piątek, 28 lipca 2017 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Karnawałowy wieczór z Jackiem Wójcickim

Śpiewak, aktor i ulubieniec publiczności Jacek Wójcicki był gwiazdą karnawałowego koncertu Filharmonii Kameralnej. Krakowski artysta brylował w piosenkach z Piwnicy pod Baranami, lirycznych przebojach i filmowych szlagierach, zachwycił też słuchaczy żydowskim szmoncesem.
Jego partnerką w duetach oraz wykonawczynią operowych i operetkowych arii była sopranistka Anna Wolfinger – również pochodząca z Krakowa, ale oboje śpiewacy na scenie spotkali się po raz pierwszy dopiero w tłusty czwartek, w odległej o ponad 400 kilometrów od ich miasta Łomży.

Po wyprzedanym w błyskawicznym tempie koncercie sylwestrowym można było w ciemno obstawiać zakłady, że bilety na koncert Jacka Wójcickiego w tej samej sali, to jest Centrum Kultury na Sadowej, też rozejdą się szybko i faktycznie 350 miejsc okazało się ilością niewystarczającą, gdyż artysta ten jest w Łomży bardzo lubiany.
– Mam bardzo miłe wspomnienia związane z Łomżą – opowiada Jacek Wójcicki. – Gościłem tu już kilka razy i często w ciekawych okolicznościach: śpiewałem z powietrza, z balonu (na otwarciu Paralotniowych Mistrzostw Europy w 2008 roku – red.), z wieży ratusza na rynku, byłem też kiedyś gościem dawnej szkoły Hanki Bielickiej, gdzie miałem występ i spotkanie z młodzieżą.
Szczęśliwi posiadacze biletów mieli więc powody do zadowolenia, bowiem Jacek Wójcicki był jak zwykle w wyśmienitej formie, debiutująca w Łomży solistka Opery i Filharmonii Podlaskiej oraz Opery Krakowskiej Anna Wolfinger zachwycała głosem, urodą i kreacjami, a łomżyńscy filharmonicy pod batutą Jana Miłosza Zarzyckiego zapewniali im orkiestrowy podkład, kilkakrotnie też porywająco wykonując utwory instrumentalne, np. „Libertango” Astora Piazzolli.
– Pierwsza część koncertu jest utrzymana w konwencji wspomnień: trochę Krakowa, Piwnicy pod Baranami, utworów krakowskich kompozytorów, a druga jest już weselsza, karnawałowa! – mówi Jacek Wójcicki. – To świetna okazja na taki karnawałowy koncert, bo przecież dziś jest też tłusty czwartek, więc później można jeszcze gdzieś pójść – jak mówimy w Krakowie: w miasto! 
Szczególnie gorąco publiczność oklaskiwała Jacka Wójcickiego w piosenkach Marka Grechuty oraz Ewy Demarczyk, słynnym włoskim szlagierze „Caruso” czy przedwojennym filmowym przeboju „Już taki jestem zimny drań”. Z jeszcze większym entuzjazmem przyjmowano duety, w których oboje soliści spotkali się na scenie po raz pierwszy: „Cała jesteś w skowronkach” Skaldów, „Piosnka litewska” Chopina i „Usta milczą dusza śpiewa" z operetki „Wesoła wdówka”Lehára. 
– Pierwszy raz współpracujemy i jestem oczarowany walorami głosowymi i urodą Ani! – mówi Jacek Wójcicki. – Mamy więc wymyślone przeze mnie duety, pokazujące piękno jej głosu, a ja się trochę chowam w cieniu. – Bardzo się cieszę, że poznałam pana Jacka Wójcickiego, bo podziwiam go i był to dla mnie wielki zaszczyt! – dodaje Anna Wolfinger. – Pochodzę z Krakowa, ale nigdy dotąd nie mieliśmy okazji współpracować, aż tak szansa pojawiła się zupełnie gdzie indziej. Skaldów też śpiewałam pierwszy raz, chociaż bardzo lubię ich piosenki. W ogóle to bardzo rzadko wykonuję inny repertuar niż operowy; już częściej zdarza mi się występować w musicalach, ostatnio śpiewam w operetce „Zemsta Nietoperza” Straussa, ale śpiewanie piosenek jest dla mnie czymś nowym. 
Solistka oczarowała też słuchaczy słynną jazzującą kołysanką „Summertime” Gershwina, „O mio babbino caro” z opery „Gianni Schichi”  Pucciniego, „Przetańczyć całą noc” z musicalu „My Fair Lady” oraz „Taki pan jak pan”z operetki „Zemsta nietoperza” Johanna Straussa syna. 
Nie zabrakło też innych przebojów, jak wiązanka przedwojennych tematów filmowych czy nostalgiczne w „W małym kinie”, a na bis zabrzmiał inny kinowy przebój sprzed lat,  „Na cześć młodości”, w refren którego Jacek Wójcicki zręcznie wplótł słowo Łomża. 
– Zawsze chętnie wracamy do piosenek które znamy i które przetrwały próbę czasu – ocenia Jacek Wójcicki. – Tak jak międzywojenne piosenki z filmów, które stały się klasyką, bo są niezwykle zgrabnie napisane i śliczne muzycznie do zaśpiewania – po prostu ponadczasowe. I po takie właśnie sięgam, a współczesne utwory są często zbyt udziwnione – piosenka musi mieć szlagwort, który łapie za serce, umysł, za cokolwiek, wpada w ucho i już tam zostaje!

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka-Chamryk


cz
pt, 24 lutego 2017 08:22
Data ostatniej edycji: 2017-02-24 08:25:44

 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0