środa, 20 września 2017 napisz DONOS@

Goniec oskarża o dyskryminację Urząd Miejski w Łomży

Półtorej godziny trwała rozprawa w drugiej sprawie, jaką goniec miejski – znany z „pracy z smsa” - wytoczył Urzędowi Miejskiemu. Prezydent miasta Łomża Mariusz Chrzanowski w sądzie się nie pojawił, lecz wyznaczył na swojego reprezentanta sekretarz miasta Tamarę Małachowską. Szkopuł prawny w tym, że zeznawała jako świadek w pierwszej sprawie wytoczonej przez gońca: o zaległe przez 9 miesięcy pracy premie i używanie własnego samochodu do rozwożenia korespondencji. Po niespełna 3 miesiącach jako reprezentant prezydenta zmieniła jedno z zeznań o 180 procent: jako świadek „nie wiedziała” nic na temat skarg związków zawodowych na gońca, a jako strona znała je ze szczegółami. Sędzia postanowiła odświeżyć pamięć wszystkim 12 świadkom przesłuchanym wcześniej.

Proces z powództwa gońca miejskiego - o zaległe premie i używanie swojego samochodu do celów służbowych – zaczął się pod koniec października 2017, a dotyczył okresu od lipca 2015 do kwietnia 2016. Druga rozprawa w połowie stycznia gromadziła 12 świadków, w tym jako strona występował prezydent Mariusz Chrzanowski. Wyjaśniał, że goniec – tu cytat - „Wielokrotnie informował mnie o pracy, zostawiał w sekretariacie informacje”. Jednakże tamtą sprawę sędzia Marta M. Sulkowska zawiesiła do czasu rozstrzygnięcia nowej - o dyskryminację, ponieważ tak wnosiła obrończyni gońca. W środowe popołudnie, 10. maja,  sędzia i pełnomocnicy stron początkowo zgadzali się, że mogłyby zostać uwzględnione poprzednie zeznania świadków, a ponownie należy przesłuchać trzy urzędniczki, dokonujące ewidencji listów i korespondencji urzędowej, oraz kierownika biura obsługi mieszkańców, ówczesnego przełożonego gońca. Jednak w sprawie o dyskryminację gońca w pracy orzekał skład 3-osobowy, tj. z ławnikami, gdy ponadto kolejne wyjaśnienia gońca i reprezentantki prezydenta mnożyły pytania i wątpliwości.

Co to jest dyskryminacja w Łomży...?
Sędzia chciała ustalić, jak dyskryminację w tej sprawie pojmuje pełnomocnik gońca mecenas Anna Olender. Określiła to jako „niezasadne obniżenie przysługującego gońcowi wynagrodzenia, wbrew regulaminowi pracy” w UM Łomża, niewypłacania premii w wysokości 50 procent miesięcznego wynagrodzenia, nierzetelne dane w liczeniu korespondencji noszonej przez gońców, brak w pasku bankowym informacji o premiach, zaliczce na poczet podatku dochodowego oraz za  wysługę lat. 
Mecenas Mieczysław Jagielak, prawnik Urzędu Miejskiego, stwierdził zaś, że „naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu nie było” oraz „nie naruszono zasady wypłaty wynagrodzenia minimalnego”. Widać było wyraźnie, że i stronom, i sądowi brakuje kompetentnej osoby, mogącej odpowiedzieć, na przykład, ile wynosiła wtedy stawka dla 3. grupy zaszeregowania pracowników samorządowych: 1040 zł czy 1400 zł. Słowo „chyba” pojawiało się niepokojąco często na ustach prawników... Tego typu kruczków pojęciowych i faktograficznych było całe mnóstwo, włącznie z próbą ustalenia, jak faktyczne wynagrodzenia gońca miały się do sum, zwanych wynagrodzeniem, wynagrodzeniem minimalnym czy wynagrodzeniem zasadniczym. Nie tylko goniec z gmatwaniny chaotycznych liczb i pojęć mógł – jak stwierdził kilkakrotnie – dostać nerwicy, ale i ławnicy oraz postronni obserwatorzy. - Od początku czułem się dyskryminowany – wspominał swoje rozmowy z kadrową UM goniec, próbujący dowiedzieć się i dociec, na jakiej zasadzie miał najniższą krajową, czy wynosiła 1400 zł na rękę czy brutto, gdzie było 830 zł z Urzędu Pracy na prace interwencyjne i dlaczego nie otrzymywał miesięcznej premii et cetera. - Nigdy w ciągu 9 miesięcy nie otrzymałem paska wynagrodzeń – opowiadał z żalem goniec, podkreślając, że nie miał skarg ani od prezydenta, ani kierownika na swą pracę. Zaproponował innowację w dostarczaniu korespondencji tego dnia, co została nadana, a początkowo miał takie same zadania i zakres obowiązków, co inni gońcy, lecz bez określenia rewiru – terenu w Łomży i na jej peryferiach. Okres jego pracy przypadał na trzy wybory i jedno referendum, stąd bywało, że musiał roznosić po 4 i pół tysiąca ulotek za jednym zamachem.

„Ja się godziłem na 160 godzin pracy w miesiącu”
Goniec mówił o smsach i listach, jakie słał do prezydenta Chrzanowskiego, który mu odpowiadał, że będzie tak, jak chce goniec. W odpowiedzi na pytanie mecenasa Jagielaka goniec potwierdził, że z czasem zaczął nosić korespondencję nie do mieszkańców, a do jednostek miejskich w godzinach 7.30 – 15.30, a nie jak inni gońcy od 12. do 20. - Ja się zgodziłem na 160 godzin pracy w miesiącu, zgodnie z kodeksem pracy, nie na pracę od 8. do 22., w soboty i niedziele – replikował mecenasowi goniec. Riposta była arcycelna, bo mecenas zadał pytanie, „kto doręczał wcześniej korespondencję do instytucji?”, jakby to goniec miejski był zawodowym analitykiem i historykiem struktury pracy Urzędu Miejskiego. O panującym wówczas rozgardiaszu  w ratuszu opowiadała sekretarz. - Była przeogromna reorganizacja, 32 konkursy, w tym 10 na naczelników wydziałów, dwa na dyrektorów – zeznała Tamara Małachowska, twierdząc, że to ona po skardze związków zawodowych z sierpnia 2015 proponowała „odsunąć gońca od kontaktu z mieszkańcami”. We wrześniu mieliśmy wybory..., w październiku referendum.... Sprawa gońca była jedną z milionowych spraw. Sprawą drugorzędną.
- Po moich interwencjach u prezydenta zmieniono mi godziny pracy na od 7.30 do 15.30... Komu uda się przekonać Sąd, który wyraził nadzieję, że na kolejnej rozprawie stawi się prezydent?

Mirosław R. Derewońko

zobacz też:
Goniec „z SMS-a” kontra Urząd Miejski
Chrzanowski z Gońcem w sądzie

 

cz
cz, 11 maja 2017 08:41
Data ostatniej edycji: 2017-05-11 09:11:56

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0