piątek, 18 sierpnia 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Dwie twarze ŁKS-u

Tylko jeden punkt wywalczyli w starciu z Jagiellonią II Białystok piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926. Podopieczni trenera Mateusza Miłoszewskiego po pierwszej znakomitej połowie prowadzili 2:0, ale w drugiej zagrali bardzo słabo i dali sobie strzelić dwa gole.

Oliwer Wienczatek broni uderzenie Patryka Klimali z rzutu karnego
Oliwer Wienczatek broni uderzenie Patryka Klimali z rzutu karnego

W pierwszej połowie spotkania rozgrywanego w sobotnie popołudnie nic nie wskazywało na to, że gospodarze mogą mieć jakiekolwiek problemy odniesieniem zwycięstwa. Ełkaesiacy grali szybko, nieustępliwie i co bardzo podobało się łomżyńskiej publiczności stwarzali sobie bardzo dużo dogodnych okazji do zdobycia gola. Już w drugiej z nich celnym strzałem popisał się kapitan, Przemysław Olesiński i w 12. minucie dał prowadzenie swojemu zespołowi. Strzelona bramka ani na moment nie odebrała ochoty do gry gospodarzom, którzy cały czas dążyli do podwyższenia wyniku. Do mniej więcej 30. minuty obrona Jagiellonii spisywała się nieźle, ale ostatni kwadrans dostarczył kibicom ŁKS-u bardzo dużo pozytywnych emocji. Co rusz na bramkę strzeżoną przez Krzysztofa Karpieszuka sunęły ataki raz prawą raz lewą stroną boiska. Przed szansą na kolejne gole stanęli Olesiński, Rafał Grabowski i Marek Kaliszewski. Duży aplauz wzbudził szczególnie rajd tego ostatniego z 36. minuty. Grający na lewej obronie doświadczony zawodnik przebiegł z piłką dobre 30 metrów mijając po drodze kilku rywali i będąc przed polem karnym Jagiellonii oddał strzał, ale niestety piłka minęła słupek białostockiej bramki. Chwilę później Kaliszewski popisał się dokładnym dośrodkowaniem z rzutu rożnego, a Brazylijczyk Melao uderzył w słupek. W 39. minucie było już jednak 2:0. Ponownie z narożnika boiska piłkę dorzucał Kaliszewski, ale obrońcy gości zdołali ją wybić przed pole karne. Tam jednak czekał niepilnowany Damian Gałązka, który bez namysłu uderzył lecącą futbolówkę pokonując bezradnego Karpieszuka. Tuż przed przerwą łomżanie mieli jeszcze dwie dobre okazje do zmiany wyniku, ale strzały Gałązki i Olesińskiego okazały się niecelne.
To, co stało się w drugiej połowie było niezrozumiałe chyba dla wszystkich osób sympatyzujących z ŁKS-em. Nagle z zespołu, który totalnie dominował na boisku nie zostało nic. Ełkaesiacy zupełnie oddali pole gry rywalom licząc chyba na to, że nic im się nie może stać. Ale niestety dla nich, ambitnie grająca młoda drużyna Jagiellonii zwietrzyła swoją szansę i od początku przystąpiła do ataku. Pierwsze ostrzeżenie przyszło już 6 minut po wznowieniu gry, kiedy to umiejętności bramkarskie Oliwera Wienczatka sprawdził Patryk Klimala. Tym razem górą był golkiper gospodarzy. W 57. minucie obaj zawodnicy ponownie stanęli ze sobą oko w oko po tym jak jeden z piłkarzy z Łomży dotknął piłki ręką we własnym polu karnym, a sędzia podyktował jedenastkę. Na szczęście dla miejscowych także i w tym wypadku lepszy okazał się bramkarza ŁKS-u chroniąc swój zespół przed utratą gola. Trzy minuty później Wienczatek był już jednak bez szans po tym jak... z rzutu karnego pokonał go Dawid Polkowski. Chwilę wcześniej źle we własnej szesnastce zachował się Gałązka, który sfaulował jednego z rywali, za co obejrzał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Ostatnie pół godziny łomżanie musieli radzić sobie w osłabieniu. Na domiar złego w 61. minucie defensywa gospodarzy popełniła kolejny błąd. Po raz drugi w tym meczu arbiter zauważył zagranie ręką we własnym polu karnym zawodnika ŁKS-u i po raz trzeci wskazał na "wapno". Do piłki ponownie podszedł Polkowski i po raz drugi nie dał szans Wienczatkowi. Po tej sytuacji kibice łomżyńskiego klubu mieli duże pretensje do sędziego, ale trzeba obiektywnie przyznać, że wszystkie trzy rzuty karne podyktowane zostały prawidłowo, a wina za ich sprokurowanie leży tylko i wyłącznie w postawie zawodników gospodarzy.
Mimo gry w osłabieniu łomżanie do końca próbowali odwrócić losy spotkania. Najbliżej celu był w 74. minucie Kaliszewski, który po wejściu w pole karne strzelił w słupek. Swoją bardzo dobrą okazję mieli też białostoczanie, ale piłkę lecącą od bramki po strzale Klimali z linii bramkowej wybił obrońca ŁKS-u i w efekcie spotkanie zakończyło się remisem 2:2.
-  Uczulałem zawodników się w przerwie, że dwubramkowe prowadzenie z takim młodym zespołem jak Jagiellonia to jeszcze nie koniec meczu i trzeba koniecznie poszukać trzeciego gola. Wtedy rywale na pewno by się już nie podnieśli. Niestety w drugiej połowie daliśmy się zepchnąć do głębokiej defensywy i popełniliśmy błędy niedopuszczalne na żadnym poziomie rozgrywek. Można powiedzieć, że podaliśmy rywalom dwie ręce i sami wyciągnęliśmy ich z dołka, w którym byli po pierwszej połowie. Szkoda, bo powinniśmy to spotkanie spokojnie wygrać – powiedział trener ŁKS-u, Mateusz Miłoszewski.
Punkt zdobyty w starciu z Jagiellonią, a także korzystne wyniki meczów drużyn również walczących o utrzymanie spowodowały, że ełkaesiacy na dwie kolejki przed końcem sezonu zapewnili sobie ligowy byt. W kolejnym meczu, który zaplanowano na piątek, 9 czerwca o godz. 18.00 zmierzą się na wyjeździe z ŁKS-em Łódź. Wcześniej, bo już w środę, 7 czerwca w Grajewie powalczą z miejscową Warmią w finale Okręgowego Pucharu Polski.

is

cz
pon, 05 czerwca 2017 14:03

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0