sobota, 29 kwietnia 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Ostatnia wystawa Stanisława Borzuchowskiego...

Emerytowany nauczyciel, wieloletni dyrektor Domu Kultury w Wysokiem Mazowieckiem i malarz z zamiłowania, Stanisław Borzuchowski nie doczekał swej kolejnej wystawy w Galerii N. Zmarł nagle 15. marca, tydzień przed wystawą – w dniu, w którym miał zawieźć do Łomży wybrane na ekspozycję akwarele. Zamiast wernisażu odbyło się spotkanie poświęcone pamięci Zmarłego.
– Galeria N istnieje około 30 lat, ale taki przypadek mieliśmy po raz pierwszy... – mówi kierownik Klubu Wojskowego Ryszard Matuszewski. – To ogromna strata, bo poza tym, że wystawy indywidualne pana Stanisława były u nas już trzykrotnie, to był człowiekiem prawym, osobą godną naśladowania, bardzo aktywną w swym środowisku i znaną wśród twórców kultury.

Stanisław Borzuchowski (1934-2017)
Stanisław Borzuchowski (1934-2017)

Stanisław Borzuchowski (1934-2017) był nauczycielem z powołania i wykształcenia. Studia pedagogiczne ukończył w Gdańsku, podyplomowe w Warszawie i całe życie związany był z oświatą i kulturą. Uczył plastyki, nawet wtedy, kiedy w 1975 roku został dyrektorem Domu Kultury. Stanowisko to zajmował aż do przejścia na emeryturę w 1994 roku. 
– Pan Stanisław był moim dyrektorem przez pięć lat, zanim przeniosłam się do Łomży – wspomina   Teresa Matuszelańska. – Był wspaniałym dyrektorem, a to były takie czasy, że pracy było sporo: nie tylko na miejscu, ale też w terenie, w klubach rolnika i klubach „Ruchu”; było też kilka świetlic. Były też organizowane wojewódzkie przeglądy twórczości amatorskiej. Była cenzura, przyjeżdżało się do Łomży z wykazem eksponatów i np. Jezus Frasobliwy był opisywany jako „świątek”, żeby tę cenzurę obejść. Któregoś roku zrobiliśmy bardzo dużą wystawę, rzeźb religijnych i krzyży było sporo, ale też malarstwo czy tkanina. Wystawę otwierał I sekretarz PZPR – nazwiska nie podam, chociaż doskonale je pamiętam! – i następnego dnia wezwano dyrektora do komitetu na dywanik, bo skąd te święte rzeźby?! Dyrektor pokazuje na to zezwolenie. „Ale to przecież rzeźba Chrystusa, a nie świątek!”. „Pan jest wierzący?” zapytał tego partyjnego dyrektor. „Nie!”– usłyszał. „No to dla mnie wierzącego to jest Chrystus, a dla pana, niewierzącego, chyba świątek?”. I sprawa rozeszła się po kościach, chociaż już były głosy, że plastyka który przygotował wystawę, czyli mnie, trzeba zwolnić, tym bardziej, że byłam niepartyjna – dyrektor zresztą też. 
Będąc emerytem Stanisław Borzuchowski był wciąż bardzo aktywny, będąc radnym, społecznikiem, członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej czy wielu innych organizacji, np. Związku Nauczycielstwa Polskiego czy Klubu Seniora. Zaczął też malować, szybko stając się mistrzem akwareli, zafascynowanym pięknem przyrody i swej małej ojczyzny. 
– Sięgam po tematy wokół naszego otoczenia – mówił na otwarciu wystawy w 2010 roku Stanisław Borzuchowski. – Województwa podlaskie i mazowieckie mają sporo pięknych zakątków, które można fotografować, malować. Maluję również architekturę, w pewnym stopniu po to, by promować moje miasto, maluję też kwiaty.
Swe akwarele prezentował na ponad 50 wystawach indywidualnych i zbiorowych, w tym trzech indywidualnych w Galerii N, ostatniej w listopadzie 2010 roku. Kolejna, mająca składać się z 35 najnowszych prac, była już gotowa – są plany pokazania jej w późniejszym terminie.
– Wystawa była przygotowana – mówi Ryszard Matuszewski. – Nawet pani Teresa Matuszelańska rozmawiała z autorem we wtorek pod wieczór i żartowali. Podkreślał, żeby kupiła na wernisaż nie jakieś tanie, ale dobre wino – a środę 15 marca koło południa dowiedzieliśmy się, że nie żyje – odszedł w dniu, kiedy miał przywieźć swe prace na wystawę, nie doczekał 83. urodzin.
– Rozmalował się i maluje bardzo „akwarelowo” – mówi o Zmarłym w czasie teraźniejszym Teresa Matuszelańska, wciąż widocznie nie dopuszczając myśli, że już go nie ma na tym świecie. – Chociaż ostatnio żalił się na farby, że coś mu nie wychodzi, że papier nie przyjmuje dobrze tej akwareli... Ale malował po pięć godzin dziennie, wciąż pracował. Ostatnia akwarelka pozostała niedokończona: „chyba jutro dokończę, bo dziś już nie widzę” – mówił mi we wtorek po godzinie 20, a w środę już nie żył...

Wojciech Chamryk
Fot.: Elżbieta Piasecka-Chamryk

cz
śr, 22 marca 2017 08:28

 
Zobacz także
170412114748.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0