poniedziałek, 27 marca 2017 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 700

Chrzanowski z Gońcem w sądzie

12 świadków przez ponad trzy godziny zeznawało w drugiej rozprawie, jaką były Goniec miejski, znany z pracy z smsa, wytoczył Urzędowi Miejskiemu o zaległe premie i opłatę za auto. Sąd Pracy w Łomży ma rozstrzygnąć, czy należy mu się ponad 10 tys. zł: 6 300 zł za 9 miesięcy zaległych premii i ponad 4 tys. zł za używanie swojego samochodu do celów służbowych. Ratusz roszczenia te uznaje za bezzasadne.
W środę pierwszym składającym wyjaśnienia był prezydent Łomży Mariusz Chrzanowski. - Wielokrotnie informował mnie o pracy, zostawiał w sekretariacie informacje – mówił włodarz, dodając, że nie wyraził zgody na używanie przez Gońca auta.
Zeznania świadków bardziej niż kulisy znajomości Gońca z prezydentem odsłaniają bałaganiarskie funkcjonowanie Urzędu Miejskiego. Sprawa Gońca jak w soczewce ukazuje, że od 1 osoby w ratuszu zależy, iż ktoś zarobi, a ktoś inny nie ma na to szans.

Mariusz Chrzanowski, prezydent Łomży i mec. Mieczysław Jagielak
Mariusz Chrzanowski, prezydent Łomży i mec. Mieczysław Jagielak
Mariusz Chrzanowski, prezydent Łomży odpowiada na pytania mecenas Anny Olender
Mariusz Chrzanowski, prezydent Łomży odpowiada na pytania mecenas Anny Olender

Goniec pracował w ratuszu od lipca 2015 do kwietnia 2016. Nie przedłużono mu umowy. Powodem miały być – jak tłumaczono nam w lipcu - opóźnienia w doręczaniu korespondencji i ignorowanie poleceń. Troje zeznających pod koniec października wysokich rangą urzędników ratusza nie miało praktycznie zastrzeżeń do pracy gońca. Teraz sędzia Małgorzata Sulkowska słuchała 10 świadków, powołanych na wniosek Gońca. W zasadzie wszyscy z własnej inicjatywy lub zapytani przez sędzię i dociekliwą pełnomocnik Gońca mecenas Annę Olender potwierdzali tę grupę faktów: że nie mieli wpływu na ilość korespondencji, jaką danego dnia czy miesiąca przyszło im dostarczyć, że zwykle czasu było za mało, zwłaszcza w okresie urlopowym lub zwolnień lekarskich, że zastępowali jeden drugiego, korzystali z samochodów prywatnych. Tyle że w odróżnieniu od skarżącego Gońca – inni gońcy z tego tytułu nie zgłaszali pretensji i roszczeń prawnych, uznając, że „rekompensatę” dostaną  w postaci premii. Słowo premia pojawiało się na rozprawie z regularnością jak bingo w salonie gier. - Syn nie miał rejonu, a całą Łomżę wzdłuż i wszerz – zeznawała matka Gońca. - Jednego miesiąca policzył, że przejechał 700 km, a koszty amortyzacji... Rozmawiałam na zakupach z prezydentem w Venedzie, że do pracy syna muszę dokładać. Poradził, aby syn zwrócił się o premię, że to podpisze.

Płaca poniżej minimum, ale z premią
Premia wynosi do 50 procent pensji zasadniczej, jaką pracownicy techniczni i gońcy w Urzędzie Miejskim dostają za swoją pracę. Określali ją jako od 1200 zł do 1600 zł miesięcznie, nierzadko poniżej najniższej krajowej. Nie wiedzieli, ile i dlaczego w danym miesiącu dostają więcej, gdyż to zależało od bezpośredniego przełożonego. „Premia uznaniowa” zajęła sporo czasu i atłasu sędzi Sulkowskiej i mecenas Olender: z zeznań świadków pod przysięgą wynikało niezbicie, że nie wiedzą, czy, ile jej i za co dostaną, gdyż jest to w gestii kierownika biura obsługi mieszkańców. Dociekania procesowe pokazywały, że oprócz listów i korespondencji, gońcy roznoszą i rozwożą ulotki wyborcze, plakaty autobusami MPK (na co mają bilet miesięczny na wszystkie linie) albo własnymi samochodami lub z pomocą rodziny. Były Goniec w trakcie zatrudnienia wskazywał na nadmiar materiałów, które w zastępstwie za urlopujących czy chorujących rozwoził. Nie wyrabiał się w „swoim rejonie”, mówili świadkowie, dlatego miał do rozwiezienia korespondencję instytucji podległych miastu, na terenie całej Łomży, jak szkoły czy MPGKiM. Właściciel firmy Aleksander Plaga zeznawał, jak na prośbę Gońca sprawdził zimą 2015 / 2016, kiedy tamten ma autobus: za 55 minut. Prezydent Chrzanowski mówił, że otrzymał informacje od sekretarz miasta Tamary Małachowskiej, że Goniec nienależycie wypełnia obowiązki. Na rozprawie sekretarz zeznawała, że w okresie pracy Gońca nie było w Polsce wyborów. Być może takie podejście miało zasugerować, że nie było potrzeby rozwożenia tych tysięcy ulotek, o czym opowiadali gońcy, ale jest całkowicie niezgodne z prawdą, bo w tym czasie było ogólnopolskie referendum, wybory do Sejmu i Senatu i powtórzone wybory do Senatu w okręgu łomżyńsko-suwalskim.

Goniec w ratuszu był dyskryminowany?
Druga rozprawa ukazała, z dużą pomocą mecenas Olender, że gońcy nie sprawdzali, ile korespondencji roznieśli w miesiącu. Z zeznań prezydenta i sekretarz miasta wynika, że nie kontrolowali, za co rozdawane są premie w kierowanej przez nich instytucji; ograniczali się do formuły „w zaufaniu” i sprawdzeniu wymogów formalnych, jak zgodność z regulaminem ratusza. Przy prezentowanych przez sąd ratuszowych dokumentach dochodziło nieoczekiwanych zwrotów akcji. Z okazania wynikało, że nie zgadzają się podpisy, liczby i dopiski. W ogóle nie wiadomo, kto jest ich autorem... W tej sytuacji mecenas Olender przedstawiła modyfikację pozwu. Zarzuciła ratuszowi dyskryminację Gońca i nierzetelność przedstawianej sądowi dokumentacji. Wniosła o ponowne przesłuchanie kierownika biura obsługi mieszkańców, przełożonego b. Gońca, oraz biegłego ws. rachunkowości, jako zdolnego ustalić, czy zgodny z prawem i prawidłowy był sposób naliczania premii miejskim gońcom.  
- To niepotrzebne – odpowiadał reprezentant ratusza mec. Mieczysław Jagielak.
Sędzia Sulkowska: odroczyła rozprawę o tydzień, aby na posiedzeniu niejawnym wydać postanowienie w sprawie nowych wniosków i wyznaczyć termin 3. rozprawy, prawdopodobnie w kwietniu.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
cz, 19 stycznia 2017 07:47
Data ostatniej edycji: 2017-01-19 09:33:03

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0