środa, 24 maja 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Muzyczny prezent od Waldemara Malickiego nie tylko dla pań

Pianista Waldemar Malicki był gwiazdą sobotniego koncertu Filharmonii Kameralnej. Ulubieniec publiczności przygotował na ten, dedykowany paniom z okazji Dnia Kobiet występ, nie lada niespodziankę: zaskakujące opracowania klasycznych utworów Fryderyka Chopina w stylu mistrza argentyńskiego tanga Astora Piazzolli. Zagrał też jego słynne „Oblivion” czy „Libertango”, ale przede wszystkim w swoim niepowtarzalnym stylu żartował i prowadził koncert, by na koniec z dyrygentem Jackiem Rogalą i Janem Miłoszem Zarzyckim obdarować wszystkie panie kwiatami.

Twórca „Filharmonii Dowcipu” i jeden z najwybitniejszych polskich pianistów ostatni regularny koncert zagrał w Łomży jesienią 2008 roku. Później pojawiał się nad Narwią tylko przy okazji występów z utalentowaną młodzieżą czy warsztatów w Państwowej Szkole Muzycznej, nic więc dziwnego, że bilety na koncert „Z życzeniami dla pań” rozeszły się błyskawicznie. 
– Od jakichś 50 lat słyszę, że Dzień Kobiet powinien trwać cały rok i jak najbardziej się z tym  zgadzam – mówi Waldemar Malicki. – Sam staram się to realizować jak mogę i z roku na rok wychodzi mi coraz lepiej, chociaż osobiście boję się kobiet.
Podczas koncertu nie dało się tego jednak zauważyć, a obdarzony specyficznym poczuciem humoru solista błyskawicznie podbił widownię, do wirtuozerii czysto muzycznej dodając też wyrafinowane, nierzadko zaskakujące i improwizowane żarty. Podstawą była jednak muzyka, a głównym bohaterem koncertu Waldemar Malicki uczynił  Astora Piazzollę. 
– Piazzolla to moja miłość – mówi Waldemar Malicki. – Niestety nie tylko moja, bo cały świat uwielbia Piazzollę, który już zresztą za swego życia zdawał sobie z tego sprawę. Jego muzyka zawsze będzie grana i nigdy nie przestanie być fascynująca, dlatego zamiast tenora z bródką, który śpiewa o ustach milczących i duszy śpiewającej, serwujemy dziś publiczności prawdziwą muzykę: pełną wysiłku i cierpienia.
„La muerte del angel”, „Milonga del angel”, „Michelangelo '70”, „Baires '72”, „Oblivion” i „Libertango”  na pianino i orkiestrę zachwyciły słuchaczy, ale był to dopiero wstęp do zaskakującego ciągu dalszego, kiedy to zabrzmiały:  Nokturn c-moll op. 41 nr 1, Preludium op. 28 nr 4 i Walc cis-moll op. 64 nr 2  Fryderyka Chopina. Zostały one zaaranżowane przez Bernarda Chmielarza i zagrane przez muzyków w stylu Piazzolli, a charakterystyczne dla niego rozwiązania melodyczne i rytmiczne płynnie przechodziły w typowo Szopenowskie frazy. 
– To Chopin w wersji Piazzolli, bo jest napisany tak, jakby to był Piazzolla! – wyjawia Waldemar Malicki. – Zresztą Piazzolla spełnia trochę w Argentynie taką rolę jak Chopin u nas, bo etniczną muzykę, jaką było tango, w zasadzie ludową, przeniósł na salony i w zasadzie jego tang, tak jak mazurków Chopina, się nie tańczy.
– Nietypową rzeczą jest to, że cały wieczór był związany z Astorem Piazzollą, bo nawet jak graliśmy Chopina, to w jego stylu – dodaje Jacek Rogala. – To bardzo popularny kompozytor i chyba nie ma sezonu, żebym jakiegoś utworu Piazzolli nie prowadził, ale zaskakująca była ilość i jednorodność tego repertuaru, w której tkwił niesamowity ładunek emocjonalny, a zestawienie po kolei różnych tang wcale słuchacza nie nudzi. Warto więc przełamywać stereotypy i proponować coś nowego!
Ciekawie zabrzmiał też, zapowiedziany przez solistę jako „barokowa muzyka rozrywkowa”,  Koncert d-moll RV 127 Antonio Vivaldiego; łomżyńscy filharmonicy popisali się też w kilku kompozycjach Leroy'a Andersona, np. granym pizzicato „Plink, Plank, Plunk” czy „Jazz legato”, zaś na bis Waldemar Malicki zachwycił swobodnym wykonaniem „Szarej kolędy” jazzmana Krzysztofa Komedy. Solista wziął też oczywiście udział we wręczaniu paniom barwnych tulipanów, chociaż wcześniej deklarował, że „jeżeli któraś z pań dotrwa do końca koncertu, to z przyjemnością się dołączę”, ale przede wszystkim nieprzerwanie żartował, zachowując przy tym kamienną twarz Bustera Keatona, rozbawiając nie tylko słuchaczy, ale też muzyków i dyrygenta.
– Koncert z Waldemarem Malickim to zawsze jest wyzwanie – mówi Jacek Rogala. – Począwszy od tego, że nie mamy dwóch, ale tylko jedną próbę, a w czasie koncertu nigdy nie wiadomo, kiedy zacznie improwizować. O tym co powie to wiadomo, że trzeba uważać, tym bardziej, że mówi: „będę cię atakował, wbiję ci parę szpilek, ale zachowaj powagę!”. Jest to jednak niemożliwe – staram się bardzo, ale i tak się uśmiecham!

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka-Chamryk

cz
pon, 13 marca 2017 08:37
Data ostatniej edycji: 2017-03-13 08:39:37

 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0