poniedziałek, 25 września 2017 napisz DONOS@

Miejskie, czyli prawie jak prywatne...

O tym, co się dzieje w miejskich spółkach, mieszkańcy i radni Łomży wiedzą niewiele. Funkcje właścicielskie jednoosobowo pełni prezydent, który w miejskiej rzeczywistości decyduje, kto ma nimi kierować, ale także o ich przychodach i wydatkach. W miejskiej spółce ciepłowniczej pod koniec grudnia prezydent zwiększył wydatki na wynagrodzenia, bo spółka była tak bogata, że po raz pierwszy w historii mogła wypłacić pracownikom premie w postaci „ekstra pensji”.
W spółce śmieciowej w listopadzie prezydent podniósł o 27% ceny za przyjęcie śmieci na bramie wysypiska, a kilka tygodniu później uznał, że koniecznie trzeba podnieść podatek śmieciowy w Łomży, aby pokryć większe koszty. Informacje nie tylko z tych spółek są chowane niczym tajemnice Układu Warszawskiego. Odpowiedzi na pytania są wybiórcze i pokrętne. W prawdziwe osłupienia wprawiają dopiero zarzuty, jakie stawia się radnemu, że ten w mediach, czyli publicznie, chce debatować o ponoszonych przez mieszkańców kosztach gospodarki śmieciowej.

Andrzej Garlicki, Tadeusz Zaremba
Andrzej Garlicki, Tadeusz Zaremba

Nie zgadzam się ze wszystkimi twierdzeniami radnego Tadeusza Zaremby z tekstu pt. „Czy stać nas na pozorowaną gospodarkę odpadami?” Przeraża pomysł, że „trzeba w ekspresowym tempie wydzielić z MPGKiM nową, dynamiczną spółkę” do wywożenia śmieci. Paradoksalnie zgodne jest to z wcześniej głoszoną wizją wiceprezydenta Andrzeja Garlickiego zlecenia wywozu śmieci swojej spółce na zasadzie „in house”, bo – jak mówił - „firma prywatna działa, aby zarabiać, a spółka miasta nie jest nastawiona na duży zysk, ale ma zaspokoić potrzeby”. 
Ten sam wiceprezydent, po kolejnym tekście radnego pt. „List otwarty do Pana Zastępcy Prezydenta”, czyni mu wyrzuty, że chce polemikę przenieść w przestrzeń medialną. „W takim przypadku, według mojej oceny, nie chodzi Panu o dobro Łomży i jej mieszkańców, tylko o medialną promocję własnej osoby” - podsumowuje wiceprezydent, zapowiadając, że w ten sposób debatować nie ma zamiaru. 
Wiceprezydent debatować publicznie z radnym nie musi. Jego stołek w ratuszu nie zależy od woli mieszkańców Łomży, ale stołki radnych i prezydenta miasta już tak. Dlatego mając na uwadze zbliżające się wybory, i dobro swojego bezpośredniego przełożonego, wiceprezydent powinien chcieć wytłumaczyć radnemu, a przede wszystkim mieszkańcom, niejasne uzasadnienie rzekomo niezbędnej wysokiej podwyżki podatku śmieciowego. Wątpliwości jest dużo, a uchylanie się przed pytaniami nie ułatwia zrozumienia. 

Pierwszym z podawanych powodów koniecznej podwyżki ma być wzrost kosztów obowiązkowego spalania części odpadów w białostockiej spalarni. Miał on wzrosnąć ze 120 zł do 140 zł za tonę „+ koszt transportu”. W przeliczeniu na wszystkie odpady ma to przekładać się na 6% wzrostu kosztów, ale gdy dopytujemy w spółce: ile śmieci wywozi do spalenia w Białymstoku i ile wynosi „+ koszt transportu”, od ponad dwóch tygodni nikt na te pytania nie udziela odpowiedzi. 
W białostockiej spalarni pytania o noworoczną podwyżkę budzą zdziwienie. Po dobie zarządzająca spalarnią spółka odpowiada, że obowiązuje ją tajemnica handlowa z łomżyńską spółką. Faktem jest jednak, że cena za przyjęcie śmieci w dwóch działających w okolicy Białegostoku RIPOK-ach od nowego roku nie wzrosła. Wynosi ona 230 zł netto za tonę śmieci, a w przypadku łomżyńskiego RIPOK, zarządzanego przez miejską spółkę śmieciową, cena tony komunalnych śmieci zmieszanych to 281,4 zł netto.  

Z tytuły podatku śmieciowego w Łomży zbierane jest miesięcznie ok. 425 tysięcy złotych. Ostatnio za wywóz śmieci miasto płaciło prywatnej firmie ok. 112 tys. zł miesięcznie, a reszta środków trafiała niemal w całości do miejskiej spółki śmieciowej. Prezydent oburzając się, że radni nie chcą przyklasnąć jego propozycji podwyżki podatku, wyrzucał, że nie ma pieniędzy na podpisanie umowy z prywatną firmą na wywóz śmieci (cena ok. 145 tys. zł miesięcznie), ale nic nie mówił o tym, że może zabraknąć środków dla miejskiej spółki śmieciowej. Sam prezes tej spółki chwalił się, że w ubiegłym roku wypracowała ona zysk - choć na śmieciach tylko symboliczny, wobec niemal 750 tys. zł straty w 2015 roku. Jednocześnie ten sam prezes usiłuje przekonać, że bez gigantycznej – bo o ponad 1/4 - podwyżki cen wprowadzonej przez prezydenta od 1 stycznia 2017 roku spółka ta nie zdołałaby przetrwać i prawidłowo realizować swoich zadań. 

Wiceprezydent Garlicki podczas ostatniej sesji Rady Miasta na potwierdzenie swoich tez o konieczności podwyżki podatku śmieciowego w Łomży, ale także „przyszłościowo” zlecenia „in house” wywożenia śmieci z miasta, wskazywał Zambrów. Śmieci wywozi tam miejska spółka, a cena, jaką zaproponowała, jest o 25% wyższa niż chciały władze miasta. Różnica między Zambrowem a Łomżą jest jednak taka, że tam miejska spółka, aby otrzymać zlecenie i kasę z miasta, musiała przystąpić do przetargu, otwartego także dla prywatnych przedsiębiorców, i go wygrać... niższą ceną. W Łomży w 2013 roku, gdy miasto po raz pierwszy ogłosiło otwarty przetarg na wywóz śmieci cena zwycięskiej oferty prywatnej firmy była o 1/3 niższa od szacunków miejskich urzędników. Te szacunki powstały na bazie ceny jaką ratusz płacił wówczas miejskiej firmie, która robiła to „po kosztach własnych”. Od chwili powołania miejskiej spółki śmieciowej władze Łomży przetargi na wywóz śmieci z miasta ogłaszały trzy razy, ale nigdy miejska spółka do nich nie przystępowała.

Idąc dalej tropem planów wiceprezydenta, ale i radnego Zaremby, odnośnie uzdrowienia łomżyńskiej polityki śmieciowej poprzez powołanie kolejnej miejskiej spółki do wywozu śmieci i zlecenia jej tego zadania „in house”, można pokusić się o stworzenie miejskiej spółki do budowania dróg. Pracy jest na lata... Władze miasta bez przetargu mogłyby zlecić jej np. modernizację dwóch ostatnich nieremontowanych odcinków ul. Sikorskiego. Mamy pieniądze, bo otrzymaliśmy unijną dotację w wysokości 85% kosztów. Miejscy urzędnicy wyliczyli, że sama budowa kosztować ma  blisko 15 mln zł. Tyle tylko, że kilka dni temu otwierając koperty z ofertami na wykonanie tego zadnia przez prywatne firmy, także z Łomży, okazało się, że można zrobić to za niespełna 8 mln zł. 
O koniecznej komunalizacji piekarni, sklepów czy stacji paliw też trzeba pamiętać, bo to prywaciarze, którzy działają „aby zarobić”. Zajmujące się tym spółki miasta nie byłyby nastawione na duży zysk, ale aby zaspokoić potrzeby mieszkańców. 

Cezary Zborowski

cz
pt, 20 stycznia 2017 10:53
Data ostatniej edycji: 2017-01-20 15:48:05

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0