mniejszych miastach w Polsce. A ten felieton nie miałby wtedy najmniejszego sensu. Obraz powinien być szczegółowy. Opowieść rozbudowana, wspominająca o różnorodności łomżyńskiego życia. Powinna mówić o osobach samotnych, które codziennie zajmują ławki w parku i dla zwykłej, ludzkiej rozmowy kłócą się w kolejkach po chleb. O spóźnialskich trąbiących na siebie przy ulicy Piłsudskiego, droczących się z tymi, którzy próbują dotrzeć do jednostki wojskowej. Jedni nie mają gdzie zaparkować, a drudzy próbują ich wyminąć.
Przypominać, że gdzieś w centrum miasta, z samego rana, oprowadzana jest kolejna grupa seniorów, którzy dotarli tu pod koniec lata. W megafonie słychać głos przewodnika, który wspomina o Muzeum Północno-Mazowieckim, o jego skarbach, a potem pada rozkaz: „Tam też idziemy”.
Innym razem na lokalnym forum rozpętuje się burza po jednym niepochlebnym komentarzu. Padają słowa: „skandal”, „obraza”, „złodziej” i „kara”. Potem poniosło się to po mieście i teraz nie wiadomo, komu wierzyć, bo plotka ma tysiąc różnych twarzy. I pewnie coś w tym jest, że o dobrych rzeczach zapominamy szybciej, a te złe potrafią żywić się naszymi kompleksami przez miesiące. Ale to jakże ludzkie i zaraźliwe.
Po alejkach w Parku Jana Pawła II wieczorami poznają się ludzie z psami, a ci, którzy przychodzą rano, udają, że już się nie znają. Jedynie łomżyński dziennikarz-obserwator skrupulatnie wyciąga stamtąd nasze lokalne przywary, tworząc z nich memy, które są zabawne, ale jednak nikogo nie wyśmiewają.
I tak sobie myślę, że Łomża nie jest miastem wielkich barykad. Jest miastem małych podziałów. I bez żadnego monumentalizmu i przerostu treści stare ściera się z nowym. Opinię o tym, że w Łomży nic się nie dzieje, kontruje stwierdzenie: „Przecież tak dużo robimy!”. Ciężko pracujący w ciągu dnia nie mogą dostać darmowych biletów na koncert, bo seniorzy są szybsi. A jedni i drudzy chcą dostępu do kultury.
Miasto po prostu czasami dławi się złymi emocjami. A to może prowadzić do nieprawdziwego obrazu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że nasze miasto jest piękne, a inny, że idealizujesz. Że jest niepokoszone, a inny, że narzekasz. Że dalsza część bulwarów pochłonęła drzewa i zarośnięte ścieżki, ale za to będziemy mieli romantyczne lampy i spacery przy wiosennej Narwi.
Każdy z nas ma własną Łomżę. Każdy może opowiedzieć o niej swoją historię. I jestem pewny, że wiele z tych historii byłoby dobrych. Bo tu urodziły się nasze dzieci i stąd wyjechały w świat. Tu wrócili z Anglii emigranci z lat 90. i próbują budować swoje biznesy. Tu nadeszła nasza starość, która mimo wielu trudności jest zauważalna i potrafi jeszcze nieźle zatańczyć. Ci, którzy z Łomży odlecieli do USA, z rozżaleniem, ale i z ogromem dobrych wspomnień, komentują archiwalne zdjęcia miasta na profilu Muzeum na Facebooku.
A my, którzy tu mieszkamy, za bardzo ją znamy, aby ją bezwarunkowo kochać, i za bardzo kochamy, aby przestać na nią narzekać.
Rafał Mikołaj Krasucki